19/09/2018Tagi: Tatry Wysokie,Dolina Łomnicka,Wspinanie górskie lato,

Lewy Puskas, Jasterica i Grań Wideł, Kieżmarski Szczyt-Widły-Łomnica

Grań Wideł, czyli odcinek od Kieżmarskiego Szczytu po Łomnicę, uważany jest przez wielu za najładniejszą graniówkę w Tatrach. W tym sezonie postanowiłem w końcu nadrobić zaległości i przy okazji zrobić coś na południowej ścianie Kieżmarskiego. Na szczyt gdzie zaczyna się grań nie wypada bowiem iść turystycznie, skoro po drodze taka piękna ściana :) Pierwsze podejście podejmuję 2 tygodnie wcześniej wraz z Szymonem i znajomymi z Krakowa. Jednak mój plan okazał się zbyt ambitny i po przejściu Prawego Puskasa oraz Zacięcia Fiali zostało za mało czasu by na spokojnie grań przejść.  Nie zachęcały też gęste chmury, bo po co tam iść jak widoków nie ma :) Temat powrócił dość niespodziewanie w środku tygodnia, gdy napisał do mnie Łukasz.

W Tatrach zrobił się najlepszy warun w roku, miał się jednak skończyć przed weekendem (zresztą i tak przeznaczonym na Festiwal w Lądku). Bez zastanowienia więc zgodziłem się wyrwać na jeden dzień z pracy :) Do Łomickiego Stawu wyjeżdżamy kolejką i przed 10-tą znajdujemy się pod ścianą. Pogoda jest kapitalna, nie dziwi nas więc, że praktycznie na każdej drodze ktoś się wspina. By iść na lekko zabraliśmy tylko 2 cienkie liny 30-metrowe i niewiele sprzętu. Wchodzimy w podejściówkach i na lotnej w Lewego Puskasa, wyprzedzamy zespół Słowaków i gonimy kolejnych przed nami. Już po godzinie pojawiamy się pod Zacięciem Fiali, które robiłem 2 tygodnie temu.

Zaraz nad Fialą startuje 3-wyciągowa droga, którą "wynalazłem" - Jasterica. Za wiele o niej informacji nie ma, jedynie prosty schemat i zdjęcie. Według tatry.nfo.sk wycena to V+ (każdy wyciąg), wg opisu w Master Topo VI+. Ponieważ w materiałach są rozbieżności, kompletnie nie wiemy czego się spodziewać.  Ruszam kilka metrów kominem, po czym wykonuję czujny (bez asekuracji) trawers do ładnego zacięcia po lewej. Trudności faktycznie ok. V+. Skała jest lita, jednak pokryta porostami, co sugeruje, że droga nie ma za wielu przejść. Śmiejemy się, że będzie drugie :) Pod koniec zacięcia (friendy siadają, jak się ma dość) przewijam się na płytę (tu ok. VI) i ostrożnie wchodzę na półkę, gdzie znajduje się stanowiskowy hak. 25 metrów starczyło idealnie. Za dobrego stanowiska bez młotka nie da się zrobić, coś tam siada ale szału nie ma. Ściągam Łukasza i zastanawiamy się jak zaatakować płytę nad nami.

Teraz prowadzić miał kolega, lecz płyta wygląda na trudną i słabo asekurowalną a ja jestem lepiej rozwspinany, muszę więc napierać :) W końcu zaczynam z lewej strony i szukając dobrej rzeźby ostrożnie przesuwam się do góry. Trudności oscylują od V+ do VI+, można i trudniej jak się ktoś postara :) Siada jeden słaby przelot więc gdy po 15 metrach trafiam na starego haka, jestem przeszczęśliwy :) Chwilę się wacham bo u Grześka Głazka wrysowany jest trawers pod okapikiem, który wygląda paskudnie. Za namową Słowaków obserwujących moje poczynania z rampy :) postanawiam iść dalej prosto, dopiero pod koniec wchodząc do zaznaczonego w topo zacięcia. Odcinek za V/V+. Na wygodnej półce trafiam haka, obok świetnie siada friend. Linę wybrałem do zera, a jednej żyły nawet brakło :), wyszło więc 30 metrów.

Ostatni odcinek wygląda bardzo ciekawie - z trawiastej półki wchodzi się na płytę, która staje dęba i odcięta jest od łatwego terenu przewieszką. Łukasz startuje, po chwili jednak wraca bo nic nie da się założyć. Tak więc moja psycha zaprawiona w Val di Mello ponownie zostaje wystawiona na próbę. Coś tam w połowie wyciągu udaje się założyć, nie patrząc więc w dół szybko robię płytę (V+/VI) i wchodzę w dobrze urzeźbioną przewieszkę.  Dalej idę kilka metrów łatwiejszym terenem i gdy lina mi się kończy, robię stan (10 metrów wyżej byłoby lepiej). Obok dochodzą drogi Krissaka i Fiali, teren ten już doskonale więc znam. Dochodzi Łukasz, rozwiązujemy się, ubieramy podejściówki i idziemy na szczyt. Rozpracownie Jastericy zajęło 3 godziny i pochłonęło trochę nerwów :) Droga jest ładna, jednak z powodu braku oszyczenia i słabej asekuracji, poważna.

Na Kieżmarskim chwilę odpoczywamy i szykujemy się do wejścia w grań. Jest już 15-ta więc przewodnik z klientami dochodzący właśnie od strony Łomnicy pyta się czy wiemy co robimy :) Idziemy na lotnej (jedna cienka 30-ka złożona na pół, druga w plecaku do zjazdów) i w podejściówkach, Łukasz przodem, ja 15 metrów za nim. Schodzimy na Kieżmarską Przełęcz i po chwili zamieram w bezruchu patrząc jak mój pokrowiec z aparatem szybkuje sobie w dół. Okazuje się, że w najmniej odpowiednim momencie jakimś cudem wypięła się sprzączka od pokrowca. O dziwo słyszę jak sprzęt odbija się tylko raz, tak czy siak spisuję go jednak na straty. Przechodzę kilka metrów, dla formalności zaglądam w dół i nie wierzę własnym oczom - aparat leży 20 metrów niżej w trawiastym kociołku tuż nad przepaścią :) Jeszcze bardziej dziwię się, gdy tam docieram i sprzęt odpalam, działa :)

Wracamy do wspinania i po chwili wchodzimy na Wschodni Szczyt Wideł, pokonując po drodze jedno piątkowe miejsce. Ze szczytu zjeżdżamy i ruszamy dalej, aż do spiętrzenia Wielkiego Szczytu Wideł (miejsce V), na którym jesteśmy po godzinie od wyruszenia z Kieżmarskiego. Robimy drugi (ostatni) zjazd i wchodzimy na turnię, z której schodzi się na Przełęcz w Widłach.  Koniecznie trzeba o tym pamiętać bo wiele osób w tym miejscu się myli myśląc, że po zjeździe są już na właściwej przełęczy.

Stąd zaczyna się już łatwiejsza część grani, miejscami jednak mocno eksponowana i nie zupełnie lita. Wchodzimy najpierw na Zachodni Szczyt Wideł, następnie pokonujemy efektowny Miedziany Mur i dochodzimy do Wyżniej Miedzianej Przełęczki, skąd już łatwo na Łomnicę. Jest godzina 18, na grani spędziliśmy więc 3 godziny, nie spiesząc się zbytnio ale cały czas płynnie idąc (poza powrotem po aparat i przystankami na foty).

Płynnie lecz bez biegania i delektując się widokami oraz samotnością na Łomnicę docieramy o 18-tej. Spieszymy się tylko w dół do Skalnatego po schowane piwo, dzięki któremu udaje się w miarę przyjemnie dojść na parking przed 22-gą.