24/06/2017Tagi: Tatry WysokieDolina Pięciu Stawów PolskichZamarła TurniaWspinanie górskie lato

Prawi Wrześniacy (1) i Aligator (2), Zamarła Turnia

Wycena 1: VI+   Długość 1 [m]: 130 m.   Wyciągi 1: 5   Czas 1 [h]: 3 h   Wystawa 1: S   Ocena 1: 8/10   Komentarz 1:    
Wycena 2: VII-   Długość 2 [m]: 110 m.   Wyciągi 2: 4   Czas 2 [h]: 2 h   Wystawa 2: S   Ocena 2: 5/10   Komentarz 2:    

Zachęceni dobrymi prognozami decydujemy się na 2-dniowe wspinanie na Zamarłej Turni. Początkowo mieliśmy działać w 2 zespołach dwójkowych, ostatecznie byliśmy w trójkę. Po wielogodzinnym dreptaniu pod ścianę decydujemy się rozpocząć od drogi, którą od pewnego czasu miałem „na celowniku” – Prawych Wrześniaków.

Po wielogodzinnym dreptaniu pod ścianę decydujemy się rozpocząć od drogi, którą od pewnego czasu miałem „na celowniku” – Prawych Wrześniaków. Umawiamy się, że Grzesiek poprowadzi dolną część, mi przypadnie góra, w tym kluczowy wyciąg :) Po początkowym parchu zaczyna się piękne wspinanie – zarówno drugi jak i trzeci wyciąg są bardzo ładne i trzymają poziom. Po dojście na stanowisku przy trawersie przejmuję prowadzenie – krótki i mało ciekawy odcinek doprowadza mnie pod kluczowe trudności drogi. Ostatni wyciąg okazuje się bardzo przyjemny i zajmujący – najpierw ładne zacięcie, później kilkanaście metrów po małym filarku.

Po zjeździe pod ścianę robimy krótki rest oraz weryfikujemy spustoszenie, jakiego w plecakach dokonały kruki – skubane otwierają sobie zamki, kradną żarcie a pozostałe przedmioty rozrzucają dookoła :)

Jest już po 16 ale skoro mamy spać w okolicy, decydujemy się na przejście jeszcze jednej drogi. Kierujemy się pod lewą część ściany i wchodzimy w Aligatora. Tym razem kluczowy wyciąg (kilka trudnych ruchów) oddajemy naszej koleżance, która dopiero zbiera doświadczenie w Tatrach ale zapas ze skał pozwala jej na śmiałe poczynania :) Droga nie okazuje się za przyjemna – poza trudnym okapem za VII-, pozostałe wyciągi to paskudne czwórki po zatrawionych płytach. Na koniec postanawiamy wprowadzić urozmaicenie – prowadzę piątkowy wyciąg z wariantu Lewych Wrześniaków (ten akurat okazuje się elegancki). Na topie meldujemy się jeszcze w promieniach Słońca ale po przygodowym zjeździe (zaklinowana lina :[) przy plecakach dopada nas już mrok. Szybki posiłek i kierujemy się na miejsce noclegowe, gdzie w końcu można zafundować sobie browarka :) Niestety mocno komplikujemy sobie życie pewną decyzją ale po co do tego wracać ;)