13/01/2019Tagi: Tatry Wysokie,Dolina Białej Wody,Wspinanie lodowe,

Lodospady - Kaskady, Oczy Pełne Lodu, Mrozekov

Warunków na dużą ścianę nie ma, można więc pobawić się trochę w lodzie i odświeżyć umiejętności w tym zakresie. Na dodatek zmogła mnie choroba, długie wyrypy nie są więc wskazane. Biała Woda i łatwo dostępne lodospady to więc w tym momencie rozwiązanie idealne. Interesują mnie głównie Oczy Pełne Lodu, których jeszcze nie robiłem. Na rozgrzewkę idziemy jednak na Kaskady, gdzie wspinać się będą też Lucyna z Mateuszem, którzy przyjechali razem z nami.

Pod lodem stawiamy się o 8-mej, są już 2 zespoły ale wcale nas to nie dziwi bo pogoda jest bardzo dobra, podobnie jak warunki. Szymon ma przecięty palec więc oddaje mi dziś prowadzenie wszystkiego co się nawinie :) Kaskady przechodzę bardzo szybko, jedyna trudność jaką spotykam to ścianka na wariancie na pierwszym wyciągu. Lód jest plastyczny i gruby więc asekuracja jest praktycznie zbędna. W międzyczasie zespół polsko-włoski wspina się na Oczach, mogę więc z ciekawej perspektywy przyglądać się temu co nas czeka. Włoch ucieka z kluczowej kolumny w skalny komin, chyba nie jest więc łatwo 😊

Robimy jeden zjazd i lądujemy na stanowisku pod Oczami. Czekamy aż chłopaki zjadą z drogi i ruszam, czując lekki stresik. Po chwili pokonuję ciekawy kominek - lodu w nim brakuje, robi się więc mikstowo i wcale niebanalnie ;) Kilka metrów i dochodzę do pionowej kolumny, najtrudniejszego odcinka całej drogi. W zastanych warunkach Lód składa się z posklejanych sopli i nie wzbudza mojego zaufania. Postanawiam więc ściągnąć Szymona w to miejsce by miał mnie na oku ze stanowiska, które jest tu opcjonalnie. Kilka minut zbieram się w sobie i w końcu ruszam, początkowo środkiem obłej kolumny, później po jej lewej stronie - gdy robi się mniej komfortowo pomagam sobie wyrzucając nogę na ścianę z boku. Zaczynam rozumieć dlaczego Włoch "uciekł" z lodu 😊 Łyda puchnie ale od połowy kolumny nic nie zakładam, pozostaje więc cisnąć ile wlezie. W końcu wychodzę na przełamanie i nie ukrywam ulgi - z chorobą i bez rozwspinania musiałem trochę powalczyć by dociągnąć do końca. Górny odcinek jest już łatwiejszy ale również bardzo fajny. Na końcu wyciągu czeka mnie odpoczynek przy stanowisku na drzewie i podziwianie widoków w oczekiwaniu na kolegę. Zjeżdżamy pod ścianę po drodze ucinając sobie jeszcze pogawędkę ze stojącym na stanie Maćkiem, kustoszem regionu ;)

Godzina jeszcze wczesna, zapał jest, proponuję więc byśmy przeszli się pod Lodospad Mrozka i jak się uda, powspinali się jeszcze tam. Na miejscu okazuje się, że w dolnej części Węgrzy wieszają wędki na szkolenie. Pytam uprzejmie czy przejdziemy między nimi w górną część lodu, instruktor nie widzi przeszkód o ile dam radę. Nie zastanawiając się długo wiążę się i ruszam, mijając wiszących na wędce Madziarów. W połowie lodu staję i przyglądam się górnej, trudniejszej części. Środkowy pas wygląda kiepsko (widać na fotce), zaczynam więc trochę po prawej, wracając po chwili do centralnej, najbardziej stromej części. Po kilku trudniejszych metrach robi się łatwiej i szybko dochodzę do stanu. Ściągam Szymona i po chwili jednym zjazdem wracamy na dół. Na parkingu czekają nasi znajomi, którym do szczęścia wystarczyły dziś Kaskady. My zaś bardzo się cieszymy, że poza daniem głównym czyli Oczami Pełnymi Lodu udało się przejść jeszcze dwa lodospady. Głód wspinania chwilowo zaspokojony 😊