18/02/2018Tagi: Tatry Wysokie,Dolina Staroleśna,Wspinanie lodowe,

Lodospady Zahradky i Veverkov

Po ostatnim dużym opadzie i nieciekawych prognozach na niedzielę nie ma szans na porządną drogę mikstową, umawiam się więc na tatrzańskie lodospady – przyda się jakaś luźna akcja na odstresowanie :) W ostatniej chwili zmienia mi się partner na wyjazd, ale dzięki temu mogę zabrać skitury :) Głównym celem jest Lodospad Zahradky (WI5) w Dolinie Staroleśnej, później w zależności od warunków i chęci planujemy albo zrobić jakiś drugi lodospad albo wyjść gdzieś wyżej na turach.

Nasz cel znajduje się bardzo blisko Hrebenioka, podejście jest więc krótkie - stawiamy się pod lodem już po 8 rano. Jednak tak jak przywidywaliśmy na miejscu ktoś już się wspina – jeden zespół kończy, drugi przygotowuje się do startu. Czekamy ponad godzinę, pocieszając się, że i tak nie jest źle – chwile po nas zaczynają docierać kolejne ekipy i gdy startujemy około 10-tej, pod lodem stoi jakieś 12 osób :o

Z tego względu postanawiamy przejść lód jak najszybciej – prowadzę za jednym zamachem cały lód, nie dzieląc go na 2 wyciągi. Wybieram najtrudniejszy wariant, na którym jest kilka metrów solidnego pionu, w zastanych warunkach wspinanie nie jest jednak bardzo wymagające. Trafiam bowiem na kilka lodowych „kieszeni”, więc zarówno wspinanie jak i kręcenie śrub nie męczy i idzie bardzo sprawnie. Dlatego też bardziej przychylałbym się do wyceny WI4/4+, a w przypadku wyboru prawej strony (jak robiło sporo osób) nawet i niżej.

Po przejściu Zahradek i zjechaniu pod lód, ruszamy na nartach w głąb Doliny Staroleśnej. Od spotkanych po drodze wspinaczy dowiadujemy się o wypadku (wcześniej kilka razy przeleciał helikopter HZS) – lawina zabrała parę Polaków wspinających się Szerokim Żlebem, niestety chłopak nie przeżył : Po wyjściu z lasu poznajemy przyczynę lawiny – wyżej mocno wieje, co przy wcześniejszych dużych opadach powoduje wzrost zagrożenia, szczególnie w stromych żlebach. Dlatego też rezygnujemy z wyjścia wyżej na nartach oraz wspinania się na bardziej ryzykownych lodach.

Podchodzimy pod lodospad Veverki, analizujemy sytuację i postanawiamy szybko go przejść (obok dwójki innych Polaków), korzystając z chwili stabilniejszej pogody – idę pierwszy i na wszelki wypadek wspinam się skrajem lodu. Chwilę zmagam się z trudnościami (pomiędzy 5 i 10 metrem jest naprawdę syto, a lód jest twardy) oraz pyłówkami sypiącymi się na twarz, po czym wychodzę na wypłaszczenie i szybko dochodzę do stanowiska.

Ściągam do siebie Szymona, któremu sprzęt uniemożliwia sprawne przejście trudności ;) i od razu zjeżdżamy bo pogoda znowu się pogarsza, co powoduje wzrost zagrożenia. Robimy to w samą porę bo chwilę później zaczyna mocno wiać – odsuwamy się spod lodu pod skały spodziewając się, że coś poleci z góry… i po chwili faktycznie nad lodem spada dość pokaźna masa śniegu – może nie jest to regularna lawina ale i tak robi wrażenie.

Dobrze radzę - jakby ktoś się wybierał na jakikolwiek lodospad znajdujący się u wylotu żlebu, przy realnym zagrożeniu lawinowym, powinien poważnie przeanalizować sytuację i nie pchać się na siłę albo przynajmniej zachować szczególną ostrożność.