15/09/2018Tagi: Alpy,Alpy - Austria,Wspinanie górskie lato,

Joe Stickler, Grossofen

Niestety chętnego na południową ścianę Dachsteinu na weekend nie znalazłem, przypomniałem sobie o nieodległym Hollental :) Trzy lata temu robiłem tam obóz KW BB więc nadeszła pora by tam wrócić, szczególnie dla jednej pięknej drogi, Blechmauerverschneidung. Na wyjazd umówiłem się z przedstawicielem starej gwardii z naszego klubu, Mariuszem, który w Piekielnej Dolinie zaczął się wspinać 20 lat temu :) ale wspomnianego klasyka nie robił. W sobotę postanawiamy jednak zacząć od dłuższej drogi i zaraz po przyjeździe na miejsce kierujemy się pod ścianę Grossofen, na 14-wyciągowego Joe Sticklera (7-/7). Przez chwilę zastanawialiśmy się jeszcze nad biegnącą obok Himmelsleiter, którą kolega robił i sobie chwalił. I okaże się, że niestety Joe Stickler urodą jej nie dorównuje...

Startujemy ok. 10:30, zaczyna Mariusz i sprawnie pokonuje dwa pierwsze wyciągi pomiędzy drzewami (trudności do 5), łącząc je w jeden odcinek. Zmieniamy się, przechodzę kolejne dwa wyciągi po płytach i po chwili zastanawiam się gdzie były dwa miejsca za 6+ :) Przechodzimy żleb i wchodzimy w dalszą część drogi - Mariusz idzie teraz przodem. Szósty wyciąg jest bardzo ładny (w końcu), zaczyna się trawersem po płycie (6-), a kończy przewieszoną rysą (6). Ponownie zmieniamy się na prowadzeniu, przypada mi kolejny zajmujący wyciąg, tym razem w zacięciu i w połogu (6-).  Kawałek łatwego terenu i jesteśmy pod połogą płytą (6-), którą jako pierwszy przechodzi Mariusz.  Nie zatrzymując się na stanowisku od razu robi kolejny wyciąg, na którym czeka go ładna ścianka.

Jedenasty wyciąg jest najtrudniejszy - płyta na środku wyceniona jest na 7-/7 (świetnie obite), można ją obejść za 6- lub 6+. My oczywiście nie obchodzimy i po chwili restu wstawiam się w cruxa, który znajduje się zaraz na początku. Niestety po 3 ruchach wracam z powrotem na ziemię - złe ustawienie nie daje szans powodzenia.  Kolejna próba jest już jednak udana i pozostaje mi zachować koncentrację na środku płyty (6-) i na wyjściu z niej (7-). Ściągam Mariusza i ruszam dalej - za jednym zamachem przechodzę wyciąg 12 (miejsce 6) i 13 (kant za 5+). Mariuszowi pozostaje końcowa łatwa grań, która wyprowadza nas w las - takie to klimaty Hollental :)

Drogę kończymy po około 4 godzinach, a spodziewaliśmy się bardziej 6 czy 8 :) Nie żebyśmy byli jakoś specjalnie szybcy, po prostu okazało się, że na większości wyciągów trudne są tylko krótkie odcinki, a resztę się po prostu przechodzi. De facto ładne i zajmujące były 3-4 odcinki, o pozostałych nie można niestety powiedzieć tego samego. Także jeżeli ktoś trafi pod Grossofen, niech lepiej wybierze się na dużo ładniejszą drogę Himmelsleiter, biegnącą tuż obok. Co do asekuracji na Joe Stickler to obicie jest tak komfortowe, że jakikolwiek sprzęt jest praktycznie zbędny. Mieliśmy 4 średnie friendy ale nie trzeba ich było użyć.

Po zejściu (żlebem) oglądnęliśmy jeszcze lewą część ściany i zerknęliśmy na polecane w przewodnikach drogi Reichensteinerweg i In Vino Veritas - obie poza samym początkiem - prezentują się świetnie. Próbowałem jeszcze namówić kolegę na szybkie przejście którejś z nich ale brak rozwspinania dał mu się we znaki i musiałem odpuścić ;) Podjeżdżamy do Weichtalhaus i wcinamy Wienersznycla. Pytamy o nocleg ale oczywiście bez rezerwacji kilka tygodni wcześniej można o tym zapomnieć. Jedziemy więc na nowy "dziki" camp koło stacji kolejki i tam rozbijamy namioty. Nie ma tego samego klimatu co na starym campie, pijemy więc jakieś piwko i kładziemy się do spania.