24/02/2019Tagi: Tatry Wysokie,Dolina Wielicka,Wspinanie górskie zima,

Birkenmajer, Wielicka Baszta

Dogrywka po obozie – w sobotę opuszczamy Morskie Oko i przenosimy się do Doliny Wielickiej. Ponieważ mamy nocleg w Domu Śląskim, załapujemy się na wywózkę – najpierw jeepem, później skuterem 😊 W planach na niedzielę jest Filar Stanisławskiego na Gerlach. Ania na najwyższym szczycie Karpat jeszcze nie była, a akurat w dzień akcji ma urodziny, więc prezent wydaje się idealny.  Rano tuż po wschodzie podchodzimy na Wielicki Ogród, w kierunku upatrzonego Filara. Niestety pogoda weryfikuje plany – mocno wieje i niebo pełno jest ciężkich chmur, przejście drogi w tych warunkach byłoby sprawianiem sobie krzywdy, a widoków nie byłoby żadnych. Wracamy na kawę i obgadujemy rezerwowe propozycje, które przygotowałem. Finalnie decydujemy się na Birkenmajera na Wielickiej Baszcie – wygląda na wystarczająco wylaną lodem, no i podejście jest króciutkie 😊

Zaczynamy wspinanie o 11  - na pierwszym wyciągu napotykam miękki lód, miejscami wspinam się mikstowo, asekurując się również w skale. Idę prawie na całą długość liny i dochodzę do stanowiska ze spitów pod kolumną lodową. Ściągam Anię i proponuję wspinanie trudniejszym wariantem, wprost do góry – łatwiej byłoby bowiem obejść próg po lewej stronie. Po przejściu kolumny, wspinam się kolejnymi progami aż do kolejnego gotowego stanowiska (znowu prawie 60 metrów), zlokalizowanego pomiędzy lodowymi kurtynami.

Tutaj ponownie wybieramy trudniejszy wariant (ok. WI4+), kolumna okazuje się jednak bardzo nieprzyjemna, kształt kaloryfera oferuje dobre chwyty ale słabe stopnie – ciężko gdziekolwiek zabić raki. Na dodatek mam ostrza mikstowe, grube i mocno stępione po tygodniu wspinania… Robię kilka ruchów i w najsłabszym miejscu jedna dziaba wyrywa lód, druga wyskakuje, a skoro nogi nie mają dobrego podparcia oznacza to szybki powrót w okolice stanowiska 😊 Asekurantka jest jednak dobra, a ekspres wysyłowy wpięty jest do spita stanowiskowego, nie ma więc żadnych konsekwencji tego nieplanowanego wylotu. Próbuję śmiało drugi raz mimo wyraźnych obaw mojej partnerki 😉 Wspinam się dużo ostrożniej i bardzo mocno zabijam dziaby, a po chwili jestem po trudnościach. Łatwe pole lodowe doprowadza mnie pod piękny lodowy welon, nad którym znajduję kolejne stanowisko.

Pokonujemy jeszcze jeden łatwiejszy odcinek lodowy i wchodzimy do kotła pod spiętrzeniem szczytowym Wielickiej Baszty. Kusi mnie nitka lodowa biegnąca ścianą w kierunku szczytu, nie ma jednak ani czasu ani warunków by wybrać tą opcję. Kontynuujemy więc Drogą Birkenmajera i z kotła wchodzimy w śnieżny żleb, którym żmudnie pniemy się w górę. Trudności nie ma prawie żadnych, poza ostatnim progiem gdzie czeka nas trochę skały, lodu i trawy. Do przełączki kończącej drogę dochodzimy po 4 godzinach. Podchodzimy wyżej na Dwoisty Przechód i dalej na szczyt, niestety za dużo jednak nie widać bo chmury mocno gęstnieją. Asekurujemy się na lotnej, w kilku miejscach śnieg nie wzbudza zaufania, a nas czeka trawersowanie kotłów aż do Małej Wielickiej Strażnicy. Po 16-tej docieramy do Domu Śląskiego, jemy szybki obiad i łapiemy ostatni transport w dół na parking.

Podsumowując – Droga Birkenmajera w optymalnych warunkach jest i ładna i przyjemna oraz prowadzi w klimatycznej górskiej scenerii. Jako prezent  też się chyba nadaje bo solenizantka była bardzo zadowolona 😊