11/07/2019Tagi: Alpy,Dolomity,Wspinanie górskie lato,

Cassin, Cima Piccolissima

Po noclegu w schronisku Auronzo ruszamy pod wybraną drogę – podejście zajmuje ok. 40 minut, kierujemy się najpierw szlakiem pod schronisko Lavaredo i dalej w stronę przełęczy, po czym trawersujemy w lewo wyraźną ścieżką. Mijamy Cimę Piccola i jej piękny żółty mur (droga Gelbe Mauer) i filar (Spigolo Giallo), który robiłem dwa lata temu (LINK). Południowo-wschodnia ściana prezentuje się w porannym Słońcu wyśmienicie, choć jej środkowy, przewieszający się fragment, trochę onieśmiela. Na wybranej przez nas drodze Cassina (VII-) , wspinają się już dwa zespoły, trzeci spotykamy pod ścianą. Chłopaki z Anglii po chwili jednak rezygnują z przejścia. My odczekujemy godzinę aż wspinający się nad nami będą w bezpiecznej odległości, po czym startujemy zmierzyć się z mega-klasykiem 😊

Pierwsze dwa wyciągi są krótkie i ładne, pomimo niskich trudności (zacięcie IV+ i rysa V). Na trzecim wyciągu zaczyna się już konkretniejsze wspinanie – do przejścia mamy zacięcie z przewieszającą się rysą (VI-), kilka haków daje jednak komfort psychiczny. Na kolejnym odcinku znajduje się crux drogi, krótki trawers za VII- z którego wchodzimy w bardzo ładne szóstkowe zacięcie. Mimo obaw odcinek ten nie sprawia nam trudności, wręcz zaskakuje swoją przystępnością.

Tak jak jest jednak zaznaczone w przewodniku Bernardiego, kluczowym wyciągiem jest ten kolejny – mimo niższej wyceny (VI+), trudności zgodnie z opisem są ciągowe i przez 25 metrów trzeba porządnie się wspinać. Przewieszka zaraz nad stanowiskiem jest dość trickowa, w przypadku złego ustawienia trzeba mieć trochę zapasu żeby poradzić sobie z wyższymi trudnościami. Po jej przejściu czeka nas dobrze urzeźbiona, przewieszająca się miejscami płyta, z której najlepiej kierować się prosto do rysy. Ja poszedłem po lewej stronie szarą płytą i trochę się zgrzałem – teren jest ładny i lity, jednak przez kilka metrów nie da się zupełnie asekurować. Gotowe stanowisko z haków (podobnie wyglądają prawie wszystkie) czeka na półce po prawej stronie.

Następny wyciąg to słynny trawers (VI-) z poziomą rysą na ręce – tutaj czekają nas bardzo ładne i logiczne ruchy w dużej lufie. Jesteśmy pod wrażeniem zarówno urody tego odcinka, jak i wizjonerstwa Ricardo Cassina. Fajnie byłoby spróbować kiedyś jego innego słynnego, lecz dużo trudniejszego i dłuższego trawersu, na Cimie Ovest. Kolejny wyciąg prowadzi Ania – krótkie, lecz bardzo ładne zacięcie za V+ przechodzi błyskawicznie. Na następnym wyciągu czeka nas trawers za kant i przyjemna rysa w płycie. Jak się okazuje prawie doganiamy zespół przed nami, musimy więc trochę odczekać.

Wyciąg dziewiąty to ponowne prowadzenie Ani – wspinamy się po ładnych odstrzelonych płytach (V+) i kończymy na wielkiej półce, po której należy przejść 30 metrów w lewo. Stanowisko najlepiej zrobić przed tym trawersem by uniknąć komplikacji. W ty miejscu można udać się od razu do zjazdów z drogi, lub wspinać się dalej na szczyt. Oczywiście wybieramy drugi wariant – mimo informacji w opisie, że jest krucho, nadal można fajnie się powspinać. Robimy długi, 45-metrowy wyciąg wzdłuż dużego komina (IV), następnie przekraczamy komin i po krótkiej ściance za IV+ wchodzimy na krótką grań wyprowadzającą na szczyt Cimy Picolissima. Udało się, po 5 godzinach wspinania klasyk jest nasz 😊

Zjazdy jak na dolomitowe standardy okazują się bardzo szybkie i przyjemne – nie robimy ich jednak zgodnie z opisem bo tuż pod wierzchołkiem odnajduję dobre stanowisko, z którego korzystamy. Po trzech 50-metrowych zjazdach w linii prostej lądujemy w żlebie pomiędzy turniami, gdzie stanowiska są już co 25 metrów – dwa zjazdy łączymy, finalnie więc po kolejnych czterech (w sumie siedmiu) wracamy do miejsca, z którego startowaliśmy. Piękny dzień na wspaniałej drodze i ścianie, z niesamowitą scenerią w tle – jesteśmy w pełni usatysfakcjonowani i zasłużyliśmy na dobrą włoską pizzę 😊