15/08/2017Tagi: Alpy,Dolomity,Wspinanie górskie lato,

Via Olga i Diretta Dimai, Torre Grande, Cinque Torri

Ponieważ Jacek wraca już do Polski, we wtorek redukujemy nasz zespół do 2 osób i jedziemy na bardziej „piknikowe” wspinanie na Cinque Torri. Piknikowe bo turnie (jedna z wizytówek Dolomitów) znajdują się tuż nad parkingiem przy schronisku, nie są za wysokie (100-150 metrów), asekuracja jest bardzo dobra, no i jest dookoła jest mnóstwo ludzi. Rejon oferuje również mnóstwo obitych dróg sportowych, no ale nie po to jechaliśmy setki kilometrów z Polski by wspinać się w skałkach ;)

Na pierwszy cel obieramy drogę Via Olga, prowadzącą niepowtarzalnym, 80 metrowym zacięciem na zachodniej ścianie Torre Grande – już 2 lata temu ten widok zachwycił mnie i kilku znajomych, nikt jednak nie miał wtedy odwagi spróbować. Pierwszy, 50-metrowy (!) wyciąg prowadzi Grzesiek, czego później bardzo mu zazdroszczę bo wspinanie jest rewelacyjne – spionowane zacięcie z dobrymi chwytami i stopniami jest wręcz niepowtarzalne i na długo zapadnie w pamięć. Drugi, niestety już krótszy wyciąg (chociaż wyceniony wyżej od pierwszego) prowadzę ja, dodatkowo urozmaicając go trudniejszym wariantem prostującym (~VI). Po dopełnieniu formalności (trzeci wyciąg jest już łatwy) meldujemy się na szczycie turni i po skomplikowanym zejściu wracamy pod ścianę.

Ponieważ czujemy niedosyt, postanawiamy wbić jeszcze w jedną drogę, o której przejściu myślałem – Direttę Dimai (VI+) na ścianie wschodniej tej samej turni, najwyższej w grupie Cinque Torri. Drogą dzielimy się mniej więcej po równo, zaczynam od pięknej „górskiej” rysy, wykonuję ciekawy trawers przez środek ściany, pokonuję kilka trudnych metrów w pionie (w tym dziwne miejsce za VI/VI+) i oddaję prowadzenie Grześkowi. Górna część drogi jest ładniejsza i bardziej ciągowa, poza tym prowadzi główną częścią ściany, widoczną doskonale spod schroniska. Poza jednym trudniejszym miejscem z kilkoma siłowymi przechwytami, nie napotykamy jednak większych trudności i cieszymy się przyjemnym wspinaniem. Zadowoleni i trochę zmęczeni zjeżdżamy pod ścianę i wracamy do bazy – na środę prawie wszyscy zaplanowali rest więc szykuję się większa impreza :)