03/04/2018Tagi: Tatry Wysokie,Dolina Młynicka,Skitury,

Szczyrbski Szczyt - skitura

W Święta pogoda nie dopisała więc trzeba było przedłużyć urlop o jeden dzień i coś zadziałać w Tatrach z nartami :) Piszę do kilku znajomych, wszyscy jednak uparli się by pracować, pozostaje więc samotna akcja. Jadę nad Szczyrbskie Jezioro i ruszam z nartami na nogach wgłąb Doliny Młynickiej, ciesząc się ciszą i widokami. W planach wejście i zjazd z zachodniej ściany Szczyrbskiego Szczytu. Podchodząc obserwuję pozostałości po wczorajszych lawinach, mocny wiatr po opadzie robił swoje. Dziś, przy dużym ociepleniu niektóre stoki są również "zaminowane", nie wszędzie można się więc pchać. Na szczęście gdy dochodzę pod mój cel, okazuje się, że zachodni żleb opadający spod szczytu "trzyma" mogę więc mozolnie piąć się do góry z nartami na plecach.

Na szczycie za długo nie zabawiam bo pogoda się coś popsuła – wieje i "się chmurzy". Do góry dałem radę, jak stąd jednak zjechać – zastanawiam się lekko przystresowany – jest bardziej stromo niż się spodziewałem a samemu jakoś tak dziwnie ;) Nie ma co pękać, zapinam narty i  jadę, dość zachowawczo jednak, a najtrudniejszy odcinek między skałami pokonuję zsuwem – mimo dużej ilości śniegu miejscami jest twardo i wolę nie ryzykować.

W planach miałem jeszcze wejście przez Bystry Przechód na Furkot i powrót Doliną Furkotną, jednak wschodnie stoki są zawalone śniegiem, a sama przełęcz odcięta sporym nawisem – nie ma się tam po co pchać. Pozostaje więc relaksujący zjazd doliną na parking – szkoda, że właśnie na koniec zrobiła się piękna pogoda :)