17/02/2019Tagi: Tatry Wysokie,Dolina Rybiego Potoku,Wspinanie górskie zima,

Cień Wielkiej Góry, Kocioł Kazalnicy

Pierwszy dzień obozu zimowego KW, za którego organizację kolejny raz odpowiadam. Po wyjątkowo szybkim 😉 dotarciu z bagażami do starego schroniska nad Morskim Okiem, pijemy z Szymonem kawkę i niespiesznie ruszamy w kierunku Czarnego Stawu. Na pierwszy ogień postanawiamy spróbować się na drodze krótkiej i łatwej orientacyjnie, ale posiadającej jeden trudny wyciąg, wyceniany w zależności od źródła na M6 lub M6+. Poza tym Cień znajduje się w Kotle Kazalnicy (konkretnie jest to Grzęda Mięguszowieckiego Szczytu Czarnego), co dodatkowo dodaje drodze powagi i powoduje szybsze bicie serca 😊

Pogoda jest kapitalna - lekko poniżej zera, brak wiatru, ani jednej chmury na lazurowym niebie. Jak zwykle szokuje mnie brak wspinaczy zimowych mimo takich warunków i niedzieli - wypatrujemy tylko jeden zespół na czołówce MSW. No ale w żadnym wypadku nie przeszkadza mi to, że wszystkie ściany są praktycznie tylko dla nas. Szczególnie gdy patrzymy na kolejki ustawiające się w drodze na Rysy 😉

Wspinać zaczynamy się dopiero ok. 11-tej. Ruszam na pierwszy wyciąg trochę niepewnie - jest on najtrudniejszy na całej drodze, więc nie będzie okazji się rozwspinać. Pierwsze metry to bardzo fajne (do 5+) wspinanie po płytkich trawkach porastających ścianki i małe depresje. Po przejściu tego odcinka i dojściu pod kluczowe trudności postanawiam skorzystać z zastanego stanowiska i ściągnąć w to miejsce partnera. Będzie miał mnie na oku gdy wejdę w cruxa... Po chwili ruszam w skalną załupę, asekuracja jest świetna (hak + rysa), wspinanie jest czysto drytoolowe - kilka fajnych ale czujnych ruchów w połogu i sukces w kieszeni 😊

Drugi wyciąg przechodzę bardzo szybko - najpierw ładny trawkowy komin następnie 20 metrów po śniegu do kolejnego gotowego stanowiska. Prowadzenie przejmuje Szymon - na początek czeka go bardzo przyjemne skośne zacięcie, po czym podejście łatwiejszym terenem pod kolejny wyciąg. Dwa ostatnie wyciągi to szukanie łatwego terenu pomiędzy skalnymi ściankami - po piątym wyciągu droga kończy się na dużej półce. Wpinamy się do stanowiska zjazdowego i ruszamy w dół. Z ciekawości sprawdzam przy każdym zjeździe jak daleko można dojechać. Finalnie okazuje się, że ominąć można tylko przedostatnie stanowisko, z reszty trzeba skorzystać - wychodzą więc 4 zjazdy do ziemi.

Spokojnie wracamy do schronu, jemy obiad i robimy pierwszą posiadówkę z przybyłymi na obóz klubowiczami. Oszczędzamy się jednak z napojami procentowymi bo kolejnego dnia w planach mamy wielką ścianę!