02/03/2019Tagi: Góry Niskie,Góry Niskie - Słowacja,Turystyka górska,

Mały Rozsutec, Mała Fatra

Co można robić  po wieczornym wspinaniu na świetnej ścianie w Żylinie? Ano można zostać na noc w nieodległej Terchovej (to tam urodził się Janosik) i w sobotę rano zafundować sobie wycieczkę w Małej Fatrze 😊. Najładniejszym szczytem masywu jest Wielki Rozsutec i to na niego chcieliśmy się wybrać. Jest jednak pochmurno i wilgotno, decydujemy się więc na przejście Wąwozu Diery, który sam w sobie jest celem wycieczek, a następnie przez Przełęcz Medzirozsutce wejście na Mały Rozsutec. Mimo iż mniejszy od swojego Wielkiego Brata, turystycznie trudniej dostępny - w spiętrzeniu szczytowym do przejścia jest  atrakcja w postaci skalnej ścianki ubezpieczonej łańcuchami.

Po raz pierwszy od dawna nie trzeba gonić pod ścianę, obieramy więc iście emeryckie tempo i robimy częste przerwy na oglądanie ciekawych tworów natury, tych bardziej (skały) i mniej (lód) trwałych. Taki chilout bardzo przydaje się po ostatnich intensywnych wspinaczkach w Tatrach😉. Na szczycie z powodu zachmurzenia mamy mocno ograniczone widoki, ale i tak jest pięknie 😊.  Schodzimy zielonym szlakiem prowadzącym bardzo stromym stokiem, a że raków z plecaka wyjmować się nie chce, łatwo wylądować na tyłku - miejscami śnieg twardy lub pojawia się lód. Wracamy do punktu wyjścia - miejscowości Biely Potok i pensjonatu Diery, w którym spaliśmy - świetne miejsce startowe na oba Rozsutce.