01/09/2018Tagi: Tatry Wysokie,Dolina Wielicka,Wspinanie górskie lato,

Horskych vodcov-Tatarka-Krissak kombinacja, Wielka Granacka Baszta

Powrót w Tatry po wakacjach w Alpach (Val di Mello) i Finale Ligure. W końcu udaje się umówić z Madnessem, którego w ostatnich miesiącach z akcji górskich wyłączył wątek miłosny ;) Jak to w tym sezonie, wszystkie ściany zalane deszczem, na szczęście prognoza im bliżej weekendu - tym lepsza. Znowu jednak trzeba zrezygnować z północnych wystaw i działać od południa. Namawiam Madnessa na ścianę, którą mam na oku już od dłuższego czasu - Wielką Granacką Basztę. Kilkukrotnie przechodząc szlakiem od DŚ w kierunku Polskiego Grzebienia przyciągała ona wzrok swoją wielkością i mrokiem :) Dróg na ścianie jest kilka, są jednak rzadko chodzone. Najciekawsze wydają się Direttisima i Cesta Horskych Vodcov, dlatego też postanowiliśmy zrobić jedną z nich.

Zaletą Granatów Wielkickich jest ich dostępność - rzadko kiedy w Tatrach staje się pod ścianą po 1,5 godziny marszu :) W Domu Śląskim funduję sobie pyszne espresso (bar w środku, nie na zewnątrz!) i zgodnie z planem o 9 meldujemy się pod opadającym z Kotła żlebem, którym startuje kilka dróg. Dół nie wygląda zachęcająco - jest mokry i parchaty (będzie świetny w zimie!), ruszam w podejściówkach i po chwili dziwię się, że co kilka metrów trafiam na spity :) Gdy lina mi się kończy, wołam do Madnessa by przejsć na lotną i po kolejnych 20 metrach docieram do gotowego stanu, gdzie zaczyna się wielki kocioł.

Podchodzimy z liną w rękach kilkadziesiąt metrów i podejmujemy decyzję by podejść pod Direttisimę (w tym miejscu drogi się rozchodzą). Idę wysoko w lewo żlebem i następnie trawersując z obniżeniem w prawo szukam początku drogi, Łukasz penetruje dolną część spiętrzenia. Niestety po godzinie i braku pewności co do miejsca startowego (teraz jestem przekonany na 90%, że wiem gdzie to było), postanawiamy przenieść się na drogę Vodcov. Odcinek który uważałem za początkowy Diretty był i tak zalany wodą, mimo tego zdziwiło nas, że nie ma chociaż zalążka stanowiska startowego pod pierwszym wyciągiem, bądź co bądź szóstkowym.

Nadal w podejściówkach wtrawersowują w pierwszy nad kotłem wyciąg Horskych Vodcov i bardzo nieprzyjemnym terenem (mega krucho!) robię kolejne metry, motając się kilka razy to w lewo, to w prawo. Na schemacie jest wrysowane zacięcie w prawo, problem w tym, że cała prawa strona spiętrzenia jest szeroka na jakieś 20 metrów i zawiera kilka zacięć :) Znów przechodzimy na lotną gdy wybieram 60 metrów i ląduję zgodnie ze schematem - po prawej stronie.  Jestem jednak na przełączce pod Drogą Tatarki, a nie pod kolejnym spiętrzeniem, którym nasza droga ma iść. Chodzimy więc w prawo i lewo po trawiastej ławce, rozglądając się za jakimś charakterystycznym miejscem. Schematem można sobie jednak tyłek podetrzeć, a opis na tatry.nfo.sk jest jeszcze gorszy. W końcu tracę cierpliwość i postanawiam iść płytami instynktownie :)

Po kilku czujnym metrach (ok. VI/VI+) jedyne co mogę założyć to cienki hak (dobrze że zabrałem), którego na dodatek z powodu wolnej ręki nie jestem w stanie dobić młotkiem ;) Zastanawiam się nad wycofem, wypatruję jednak jakiegoś haka wyżej - idę, najwyżej z niego zjadę. Gdy jestem przy nim pojawia się kolejny, no to idę dalej :) Dochodzę jednak do przewieszonego zacięcia, które na dodatek jest zarośnięte porostami. Na lewo ode mnie jest przewinięcie i parchaty teren. Możliwe, że idzie się właśnie tam. Mam już jednak dość błądzenia i wspólnie z Łukaszem decydujemy by dać sobie spokój - jak to tam, nie ma już nic ciekawego, jak nie to kto wie czy mógłbym komfortowo zjechać. Zjeżdżam do Madnessa i chociaż samemu spręż zupełnie mi opadł, namawiam go by skończyć ścianę.

Ruszam więc w zacięcie na drodze Tatarki i po 60 metrach stwierdzam, że to zdecydowanie najtrudniejsze IV+ jakie robiłem w Tatrach. Niby chwyty dobre są ale połowa z nich się rusza, teren jest spionowany, stopnie często tarciowe. Szacun Vlado! Na kolejnym odcinku szukam ładnego wspinania, skręcam na płyty i do wgłębienia po prawej, później okazuje się, że to już kolejna droga - Krissaka :) Droga kończy się na przełączce, ściągam mającego już dość Łukasza, postanawiamy rozwiązać się i na szczyt podejść pod granią. Trawersujemy nieprzyjemnymi trawami (sorry Łukasz za "łatwo tu jest" :P) i w końcu, po 7 godzinach od podstawy ściany, wchodzimy na wierzchołek Granackiej Baszty. Schodzić postanawiamy malowniczą ścieżką za Wielicką Turnią - pierwotnie zakładałem zejście pod Podufałą Turnią i może zrobienie jeszcze jednej drogi :) Na zejściu poganiam Madnessa, obiecałem bratu, że wpadnę na whisky bo jadę na szybką akcję :) Udaję się dotrzeć na 23-cią :)

Miało być szybko i bezstresowo, wyszło długo i momentami straszno. Jak ktoś lubi górskie drogi, niepewny teren i przygody - polecam tą ścianę. Może kiedyś wrócę odnaleźć zaginioną drogę, jak to powiedziałem Łukaszowi, "jak już przejdę wszystkie drogi w Tatrach" ;)