24/08/2019Tagi: AlpyAlpy - FrancjaAiguille de BlaitiereWspinanie górskie lato

Nabot Leon, Pilier Rouge Aiguille de Blaitiere

Wycena: VI+   Wycena uzupełniająca: 6a   Długość: 180 m.   Wyciągi: 5   Czas: 3 h   Wystawa: NE   Ocena: 8/10

Na ostatnie dni obozu do Chamonix dociera Ania - w piątek wspinamy się na skałach w Les Gaillands, w sobotę czas na jakąś ładną drogę w górach. Chcemy się wyrobić w jeden dzień i nie działać za wysoko, idealny więc będzie Plan d’Aiguille. Jedną z najczęściej polecanych dróg w tym rejonie jest Nabot Leon (autorstwa Pioli) na Czerwonym Filarze Blaitiere'a. Wyjeżdżamy na Plan i ruszamy w stronę naszego celu – najpierw do jeziorka Lac Bleu, później długim trawersem do grzędy, która doprowadza pod wschodnią podstawę Filara. By dostać się pod ścianę konieczne jest przejście małego pola śnieżnego i około 60 metrowego stromego odcinka skalnego do przełączki (w dół zjazd), skąd eksponowaną ścieżką po stronie zachodniej do wielkiej półki, z której drogi startują.

Początek drogi jest dość nieewidentny, trzeba wypatrywać spita nad małą przewieszką, około 10 metrów nad ziemią. Wspinamy się po stromo po pionowych chwytach, po czym kontynuujemy zacięciem i rysą po lewej stronie (5b), gotowe stanowisko jest po około 30 metrach. Drugi wyciąg zaczynamy trawersując ściankę po prawej stronie, po jej przejściu stajemy pod cruxem - piękną rysą (5c/6a), którą docieramy do półki po lewej (ok. 25 metrów). Tutaj można skorzystać ze stanowiska pośredniego z innej drogi, my tak robimy by dobrze się widzieć. Właściwe stanowisko jest 20 metrów wyżej, dochodzimy do niego szerokim kominem. Na trzecim wyciągu można się zgubić – wspinamy się wzdłuż komina, po czym przewijamy się do eksponowanej rysy (5c) i w lewo kolejnym pęknięciem do stanowiska. Przez chwilę zastanawiamy się czy idziemy dobrze, przed nami bowiem pionowa ścianka wyglądająca na trudniejszą niż 5c. Okazuje się jednak, że chwyty są, tylko się pochowały 😊. Ciekawiej robi się natomiast wyżej, do przejścia mamy bowiem około 15 metrów tarciowej płyty z dwoma spitami – but stoi świetnie, trzeba jednak poruszać się szybko i pewnie. Po przejściu slaba czeka nas bonus w postaci dilfrowej rysy w kącie – świetny odcinek w pięknym pomarańczowym granicie! Ostatni wyciąg (5b/5c) zaczyna się siłową, przewieszającą się rysą (spit i pętla do azerowania), a kończy baldowym przewinięciem na duży kamień zaklinowany w kominie – przydaje się szpagat jeżeli ktoś ma wystarczająco długie nogi 😉.

W tym miejscu droga się kończy, jeżeli ktoś ma jednak ochotę oraz czas, warto przejść kolejne dwa wyciągi (5c i 6a) i wejść na wierzchołek turni. Jeszcze lepiej jest dodatkowo kontynuować wspinanie na szczyt Czerwonego Filara drogą Ozes Josephine (5c,5b,5b,6a). Szczegóły na załączonym foto-topo. My jednak postanawiamy zakończyć wspinanie po przejściu Nabota i rozpoczynamy zjazdy.

Na zjeździe dochodzi do nieprzyjemnej sytuacji – przez niedomkniętą kieszeń uprząż wypycha mi telefon, który szybuje 200 metrów w powietrzu, odbija się na stromych trawach pod ścianą i leci  w kierunku lodowca. Głośno miotane przekleństwa nie odwracają biegu zdarzeń, pozostaje kontynuowanie zjazdu i oswajanie się ze stratą nie tylko urządzenia, ale i dwóch kart SIM oraz świetnych zdjęć z kilku dni wspinania. Jak na złość bowiem okazało się, że synchronizacja z chmurą wyłączyła się pierwszego dnia obozu. Ku naszemu zdziwieniu, gdy  Ania dzwoni na stracony telefon, okazuje się, że jest sygnał! No ale jak pech to pech – po nocy telefon pozostał w trybie cichym, a lokalizacja była wyłączona. Mimo wszystko podejmuję rozpaczliwą próbę poszukiwania – zjeżdżam w strome trawy i płyty, które przeszukuję kolejne dwie godziny. Znajduję mnóstwo innych rzeczy (karabinki, ekspresy, działający zegarek Suunto itp.), telefonu jednak nie. Poddajemy się w końcu i biegniemy na kolejkę na Plan – dziś o dziwo zamykają już pół godziny po oficjalnych godzinach, na szczęście udaje się doprosić obsługę by zabrali nas ze sobą 😊 Siedząc następnego dnia na campie sprawdzam z ciekawości na koncie status telefonu – ostatni odnotowany czas aktywności wskazuje kilka minut po północy – wtedy jego elektroniczny żywot dobiegł końca...