11/02/2018Tagi: Tatry Wysokie,Dolina Wielicka,Wspinanie górskie zima,

Prawy filar, Wielicka Baszta

W planach był klasyk na dużej ścianie, postanowiliśmy jednak nie ryzykować po ostatnich sporych opadach śniegu i wybraliśmy się na długą ale łatwiejszą drogę, prowadzącą filarem/żebrem na południowo-zachodniej wystawie Wielickiej Baszty. Droga nie jest zbyt popularna, jej schemat wydobyliśmy z czasopisma Wspinek z 1987 roku oraz z relacji członków KW Warszawa sprzed kilku lat. Czyli przygoda i improwizacja :)

Zaletą wspinania w Dolinie Wielickiej jest szybkie podejście pod ścianę, dzięki czemu możemy zacząć się wspinać dość wcześnie, a że jesteśmy na słonecznej wystawie, w końcu nie marzniemy :) Wejście w drogę jest bardzo charakterystyczne i znajduje się pomiędzy popularną zimą Drogą Birkenmajera (wylaną na dole lodem) a szerokim lodospadem po prawej stronie żebra – Welonem.

Zaczynam od prowadzenia dwóch wyciągów w kominie jednym ciągiem – wspinanie mimo niewysokich trudności jest dość zajmujące. Zaskakują nas dwa spotkane spity stanowiskowe (szkoleniowe?), nie korzystam jednak z nich zakładając stan z kosówki dopiero na wyjściu z komina po 60 metrach.

Dalej Jacek podchodzi łatwiejszym terenem, pokonuje płytowe zacięcie i wychodzi na wypłaszczenie żebra. Dołączam do niego po chwili i ruszam dalej – żebrem docieram pod trawiastą ściankę pod dużą skalną płytą, pokonuję ją i wspinam się aż kończy mi się lina. Prowadzenie ponownie przejmuje Jacek – najpierw trawersując charakterystyczną połogą płytą omija dużą turnicę, po czym łatwiejszym terenem dochodzi pod skalną płytę. Płyta okazuje się na szczęście dobrze uklamiona, pokonujemy ją sprawnie myśląc, że to ostatnia trudność na drodze. Gdy dochodzę do kolegi, ten czeka z niespodzianką – kluczowy odcinek dopiero przed nami – drogę odgradza nam 15 metrowa ścianka pomiędzy turnicami.

Letnia wycena tego odcinka to IV, zimą dalibyśmy 4+. Nie martwią mnie jednak trudności ale brak chociażby jednego zastanego haka – skała nie jest zbyt lita i można odpaść z oderwanym stopniem lub chwytem. Ostrożnie wspinam się pierwsze kilka metrów i z ulgą zakładam dwa friendy w dobrej rysie, dzięki temu mogę odważyć się na najtrudniejsze na tym wyciągu przewinięcie na rękach. Zakładam kolejny przelot i próbuję wyjść na śnieżną półkę nad ścianką – chwilę kombinuję ale w końcu znajduję bardzo dobry chwyt na jedną dziabę i na niej wciągam się do góry. Jeszcze tylko mały skalny próg i jest dobrze – jestem na grani. Buduję stan i ściągam Jacka, po czym już na jednej żyle ruszam dalej. Trochę klucząc po skalnych iglicach i zaliczając wycof z ostatniej z nich, docieram do końca grani i kończymy 5-godzinne wspinanie pod Przełęczą Pod Dwoistą Turnią.

Zejście z okolic Wielickiej Baszty nie jest zbyt przyjemne zimą – trzeba trawersować kilka śnieżnych kotłów by dojść do żlebu zejściowego. Na dodatek mimo zapowiadanej lampy cały masyw tonie w chmurach i widoczność miejscami spada do kilku metrów. Ruszamy więc ostrożnie, z jednej strony zastanawiając się czy dobrze idziemy, z drugiej obawiając się wyjazdu ze sporymi depozytami mokrego śniegu. Na szczęście udaje nam się bezbłędnie odnaleźć właściwą drogę i po godzinie możemy spocząć w Śląskim Domu i pożywić się ciepłą zupą oraz uporządkować sprzęt przed zejściem na parking.

Niestety nie naładowałem baterii w aparacie i po wykonaniu trzech zdjęć pozostało mi posiłkowanie się telefonem...