04/08/2018Tagi: Tatry Wysokie,Dolina Białej Wody,Wspinanie górskie lato,

Orłowski, Galeria Gankowa

Przejście tej słynnej drogi było moim marzeniem odkąd zacząłem się wspinać. Gdy stanąłem pod Galerią cztery lata temu by przejść najłatwiejszą drogę na ścianie (Klasyczną), z podziwem spoglądałem na prawo, zastanawiając się czy kiedyś będę miał umiejętności i odwagę by się na Orłowskiego udać. Prawie każdy kto miał już to za sobą, opowiadał o drodze z respektem i potwierdzał, że jest to jedna z najpoważniejszych wspinaczek o szóstkowych trudnościach w Tatrach. Oddalenie ściany od cywilizacji, jej wystawa, wielkość, ograniczone możliwości wycofu, obecna kruszyzna, zagrożenie w przypadku opadów, zawiłe zejście, prawdopodobieństwo zgubienia drogi i samo nagromadzenie trudności na Orłowskim  - brzmi jak egzamin z taternictwa! Gdy tylko pojawiła się okazja – postanowiłem działać :)

Jak wiadomo od dwóch miesięcy na okrągło leje, co praktycznie uniemożliwiało działalność na północnych ścianach. Przed ostatnim weekendem pojawiła się jednak iskierka nadziei – na piątek i sobotę zapowiadana była mega lampa. Na Kazalnicę to za mało, na Galerię Gankową mogło wystarczyć – było oczywiście ryzyko, że ściana będzie mokra po jednym dniu schnięcia ale wyzwanie było warte próby. Akurat odezwał się Szymon i pytał o jakiś porządny wspin przed obozem w Alpach zaczynającym się za tydzień – no więc mu takowy zaproponowałem :) Oczywiście najlepiej byłoby spać pod ścianą (oddaloną minimum o 4 godziny marszu z parkingu!) ale skoro do dyspozycji jest tylko sobota, szykowała się mega wyrypa.

Podejście z Palenicy nie należy do przyjemnych, byliśmy więc niezwykle zadowoleni gdy już znaleźliśmy się w Dolinie Ciężkiej i od spotkanej dwójki wspinaczy (później byli na Klasycznej a więc tego pięknego dnia były całe 4 osoby w ścianie) dowiedzieliśmy się, że jakaś dwójka wczoraj robiła Orłowskiego i nie narzekali. Gdy stajemy pod Galerią, wygląda na to, że warunki będą korzystne – poza kilkoma zalanymi miejscami, w ścianie jest sucho. Przepakowujemy się do 1 plecaka i startujemy – moje prowadzenie wypada na początku. Pierwsze ruchy mam dość nerwowe – trochę bo muszę złapać rytm, trochę bo w głowie ciągle przypominają mi się zasłyszane historie o tej "strasznej" drodze :) Przeważnie nie biorę do siebie takich opowieści, tym razem jednak nie wiadomo dlaczego jest inaczej. Sprawy nie ułatwia fakt, że zamiast iść czwórkową płytą po lewej, idę rysą, która wcale taka łatwa nie jest. Dopiero po niemiłym trawersie i powrocie na płytę, wraca pewność ruchów i poczucie mocy. Bez problemu pokonuję przewieszkę za V+ i dochodzę do wygodnego stanowiska.

Drugi wyciąg nie jest ewidentny – zaczyna się łatwym terenem i wchodzi w piątkowe płyty doprowadzające pod charakterystyczny komin. Wiadomo gdzie iść ale jak tam dojść – wariantów jest kilka i można sobie utrudnić życie wybierając jakiś trudniejszy :) Niepotrzebnie tracę czas i tak właśnie robię, finalnie jednak równo po 60 metrach staję na półce pod kominem (dobre miejsce na stan, 1 dobry hak i szczeliny). Szybko ściągam Szymona i ruszam w komin nade mną (ok. VI-) - kilka fajnych ruchów i idę dalej skośnie do góry aż do odpękniętej tafli, na której zakładam kolejny stan.

Szymon domaga się zmiany na prowadzeniu więc niechętnie oddaję ;) – najpierw skośnie w lewo wzdłuż pęknięcia, po czym obok zarośniętego kruchego filarka piątkową ścianką do góry. Szybko i ewidentnie. Lądujemy w pięknym książkowym zacięciu. Do następnego stanowiska znajdującego się nad okapem zwieńczającym zacięcie mamy 15 metrów i do wyboru albo wariant lewy (VI-) albo prawy (V), oczywiście wybieramy pierwszy. Lufa robi wrażenie, a wspinanie po ściance zacięcia jest przyjemne i prowadzi po litej skale. Uwaga! Jeżeli robimy stan nad zacięciem (jak jest w opisie na Drytoolingu) to "rozjeżdżamy" się ze słowackim topo. Trzeba to wziąć pod uwagę bo na kolejnym wyciągu właśnie gubi się sporo ludzi. Po przejściu skośnej przewieszki idziemy płytą z prożkami do dużej płytowej nyży, gdzie jest stan zaznaczony na tatry.nfo.sk. Po prawej od nyży widać stanowisko na filarze – tam nie idziemy bo władujemy się w drogę Centralny Filar. Możemy z nyży wyjść skośnie w lewo (z dołu tego nie zauważyliśmy więc trzeba zaufać schematowi) albo tak jak my wejść do komino-zacięcia całkiem po lewej stronie (jest tam zaklinowany friend zaznaczony na topo). Na pewno będzie ciekawiej bo ktoś wyceniając ten wariant na V+ nieźle sobie zażartował ;) Stanowisko założyliśmy trochę wyżej, jeszcze przed pasażem zaznaczonym na schemacie.

Wracam na prowadzenie – na początek całkiem wytężające przewinięcie za V+ (haki, można obejść po prawej ale po co), później leżącą płytą dochodzę do przewieszki pod zacięciem. Tu też jest ciekawie (V+ i haki) i ten fragment też można ominąć, jak ktoś chce iść na łatwiznę ;) Dochodzę do czwórkowej ścianki, kilka ruchów i jestem u końca drogi – dwa metry poniżej tarasu Galerii. Po chwili dołącza do mnie Szymon i już rozwiązani triumfalnie wkraczamy na taras :) Liczyłem, że skończymy równo z ekipą robiącą Klasyczną i razem zejdziemy, przedostatni wyciąg na którym zabłądziliśmy trochę nas jednak opóźnił. Mimo tego czas mamy dobry – trochę powyżej 4 godzin. Mogło być i 3, ale i 6-8 jak zdarza się to niektórym ;) Mimo obaw schodzimy bardzo sprawnie i bez żadnego zjazdu, trochę pamiętam sprzed 4 lat. Wracamy nad Zmarzły Staw pod Wysoką, robię kawkę (Szymonowi bo swoją wylewam) i ruszamy w żmudną podróż powrotną.

Mając już Orłowskiego na koncie, mogę potwierdzić, że droga ma prawdziwie górski charakter, jest piękna i urozmaicona oraz wymagająca jak na swoją wycenę – porządnie wspinać zaczynamy się już na pierwszym metrze i poziom utrzymuje się praktycznie cały czas aż do ostatniego stanowiska. Ale właśnie dlatego trzeba (przy pewnej pogodzie) koniecznie się na nią wybrać, zachowując należyty respekt, ale też nie obawiając się niczego nadzwyczajnego bo na nic takiego tam nie trafimy :)