21/08/2019Tagi: AlpyAlpy - FrancjaAiguille du PeigneWspinanie górskie lato

Papillons Arete, Aiguille du Peigne

Wycena: VI+ (6a)   Długość: 400 m.   Wyciągi: 16   Czas: 4 h   Wystawa: SW   Ocena: 8/10

Tak jak zaplanowaliśmy, rest po wspinaniu na Enversach przypada w jedyny deszczowy dzień, nie spodziewaliśmy się jednak, że będzie lało bez przerwy przez 16 godzin… Z dużych i wysoko położonych ścian zrezygnowaliśmy już na początku pobytu, gdy dowiedzieliśmy się jakie warunki na nich panują (marzył nam się m.in. Gervasutti na Mont Blanc du Tacul), teraz dodatkowo musimy zweryfikować plany biorąc pod uwagę opad i niską temperaturę. Postanawiamy wyjechać kolejką na Plan de l’Aiguille i z bliska zobaczyć jak sytuacja wygląda. Podchodzimy pod Filar Aiguille de Blaitiere, niestety jest mokro. Decydujemy więc, że jedyną sensowną opcją będzie skąpana w Słońcu słynna Grań Motyli (Pappilons). Droga jest piękna, lita i łatwo dostępna, przez co jednak bardzo oblegana.

Zaczynamy późno bo ok. 13-tej, gdybyśmy od razu wybrali ten cel, byłaby szansa przedłużyć wspinanie i dalej Granią Południowo-Zachodnią (ze słynną Rysą Lepiney'a) lub Drogą Normalną wejść na szczyt Peigna, co poleca sporo osób i co na pewno jest bardzo ciekawą opcją. Dla zainteresowanych dodałem foto-topo tej dodatkowej opcji. Tymczasem musimy się sprężać by zrobić chociaż Grań i może jakimś cudem zdążyć jeszcze na kolejkę do Chamonix. Ruszamy wyraźną grzędą do góry i wiążemy się przed pierwszym skalnym spiętrzeniem – zabieramy jedną 60-metrową linę i składamy ją na pół, tak będzie nam łatwiej przechodzić ze sztywnej asekuracji na lotną. Początek drogi ma kilka wariantów, my wybieramy popękaną ściankę na wprost, z trudnościami ok. IV. Szymon szybko przechodzi ten odcinek i ściąga mnie do siebie na jednej z półek.  Na drugim odcinku poza łatwym terenem graniowym, do pokonania mamy krótką ale trikową komino-rysę za 5c, lekceważąc ją można się trochę zdziwić 😉 Dalej łatwiej pomiędzy turnicami i dobrze urzeźbioną ścianką, aż do stanowiska pod tarciową płyta z rysą (5c), która wyprowadza na szczyt Pierwszej Turni. To jedno z dwóch najtrudniejszych miejsc na drodze, dla kogoś obytego z podobnymi trudnościami nie będzie stanowić jednak problemu.

Trochę dalej, na trawniku pod kolejnym spiętrzeniem, zmieniamy się na prowadzeniu. Ładnym zacięciem (4b) oraz kominem (4c), wychodzę na Drugą Turnię – teoretycznie robię dwa wyciągi (nr 5 i 6), końcówkę na lotnej bo brakuje kilku metrów do dobrego stanowiska. Dalej poziomo po grani i piękną popękaną płytą pod kolejną Wieżę. Tutaj spotykamy dwóch gości z Izraela, którzy skutecznie ograniczają nasze szybkie tempo i zmniejszają szansę by zdążyć na kolejkę. Jeden z nich proponuje co prawda, że nas puszczą, gdy jednak dochodzę by ich wyprzedzić, od drugiego słyszę, że mam się wrócić i poczekać… Czekamy więc i to nie krótko bo chłopaki zapychają się na następnym odcinku za wysoko – po przejściu pięknej rysy w płycie (4c) trzeba kierować się ostro w prawo, pod wielki skalny nos, gdzie znajduje się stanowisko pod kluczowym fragmentem.

Najtrudniejszy (11-ty wg Rockfax) wyciąg drogi (5c lub 6a w zależności od topo, w razie czego sporo pętli do A0) zaczyna się tarciowym trawersem, po czym pionowymi rysami (dość siłowo) wyprowadza na szczyt Trzeciej Turni. W szczelinach jest mokro, na prowadzeniu muszę się więc trochę nakombinować by znaleźć alternatywne ruchy i przejść czysto. Na stanowisku odpoczywają zmęczeni Izraelczycy, szybko ściągam więc Szymona i lecimy dalej. Najpierw zejście z turnicy, następnie kolejna piękna płyta z rysą (2 haki) z trudnościami ok. 5b, dalej trawers pod wierzchołkiem Czwartej Turni i wejście pomiędzy bloki szczytowe. Ostatni odcinek to down-climb płytą oraz dalej granią i zejście do stanowiska zjazdowego kończącego drogę. Stąd 30-metrowym zjazdem dostajemy się do Kuluaru Pappilons, którym schodzimy. Gdy żleb się rozdziela, kierujemy się ścieżką w prawo i dwoma zjazdami (mając jedną żyłę 60 metrów) docieramy na piargi pod zachodnią ścianą. Jest już po 18-tej, teoretycznie kolejka nie powinna więc już jeździć. Widząc jednak, że jest inaczej podejmujemy próbę i biegniemy najpierw po nadmiar sprzętu zostawionego pod wejściem w grań, a następnie do stacji na Planie – jesteśmy tam po 19-tej a mimo to na zjazd czeka jeszcze sporo osób. Cieszymy się, że oszczędzimy trochę nogi – do Chamonix jest w dół 1300 metrów przewyższenia…

Grań Motyli faktycznie zasługuje na miano nietrudnego lokalnego hitu – to kawał przyjemnego wspinania w świetnej skale i z kapitalnymi widokami. Uwaga - podawana w przewodnikach długość 250 metrów to przewyższenie, faktycznie droga ma ok. 400 metrów długości (16 x wyciągów wg Rockfax. po 20-30 metrów), z czego sporo jednak przejść można z lotną asekuracją. Dla mniej doświadczonych - niezła lekcja wspinania graniowego, dla tych bardziej - dobry pomysł na szybką popołudniową akcję po deszczu lub przy niskiej temperaturze.

PS. Maciek Ciesielski przesłał ciekawą uwagę, że wspinanie na Pappilons Ridge można przedłużyć jeszcze o dwa ładne wyciągi - nie idziemy jak w opisach do stanowiska zjazdowego, ale dalej granią. Stamtąd jeden zjazd, zejście 50m i kolejny zjazd.