10/06/2018Tagi: Tatry Wysokie,Dolina Małej Zimnej Wody,Wspinanie górskie lato,

Platnami, Żółta Ściana

Pogoda nadal nie jest stabilna, kolejny raz w prognozach na weekend pojawiają się opady, stąd wybór ścian i dróg jest mocno ograniczony. Finalnie w składzie 3-osobowym postanawiamy wybrać się na Żółtą Ścianę - turnia nie jest wysoka, dojście jest dogodne więc jest duża szansa na zrobienie przynajmniej jednej drogi. ŻŚ zlokalizowana jest naprzeciwko Chaty Teryho, jej północno-wschodnia ściana dostępna jest wprost ze ścieżki, stąd nie raz zwracała moją uwagę gdy podchodziłem do Pięciu Stawów Spiskich - w końcu nadszedł czas żeby poznać ją z bliska. Klasykiem na ŻŚ jest Korosadowicz my jednak wybieramy drogę Płytami (Platnami), mając nadzieję na przyjemne wspinanie w litej skale.

Zaczyna Rysiek. Na dzień dobry, po przejściu bardzo kruchego kominka, mylimy się i zamiast trzymać się lewej strony płyt, idziemy prosto. Po dłuższej analizie gdzie jesteśmy, trawersujemy w lewo i dochodzimy do prawidłowego stanowiska (hak i repy). Drugi wyciąg zaczyna się znów zarośniętym i kruchym miejscem, na szczęście dalej jest już ciekawie - czeka nas około 20 metrów kluczenia po płycie (niestety miejscami również kruchej), krótkie zacięcie i dochodzimy do stanu (hak z koluchem). Kolejne dwa wyciągi można połączyć - łatwy teren doprowadza nas do Drogi Korosadowicza, gdzie pokonujemy wspólny odcinek - bardzo ładne, aczkolwiek krótkie, zacięcie. Dziwi nas tylko paskudne bo przesadne obicie spitami Korosada.

Przed piątym, kluczowym wyciągiem, przejmuję prowadzenie. Na początku czujny trawers, po czym w końcu ładny odcinek do góry po płycie (trudności w miarę trzymają od V do VI-) i nadal kieruję się w prawo. Tutaj narzuca się by iść nadal do góry - powyżej jest hak i stanowisko - jak się później okaże to wariant drogi, którego nie ma w schemacie. Ja jednak idę wg topo i docieram w okolicę kolejnego stanu. Postanawiam iść dalej (szósty wyciąg) - najpierw trawers w lewo po zarośniętej płycie, po czym pionowo do góry zacięciem, które doprowadza nas do końca drogi. Po drodze wyłącznie własna asekuracja. By dostać się pod ścianę, najpierw podchodzimy do góry w stronę przełęczy, wykonujemy zjazd do żlebu i schodzimy nim dalej w dół (jest drugie stanowisko zjazdowe w razie potrzeby). Następnie obchodzimy turnię i wracamy w miejsce, gdzie rozpoczęliśmy wspinanie.

Drogę zrobiliśmy w 3 godziny ale spokojnie można zejść do czasu 2 godzin, jak się pójdzie dokładnie jak należy :) Zastanawiamy się nad drugą drogą ale w końcu rezygnujemy - za 2 godziny ma (i będzie) lać, a poza tym ściana kompletnie nie przypadła nam do gustu (krucha skała, luźne kamienie, porosty i mchy). Generalnie nie polecamy miłośnikom ładnych klasyków, litej skały i dobrej asekuracji :)