15/10/2017Tagi: Tatry Wysokie,Dolina Małej Zimnej Wody,Wspinanie górskie lato,

Indianske leto, Baranie Rogi

Fatalna pogoda wreszcie odpuszcza, a my decydujemy się postawić wszystko na jedną kartę - na celownik obieramy jedną z wyżej położonych ścian w Tatrach. Gra jest warta świeczki, Indianske Leto to pod względem kumulacji trudności najpoważniejsza droga w jaką się „wstawialiśmy”. Linia jest w miarę nowa (2014) i na ten moment to najtrudniejsza propozycja na południowej ścianie Baranich Rogów. Poza 1. wyciągiem, wszystkie kolejne „trzymają poziom”, wyceny to IV, VII-, VI+, VI+, VI-, VI.

W kierunku Chaty Teryho zmierzamy pełni obaw o ilość śniegu i to czy płyty będą suche. Pod schroniskiem zerkamy na „naszą” górę i czujemy ulgę – cała droga jest w słońcu i wydaje się zupełnie sucha, mimo sporej ilości śniegu pod jak i nad ścianą. Gdy wreszcie docieramy pod ścianę (straszny hektar!) upewniamy się, że jest ok – warunki są wręcz idealne! Dzielimy się wyciągami – tym razem moja kolej na cruxa więc ustalamy, że poprowadzę pierwsze trzy wyciągi, a Grzesiek trzy kolejne.

Szybko przebiegam pierwszy wyciąg i z respektem zerkam do góry na kluczowy wyciąg. Prowadzi on najpierw piękną, długą płytą, a następnie kilkunastometrową rysą – kawał świetnej skały. Trzeci odcinek to 50 metrów dość ciągowego (miejsca od VI- do VI+) ale bardzo przyjemnego wspinania między okapami. Zadowolony melduję się na stanie i przekazuję prowadzenie koledze. Grzesiek przechodzi małą przewieszkę, po czym porusza się wzdłuż dobrze uklamionej rysy. Piąty wyciąg to najpierw krótka płytka (całkiem czujna), a następnie łatwiejszy teren, gdzie jednak kolega postanawia skomplikować nam życie i by ominąć śnieg trawersuje niebanalną turnicę. Ostatni odcinek wraca do wysokiego poziomu całej drogi - prawie 60 metrów wspinania na własnej po płycie wzdłuż filara w trudnościach od V+ do VI. Po 3 i pół godzinie meldujemy się na galerii i już bez lin ruszamy na szczyt. Najmniej przyjemne jest zejście pod ścianę – co chwilę zapadamy się w mokrym śniegu.

Na koniec czeka nas jeszcze mozolne zejście do Starego Smokowca, które jednak nie psuje nam humoru bo droga, którą zrobiliśmy, była jedną z piękniejszych jaką w Tatrach zrobiliśmy. Lita skała, słoneczna wystawa, ciąg trudności, komfortowa asekuracja – zdecydowanie polecamy!