16/09/2018Tagi: Alpy,Alpy - Austria,Wspinanie górskie lato,

Blechmauernverchneidung i Seitelbergerriss, Blechmauer

W niedzielny poranek zbieramy się z campu i podjeżdżamy do wylotu doliny Grosses Hollental, gdzie wchodzimy w ścieżkę prowadzącą pod ścianę Blechmauera.  Po 20 minutach podejścia znajdujemy się pod naszym celem, jednym z największych klasyków całego regionu - drogą Blechmauernverschneidung (6, war. 6+). Dół ściany Blechmauera nie wygląda zachęcająco, płyty pozarastane są trawami. Jednak od 50 metra ściana robi się piękna i groźna - pionowe i przewieszone płyty poprzecinane są systemami przewieszeń, rys i zacięć. Na pierwszy rzut oka wydaje się, że łatwiej niż za 8 ściany przejść nie sposób. A jednak, w najsłabszym punkcie ściany, omijając okapy, powstała droga, którą chcemy się wspinać.

Mariusz rusza jako pierwszy. Do wyboru mamy 2 opcje - rozpocząć wyciągiem z drogi Absurdistan lub Reichensteiner. Decydujemy się początkowo na to drugie rozwiązanie, teren wygląda o wiele lepiej. Mariuszowi wspina się dziś trochę sztywno, dlatego tuż po pokonaniu pierwszego odcinka (5), oddaje mi prowadzenie. Postanawiam przejść na Absurdistana by na naszą drogę dojść wariantem za 6+. Jest to krótka i dobrze urzeźbiona płytka, którą pokonuję bez problemów. Teraz jednak przede mną odcinek o wiele poważniejszy - kluczowe obejście okapu, który z dołu wygląda bardzo groźnie.

Pierwsze metry to czujne dojście pod okap, następnie siłowy trawers i bułujące przewinięcie do spionowanego komino-zacięcia. Tutaj trzeba już dokładać swoją asekurację, co dodatkowo utrudnia i wydłuża czas przejścia, a o dobrym reście można tylko pomarzyć. Komino-zacięcie okazuje się niebanalne, trudności nie odpuszczają przez kolejne 15 metrów, trzeba więc albo bardzo szybko się wspinać albo wytrzymać ból łydek i przedramion :) Do stanowiska docieram mocno sprany i głośno przyznaję rację Młodemu, który robiąc tą drogę 3 lata temu powiedział "mocna" a ja nie chciałem mu wierzyć bo to przecież 6-ka :) Po chwili zaczynam ściągać Mariusza, który walczy o każdy kolejny metr niczym Ondra na Silence i również przyznaje, że wyciąg jest srogi :)

Zdążyłem odpocząć, mogę więc atakować następny wyciąg - ten okazuje się również ciekawy i zajmujący (5+). Wychodzę z trudności i zatrzymuję się na stanowisku pod piękną rysą. Z ciekawości zerkam do topo - odcinek nad nami ma 7-, da się go obejść i wejść w rysę wyżej - jest to droga Seitelbergerriss. Ściągam Mariusza i mam już gotowy plan :) Pytam jeszcze kolegi czy kończymy Verschneidunga terenem czwórkowym czy dorzucamy 40-metrowy bonus w postaci pięknej rysy. Jak poprowadzisz to możemy iść - odpowiada :) Decyduje się nie obchodzić trudności i wchodzę w rysę prosto ze stanowiska.  Okazuje się, że rysa w tym miejscu się przewiesza, jest więc chwila walki ale daję radę :) Wyżej na Seitelberger jest już łatwiej (6-) ale cały czas trzeba się wspinać. Wyżej rysa rozszerza się, by w końcu zmienić się w komin. W końcu wychodzę ze ściany, robię stanowisko i ściągam Mariusza.

Jesteśmy usatysfakcjonowani, wspinanie było piękne i trzeba było trochę powalczyć by drogę przejść "na czysto". Czas też przyzwoity, 4 godziny. Podrzucam temat jeszcze jednej drogi w innym sektorze ale Mariuszowi już wystarczy :)  Mamy jeszcze porozmawiać przy samochodzie, przy którym mamy być za pół godziny.  Temat jednak upada gdy podczas zejścia ładujemy się w złą ścieżkę i tracimy mnóstwo czasu wracając się prawie do samej góry i schodząc poprawnie. Nawet będąc w Hollental wiele razy można się zgubić :) Finalnie więc kończy się na dzbanku kawy (ja) i piwie (Mariusz wrrr) i w drogę.

Reasumując, zdecydowanie polecam obie drogi robione w logicznej kombinacji, naprawdę kawał pięknego górskiego wspinania!