13/08/2017Tagi: AlpyDolomityTorre VeneziaWspinanie górskie lato

Andrich, Torre Venezia

Wycena: V+   Długość [m]: 360 m.   Wyciągi: 11   Czas [h]: 5 h   Wystawa: SW   Ocena: 8/10   Komentarz:    

W tym roku z obozem klubowym wracamy w Dolomity by zatrzeć złe wspomnienia sprzed 2 lat, gdy za dużo nie udało się podziałać, ze względu na fatalną pogodę jaka nas wtedy prześladowała. Tym razem Słońce dopisuje, a deszcz pojawia się bardzo sporadycznie i nie komplikuje nikomu planów. Tydzień mija nam więc na wspinaniu i wieczornym imprezowaniu w gronie 30 klubowiczów. Naszą bazę zakładamy na małym prywatnym kempingu Civetta w miejscowości Zoldo Alto.

Na miejsce docieramy w sobotę, ale działać zaczynamy dopiero w niedzielę rano – trzeba się zregenerować po długiej podróży i przygotować na intensywne działanie. Jacek jest już na miejscu, Grzesiek dociera wieczorem, siadamy do grilla i ustalamy plan na pierwszy dzień – decydujemy się rozpocząć historyczną drogą zespołu Andrich-Fae (V+) na Torre Venezia w masywie Civetty.

Wyjeżdżamy z campu o 6 i niecałą godzinę później ruszamy z parkingu pod schroniskiem Capanna Trieste. W kolejnym schronie trochę wyżej (Rif. Vazzoler) pijemy kawkę i kierujemy się pod ścianę. Po małym „zamotaniu” (początkowo podchodzimy pod niewłaściwą ścianę na naszej turni, gdzie wspinają się inne zespoły :P) namierzamy start drogi znajdujący się na końcu charakterystycznej półki trawersującej urwisko.

Początek daje nam trochę w kość bo wyceny wydają się mocno zaniżone, a asekuracja miejscami dość niepewna, z czasem jednak rozkręcamy się i przyzwyczajamy do dolomitowych mocno spionowanych i ciągowych czwórek oraz przewieszonych piątek :) Drogę wieńczy piękne Wielkie Zacięcie, którego przejście daje nam dużo frajdy – w pełni ukontentowani meldujemy się na szczycie po ponad 5 godzinach wspinania i pokonaniu ponad 300 metrów w pionie (11 wyciągów). Powrót ze szczytu turni na ziemię to jednak przygoda sama w sobie – najpierw kilka krótkich zjazdów, później zejście kilkusetmetrowym „żlebo-kominem”, jest naprawdę „górsko” :) Droga jest piękna, ciągowa i prowadzi różnorodnymi formacjami, dlatego też nie ma się co dziwić, że jest jednym z dolomickich klasyków!

Wracając na obozowisko stajemy na najlepszą na świecie, włoską, pizzę oraz wyśmienite lody – zdecydowanie nagroda się należy :)