03/03/2018Tagi: Tatry Wysokie,Dolina Kieżmarska,Skitury,

Barania Kotlina - skitura

Na sobotę w planach była trudniejsza droga w ścianie Małego Kieżmarskiego - wstałem rano w pełnej gotowości, niestety po chwili otrzymałem smsa, że kolega mający dojść nad Zielony Staw o 7 nie dotrze :) Nie mając przygotowanej ciekawej alternatywy i biorąc pod uwagę to, że również Ula nie dojedzie wieczorem by wybrać się na planowaną w niedzielę turę, postanawiam zakończyć pobyt na obozie dzień wcześniej. Szkoda jednak ładnego poranka, dlatego wraz z Kućką (który także dziś wraca) postanawiamy przejść się jeszcze na turach do Doliny Dzikiej by zaliczyć dodatkowy zjazd stromym żlebem z niej opadającym – Flaszką.

Żleb przechodzimy bardzo szybko, głównie z nartami na plechach, jest zdecydowanie twardziej niż gdy pokonywaliśmy tą samą drogę we wtorek. Postanawiamy podejść trochę wyżej by przedłużyć sobie zjazd, w Kotlinie Baraniej żegnamy się z Ryśkiem który idzie dalej na Baranią Przełęcz, ściągamy foki i jedziemy w dół. Górą jedzie się dobrze, sama Flaszka jest jednak w gorszym stanie niż kilka dni temu. Po drodze mijamy jeszcze kilku klubowiczów, jeden z nich kręci nawet krótki filmik z kawałka naszego zjazdu :)

Już po dwóch godzinach meldujemy się z powrotem w chacie, Mariusz wraz z kilkoma innymi osobami rusza w dół, ja natomiast idę do schroniska rozliczyć się za cały pobyt wszystkich klubowiczów ze Słowakami. Po dwóch godzinach wypełniania papierów, liczenia i weryfikowania list, udaje się w końcu dojść do porozumienia i moja żmudna praca organizatora obozu dobiega końca :) Wrzucam ogromny plecak na siebie, zerkam jeszcze raz na piękne ściany wokoło, zapinam narty i zjeżdżam powoli na parking. Ominie mnie co prawda wieczorna impreza w ponad 30-osobowym gronie klubowiczów ale za to będę miał chociaż jeden dzień na regenerację przed powrotem do pracy :)