20/02/2019Tagi: Tatry Wysokie,Dolina Rybiego Potoku,Wspinanie górskie zima,

W samo południe, Bula pod Bańdziochem + skitura Moko

Po powrocie w nocy z Direty MSW i małym świętowaniu 12-letnim Glenem, wtorek odsypiamy i dochodzimy do siebie fizycznie oraz psychicznie. Na rozruch wybieramy się późnym popołudniem z nartami pod jedną z przełęczy - ze spaceru robi się 600 metrów przewyższenia na podejściu i dość wymagający zjazd ... W rano pogoda zaczyna się psuć, a my nadal nie jesteśmy w 100% sprawni, postanawiamy więc udać się na Bulę pod Bańdziochem, żartobliwie zwaną Ścianą Ścian 😉Mam tutaj kilka dróżek na oku, czekających na taki właśnie dzień - gdy coś nie tak z pogodą lub samopoczuciem a chcemy się mimo to powspinać. Przy okazji chcę zrobić rekonesans przed warsztatami wspinaczkowymi, które dla klubowiczów mam poprowadzić kolejnego dnia. Jedną z popularniejszych na Buli jest droga W Samo Południe (5+), a że pod ścianą stajemy o 12-tej, wybór wydaje się oczywisty.

Pierwszy wyciąg to właściwie jeszcze nie wspinanie, a podejście skośną trawiastą rynną, przecinającą dolną skalną część Buli - startujemy zaraz obok sektora drytoolowego w prawo. Kolejny odcinek drogi jest kluczowy, wspinamy się po płycie ze słabymi trawkami i mimo, że to Bula, trzeba się trochę postarać bo miejscami nie jest wcale łatwo i komfortowo!

Górna część wyciągu jest już bardziej przyjemna - pojawia się śnieg i głębsze trawy. Prowadzę ten wyciąg, ściągam na stanowiska Szymona i ruszam dalej - na początku kruche zacięcie, później dobre trawy. Po kilku minutach wychodzę w łatwy teren i robię stan w kosówkach. By nie zmieniać się przed łatwym terenem, przechodzę kolejne kilkadziesiąt metrów trawami, po drodze niepotrzebnie ładując się w skalny próg - dzięki temu funduję sobie 3 trudniejsze ruchy . Zatrzymuję się przy stanowisko pod trawiastym zacięciem. Szymon rusza na prowadzenie ostatniego wyciągu - najpierw skośny trawers, po czym 3-metrowa skalna ścianka z wbitym hakiem (jedynką) - tutaj czekają nas 3 mocne pociągnięcia dziabami. Końcówka wyciągu to łatwe zacięcie z trawami i po chwili stajemy na szczycie wielkiej Buli 😊

Na drodze zeszły nam 3 godziny, ale raczej się oszczędzaliśmy. Schodzimy na obiad do nowego schroniska, gdzie przy piwku witamy kilkunastu nowoprzybyłych obozowiczów. Później przenosimy się do kuchni starego schroniska i tam grzejemy się na ciele i od środka 😉