31/05/2018Tagi: Tatry Wysokie,Dolina Batyżowiecka,Wspinanie górskie lato,

Ciernobiele sokoliky i Przedpełska-Czachor, Batyżowiecki Szczyt

Długi weekend niestety nie zapowiada się zbyt dobrze jeśli chodzi o pogodę, stąd ograniczamy plany do wyjazdu w Tatry na jeden lub dwa dni. W czwartek wybieramy się do Doliny Batyżowieckiej i jeżeli prognozy się poprawią to planujemy nocleg w Domu Śląskim i wspinanie w Dolinie Wielickiej następnego dnia. Obawiając się zapowiadanych burz, dość wcześnie docieramy pod południowo-zachodnią ścianę Batyżowieckiego Szczytu, na której chcemy zrobić drogę Ciernobiele sokoliky i jeżeli się nie rozleje, dołożyć coś jeszcze.

Droga Ciernobiele sokoliky znana jest z drugiego wyciągu, gdzie czeka nas piękne wspinanie wzdłuż rys, a następnie po ciekawie urzeźbionej płycie. Ruszam na prowadzenie tego odcinka z lekkim stresem - jestem jeszcze nierozgrzany a kolejne 40 metrów w górę wygląda naprawdę imponująco. Po chwili łapię jednak właściwy rytm, bez problemu przechodzę kluczowy okapik za VI+ (wg nas łatwiejszy) i dalej pokonuję kolejne metry podziwiając urodę tego odcinka. Niestety kolejny wyciąg nie jest już tak ładny - szybko przebiegam łatwy kominek i już po 90 minutach kończymy drogę, następnie trzema zjazdami dostajemy sie z powrotem pod ścianę.

Na dole dość długo zastanawiamy się co robić - do okoła coraz więcej czarnych chmur, w oddali słychać burzę - chyba przez to jesteśmy sami w dolinie :) W końcu postanawiamy spróbować zrobić jeszcze jedną, łatwiejszą drogę - mimo wcześniejszych planów na Filar Cihulov, decydujemy się w końcu na to co mamy tuż pod nosem - drogę Przedpełskiej i Czachora, pokonaną wcześniej z drobnymi odstępstwami przez Cywińskiego z Przybyłą. 

Szybko przebiegam pierwsze wyciągi po płytach - spodziewaliśmy się parcha, okazuje się jednak, że wspinanie jest bardzo przyjemne - droga prowadzi w większości po litej skale wzdłuż systemu rys. Trzeba jednak korzystać głównie z własnej asekuracji (trafiłem na 2 haki). Po przejściu płyty pozostaje nam brzydzszy odcinek trawiastym zacięciem, wyprowadzający na wielką i połogą załupę przypominającą drogę przecinającą ścianę :) Tutaj prowadzenie przejmuje Grzesiek - czeka nas piękne zacięcie, które okazuje się dość wymagające (jak na V+ to harde), dodatkowo czujemy presję bo zaczyna delikatnie kropić i coraz głośniej grzmieć. Przez pośpiech i niejednoznaczny schemat stanowisko robimy zbyt wcześnie i Grzesiek ładuje się w bardzo nieprzyjemny trawers między przewieszkami, który wyprowadza nas na końcówkę innej drogi - Griesel, Petrik.  Stąd po chwili dochodzę do stanowiska zjazdowego z Drogi Kutty i zjeżdżamy pod ścianę, ciesząc się, że nas nie zlało :)

Nad Batyżowieckim Stawem długo zastanawiamy się co robić - czy iść na nocleg do Domu Śląskiego czy wracać do domu. Na piątek prognozują deszcz, jednak pogoda jest w tym okresie bardzo nieprzewidywalna i szkoda byłoby zmarnować okazję na przejście kolejnej ściany. W końcu z żalem ale jednak decydujemy na powrót i na pocieszenie wyjazd następnego dnia na wspinanie w skałach.