29/06/2019Tagi: Tatry Wysokie,Dolina Łomnicka,Wspinanie górskie lato,

Birkenmajer i Wielkie Zacięcie, Kieżmarski Szczyt

Nareszcie piękny i stabilny pogodowo weekend w Tatrach, można więc ruszyć na jakąś dużą ścianę. Ponieważ do dyspozycji mamy tylko sobotę, decydujemy się na szybko dostępny (kolejką) Kieżmarski Szczyt i jego południową wystawę. Po ostatnich przygodach na mniej popularnych drogach, tym razem nastawienie jest konkretne – musi być jakiś klasyk. A jednym z największych jest droga Dieski, zwana potocznie Wielkim Zacięciem. Co prawda całość przeszedłem już kilka lat temu (Wielkie Zacięcie 2015), jednak prowadziłem wtedy jej dolną część, a w górnej czyli tej najważniejszej, występowałem w roli statysty dla silniejszych kolegów 😉 Dla mnie więc będzie to pewnego rodzaju finalizacja przejścia, dla Ani z kolei okazja do powspinania się na tatrzańskiej perełce.

Ponieważ dół Dieski nie zachwyca, a na Kieżmarskim nie robiłem jeszcze Drogi Birkenmajera, postanawiamy właśnie w ten sposób pokonać dolną część ściany. Zresztą pod ścianą okazuje się, że na dolnych wyciągach są już dwa zespoły, tym bardziej uzasadnione jest by nie stać w korku, tylko szybko wyprzedzić inną drogą i przed nimi wejść nad rampą w Wielkie Zacięcie 😊 W ścianie jest jeszcze więcej znajomych – tuż za nami Birkenmajera startują Mariusz i Rafał z naszego KW, a wspólny wyciąg rampą Krissaka przechodzimy w towarzystwie Michała i jego znajomych z Sakwy.

Co do Birkenmajera to trochę mnie rozczarował, o ile można oczywiście nastawiać się na piękne wspinanie na drodze czwórkowej z jednym odcinkiem V+ (wariant). Dużo jest chodzenia między trawami, naprawdę ładny jest właściwie tylko kluczowy wyciąg z przejściem obok Długiego Okapu. Droga ta to jednak klasyka, warto ją więc zrobić chociażby ze względów historycznych. Na dodatek krótkie odcinki wspinaczkowe między parchami są całkiem wymagające jak na swoją wycenę i początkującym taternikom mogą sprawić sporo frajdy (mała przewieszka w Rynnie Krisaka, wyjście z rynny, kluczowy wyciąg nawet bez wariantu V+ to raczej V niż IV, start płytą do zacięcia na ostatnim wyciągu). Na drodze w 2017 pojawiły się gotowe stanowiska (po dwa spity z koluchami) co około 50 metrów, drogę więc pokonać można na pięć wyciągów, nam zajęło to niecałe 2 godziny. Aktualne foto-topo drogi dołączam na końcu relacji.

Po dojściu do rampy okazuje się, że na Wielkim Zacięciu jest pusto, pomysł z szybkim Birkenmajerem okazał się więc dobry. Podchodzimy bez asekuracji do pierwszego wklejonego dużego ringa pod płytą startową, robimy krótką przerwę i szykujemy się do dzisiejszego wspaniałego dania głównego 😊 Pierwszy wyciąg zaczyna się połogą płytą i doprowadza nas pod lekko przewieszającą się ściankę, po której przejściu czeka nas najtrudniejsze miejsce na drodze (a na pewno najmniej przyjemne) – tzw. Trawers z Poziomą Rysą (VI+). Po kilku odważnych ruchach stajemy na wygodnej półce, gdzie jesienią 2018 pojawiło się nowe stanowisko do drogi Oda na Radost – można skorzystać, według mnie jest to lepsze rozwiązanie niż iść od razu do góry 10 metrów wyżej do oryginalnego stanowiska. Dzięki temu mamy świetny widok na trawers, co doceni drugi na linie, w przypadku trudności z przejściem tego miejsca.

Z nowego stanowiska czeka nas kilka metrów przyjemnego piątkowego wspinania, mijamy stanowisko z którego nie skorzystaliśmy i wchodzimy w trudności które trzymają (VI do VI+) już do samego końca drogi. Idziemy częściowo zacięciem, częściowo płytami po lewej, wykorzystując ulubioną technikę – ktoś będzie wolał szeroko na nogach, ktoś Dülfrem, ktoś inny frontalnie. Drugi wyciąg kończy się trudniejszym miejscem, trzeci z kolei przy swoich 40 metrach może trochę zmęczyć łydki i małe palce u stóp. Asekuracja na tych 70 metrach jest dobra – co jakiś czas mamy do dyspozycji haki, a własny sprzęt siada bardzo dobrze. Czwarty wyciąg (VI) startowaliśmy wariantem po płycie, gdzie płytko zabite są dwa haki – fajne i niebanalne miejsce. Powyżej wchodzimy w ładne zacięcie wyjściowe (tylko własna asekuracja), gdzie nadal trzeba się wspinać, po czym wchodzimy w łatwy teren (Półka nad Kutom) i możemy skorzystać z gotowego stanowiska po lewej. Ja poszedłem dalej, jednak po 60 metrach musiałem sam budować stanowisko bo do tego na Półce nad Widokową brakło mi jakieś 10 metrów.

Po przejściu takiej ściany nie wypada nie wyjść na szczyt, po krótkiej przerwie chowamy więc jedną linę i brakujące 200 metrów przewyższenia przechodzimy na lotnej, po drodze pokonując kilka wspinaczkowych miejsc – teren podszczytowy daje duże możliwości improwizacji i za każdym razem przechodzę go trochę inaczej. Wielkie Zacięcie zajęło nam 2 godziny, godzinę później byliśmy na szczycie i kilka minut sami mogliśmy cieszyć się widokami. Ruszamy w dół trochę zdołowani wizją 3-godzinnego dreptania, nad Łomnickim Stawem okazuje się jednak, że załapiemy się na zjazd w dół już po godzinach funkcjonowania kolejki 😊