10/09/2017Tagi: Tatry WysokieDolina ŁomnickaKieżmarski SzczytWspinanie górskie lato

Lipka-Święcicki (1) i Płyty Krissaka góra (2), Kieżmarski Szczyt

Wycena 1: V+   Długość 1 [m]: 350 m.   Wyciągi 1: 7   Czas 1 [h]: 2 h   Wystawa 1: S   Ocena 1: 5/10   Komentarz 1:    
Wycena 2: VI+   Długość 2 [m]: 160 m   Wyciągi 2: 6   Czas 2 [h]: 2 h   Wystawa 2: S   Ocena 2: 8/10   Komentarz 2:    

W tym samym składzie jak rok temu, wracamy na Kieżmarski by dokończyć Drogę Krissaka na południowej ścianie. Podczas zeszłorocznego wspinania zostaliśmy zmuszeni przez ulewę do wycofania się po przejściu dolnej części i 2 wyciągów nad rampą więc „do załatwienia” pozostały nam ostatnie wyciągi drogi. Z tego też względu tym razem postanawiamy dolną część ściany przejść drogą Lipka-Święcicki (V+).

Akcja zaczyna się od nieprzyjemnej niespodzianki – z powodu silnego wiatru nie kursuje kolejka do Łomnickiego Stawu. Chcieliśmy skorzystać z jedynej z nielicznych okazji by nie podchodzić pod ścianę w Tatrach, oszczędzić trochę nogi no i wyspać się godzinę dłużej – niestety nie udało się i na dodatek musieliśmy zapodać porządne tempo na podejściu bo na parkingu stawiliśmy się dopiero o 8 rano. Dlatego też mimo wszystko wyszło nieźle bo w ścianę wbiliśmy już o 10:00.

Pierwsze trzy „teoretyczne” wyciągi doprowadzające do Kotła przechodzimy na lotnej, następnie Jacek prawie biegnie dalej asekurując się bardzo oszczędnie, okoliczności ku temu sprzyjają bo droga jest wyjątkowo prosta i przejrzysta. Trochę zdziwieni i trochę zawiedzeni brakiem trudności bardzo sprawnie pokonujemy 5 wyciągów nad Kotłem i o 11:20 (teoretycznie więc 8 wyciągów w 80 minut :o) stajemy na ostatnim wyciągu pod rampą. Nad nami w drogę „Cesta do hor” wchodzi zespół słowacki, wygląda to bardzo okazale.

Ustalamy strategię działania, dzielimy wyciągi i ruszamy w Płyty Krissaka. Ponieważ 2 pierwsze wyciągi w zeszłym roku prowadzili chłopaki, wszystko wskazuje bym robił je tym razem ja – szpeję się więc i ruszam. Pierwszy wyciąg to nieprzyjemny trawers nad wielkim okapem, asekuracja jest bardzo wymagająca ale rzeźba skały jest świetna, dlatego też szybko melduję się na stanie. Drugi odcinek to piękne płyty, niestety oszpecone niepotrzebnymi w niektórych miejscach spitami. Cieszę się jednak wspinaniem i po chwili wpinam się do kolejnego stanowiska. Teraz prowadzenie przejmuje Jacek, przechodzi imponującą płytę i groźnie wyglądający okapik (a to tylko IV+!) i dochodzi do szerokiej półki na wysokości stanowiska pod kluczowymi trudnościami niesamowitego Zacięcia Fiali, biegnącego kilkanaście metrów na prawo od nas. W międzyczasie nadchodzą ciemne chmury i przez chwilę mamy obawy, że powtórzy się sytuacja sprzed roku i zostaniemy „wypędzeni” ze ściany bez skompletowania drogi – to byłaby dopiero przykrość. Na szczęście pogoda „wytrzymuje”.

Na koniec przodem puszczamy Ryśka, któremu dziś przypada przyjemność prowadzenia kluczowego wyciągu. Od tego miejsca wspinanie robi się bardzo siłowe, ściana się pionuje a zrestować można dopiero nad półce pod cruxem, przy stanowisku pośrednim, które jednak kolega omija. Niestety nie okazuje się to dobrą decyzją bo po przejściu kluczowej ścianki z rysą lina się przesztywnia i Rysiek zmuszony jest budować swoje stanowisko w niewygodnym miejscu. Dochodzimy więc z Jackiem do stanu pośredniego i robimy porządek z liną, po czym „wypuszczamy” kolegę dalej – ma jeszcze kilka trudnych metrów, po czym wychodzi w łatwiejszy teren i ściąga nas do siebie. Crux to kilkumetrowa ładna płytka z pionową rysą, na szczęście „chwytliwą” i dobrze asekurowaną. Drogę kończymy po niecałych 3 godzinach i kontynuujemy już bez liny pod wierzchołek. Rachunki wyrównane, satysfakcja osiągnięta, „głód” zaspokojony :)