10/12/2017Tagi: Tatry Wysokie,Dolina Mięguszowiecka,Wspinanie górskie zima,

Tupa Blada, Tępa

Zima w Tatrach już w pełni, impreza na Zakończenie Sezonu KW zaliczona tydzień temu, sprzęt uzupełniony i przygotowany - czas zacząć taternicki sezon zimowy! Ponieważ Jacek ma już dwie drogi za sobą, od razu wybieramy się na coś trudniejszego ale i nie za długiego czy bardzo oddalonego (bo warunki po kilkudniowych opadach ograniczają wybór) - drogę Tupa Blada na Tępej (wycena to M6-).

Poranek nad Popradzkim Stawem wita nas konkretnym mrozem, na dodatek Dolina Złomisk nie jest przetarta, zaczynamy więc od torowania pod ścianę. Na szczęście miejscami śnieg jest zmrożony, więc idzie w miarę szybko - dobrze, bo po południu pogoda ma się załamać.

Pierwszy odcinek przechodzimy niezwiązani, szpeimy się dopiero na półce pod drugim wyciągiem. Ponieważ jest to moje pierwsze wspinanie tej zimy, a kolejne wyciągi są łatwe (III-IV), zabieram się za ich prowadzenie. Chwila mija zanim przyzwyczajam się do raków i dziabek, dodatkowo marzną mi dłonie, mimo to szybko przechodzę dwa, prawie 60-metrowe wyciągi (wg schematu trzy). Dziwi nas kompletny brak jakiegokolwiek zastanego sprzętu na drodze. Podobnie jest po kolejnym wyciągu, doprowadzającym pod trudności drogi. Robimy więc własny stan i szykujemy się do poważnego zadania - przed nami najtrudniejszy wyciąg z jakim do tej pory się mierzyliśmy w tatrzańskim mikście.

No i żartów nie ma - Jacek walczy ponad godzinę, przechodząc najpierw wymagającą płytę z kominkiem, a następnie słabo asekurowalny i niewygodny trawers. Udaje mu się jednak przejść cały wyciąg „czysto”, co bardzo nas cieszy. Czas na mnie - jestem mocno przemarznięty i w trudnościach odcina mi dłonie, dlatego również spędzam sporo czasu na tym odcinku, długo odpoczywając po trudniejszych ruchach i po męczącym czyszczeniu wyciągu ze sprzętu założonego przez kolegę. Napięta lina z góry, a jednak tak ciężko - z każdym kolejnym ruchem mój podziw dla Jacka za poprowadzenie tego odcinka rośnie, podobnie jak respekt dla wycen zimowych…

Pogoda zaczyna się psuć, nadciągają chmury i rusza się wiatr. Na szczęście był to jedyny wymagający wyciąg na drodze, na dodatek ostatni, dlatego powyżej stanowiska rozwiązujemy się i terenem I-II pokonujemy brakujące 200 metrów do grani. Tutaj ogarniamy sprzęt, łykamy coś ciepłego i przez Przełęcz Stwolską schodzimy do Złomisk, a następnie (częściowo na nowo torując) do schroniska nad Popradzkim na zupę :)