15/06/2017Tagi: Tatry WysokieDolina BatyżowieckaBatyżowiecki SzczytWspinanie górskie lato

Pytlakuv expres, Batyżowiecki Szczyt

Wycena: VI+   Długość [m]: 210 m.   Wyciągi: 6   Czas [h]: 3 h   Wystawa: S   Ocena: 7/10   Komentarz:    

Prognozy na długi weekend niestety są fatalne więc zamiast 2-dniowego pobytu w Tatrach decydujemy się na szybką akcję na południowej ścianie Batyżowieckiego. Umawiam się z Jackiem, w ostatniej chwili dołącza również Rysiek, więc działamy w sprawdzonym składzie :) Pod ścianę docieramy bardzo sprawnie (2 godziny), temperatura jest idealna, a Słońce początkowo dość mocno operujące, około 11-tej chowa się już na cały dzień za chmurami.

Wspinanie zaczyna „wygłodzony” Jacek – dwa pierwsze wyciągi biegną po bardzo ładnych i litych formacjach, najpierw delikatną depresją, następnie ciekawym zacięciem. Później moja kolej – trafia mi się bardzo ładna, wielka płyta, więc z przyjemnością wykonuję kolejne ruchy. Szkoda, że ten odcinek nie ma 60 metrów ;)

Płytę od górnych partii ściany odcina pas przewieszek, nasza droga wcina się w nie jednym z otwartych kominów. Rysiek nie wspinał się w Tatrach prawie pół roku, dlatego też nalega by puścić go jako pierwszego. Po chwili zawahania w trudniejszym miejscu, nasz kolega poprawia ustawienie i szybko znika nad naszymi głowami.

Dochodzimy do niego po chwili komentując dość siłowe ruchy w tym miejscu i nieprzyjemny trawers jaki trzeba było pokonać. Po tych czterech pięknych wyciągach droga traci swój charakter i do końca wyprowadza już łatwiejszym terenem. Dlatego też po kolejnym wyciągu i dojściu nad wielki trawnik postanawiamy zakończyć wspinanie i zjechać (jak sugerują opisy) tak jak robi się to po drodze Kutty.

Zadowoleni i nie bardzo zmęczeni meldujemy się pod ścianą. Kolejnym razem trzeba będzie wrócić na jej lewą część ;)