22/09/2019Tagi: Tatry WysokieDolina Pięciu Stawów PolskichZamarła TurniaWspinanie górskie lato

Lewa Pilchówka (1) i Motyka (2), Zamarła Turnia

Wycena 1: V+   Długość 1: 140 m.   Wyciągi 1: 4   Czas 1: 3 h   Wystawa 1: S   Ocena 1: 7/10
Wycena 2: V   Długość 2: 140 m.   Wyciągi 2: 4   Czas 2: 2 h   Wystawa 2: SE   Ocena 2: 8/10

Mimo, że mamy ostatni dzień kalendarzowego lata, jest chłodno, a północne ściany przyprószone są śniegiem. Ten kontrast zieleni i bieli w Tatrach wygląda świetnie, choć oczywiście działalność wspinaczkowo jest przez to ograniczona do słonecznych wystaw. Zamarła na takie właśnie warunki jest idealna, bywam że da się tu komfortowo wspinać nawet w listopadzie. W porannym chłodzie ruszamy więc do Doliny Pięciu Stawów Polskich, a następnie do Dolinki Pustej. Czekając aż Słońce oświetli ścianę, zastanawiamy się nad pierwszym celem – miał być Egzamin z Fizyki, postanawiamy jednak rozpocząć od drugiej planowanej drogi, Lewej Pilchówki.

Pierwszy wyciąg na drodze jest łatwy i niezbyt atrakcyjny – zaczynamy po wymytych skałach, następnie wznoszącym trawersem wspinamy się do stanowiska pod okapami na trawniku (który dziś muszę odśnieżyć 😊). Kolejny fragment z dołu straszy i wygląda na dużo trudniejszy niż jest w rzeczywistości (V+), samo przewinięcie w prawo jest jednak niewygodne i trzeba się trochę nakombinować – nie zdradzam patentu by nie psuć zabawy. Pod okapem mamy 2 haki, przy korzystaniu z wyższego trzeba mocno przedłużyć. Będąc już na ściance powyżej mijamy kolejne 2 haki i… trzy warianty wyjściowe na płytę – idę środkowym, wydaje się najsensowniejszy ponieważ ten sugerowany na Mastertopo (w prawo) jest porośnięty. Na płycie kontynuujemy wzdłuż ładnej rysy (friendy) i dochodzimy do stanowiska.

Nad sobą mamy wielką, piękną płytę z dwoma ciągami rys – wybieramy ten po lewej (prawa jest od Kantu Zacięcia Komarnickich) i idziemy do góry jak puszcza, po kilku metrach jest hak, później przez jakieś 20 metrów trzeba już liczyć na własny sprzęt. Bardzo ładny fragment z trudnościami ok. V, na tarciowych odcinkach trzeba uważać na suche porosty. Dochodzimy do charakterystycznego okapiku i mijamy go zacięciem z trawami po prawej. Tutaj jest jedyny hak więc jak ktoś chce robić pośrednie stanowisko, można to zrobić w tym miejscu. Kolejne stanowisko (2 haki) jest bowiem dopiero w rysie na Trawersie Zamarłej, przed wejściem w górne płyty – to aż ok. 60 metrów od poprzedniego stanu. Ja skorzystałem ze stanowiska na trawniku nad Zacięciem Komarnickich), nie jest to jednak najlepsze rozwiązanie, musiałem bowiem później zrobić kilkumetrowy trawers i przenieść stanowisko. Przy okazji ucięliśmy sobie jednak pogawędkę ze znajomymi robiącymi Festiwal Granitu😉 Ostatni wyciąg jest piękny ale trudniejszy niż wskazuje wycena – zaczynamy czujną tarciową płytką (2 haki na 10 metrach) i dochodzimy do małego trawnika, nad którym czeka płytkie, eksponowane zacięcie i porośnięta ścianka wyprowadzająca na grań. Na górnym odcinku żadnego stałego punktu nie było, zmieniło się to niestety po naszym przejściu bo został tam sprzęt, może komuś uda się wyczyścić przy okazji przejścia – z góry zjechać się nie dało bo stanowisko jest kilka metrów w lewo…

Lewa Pilchówka to ładna droga prowadząca głównie po płytach, jak na swoją wycenę dość wymagająca, zarówno wspinaczkowo jak i asekuracyjnie (miejscami R3), szczególnie w porównaniu do wielu „komfortowych” klasyków na ścianie. Swoje robią również porosty świadczące o niewielkiej liczbie powtórzeń. W sam raz dla tych, którzy inne popularne pozycje na Zamarłej mają już na koncie i chcieliby powspinać się na bardziej „przygodowej” drodze.

Zjeżdżamy linią Lewych Wrześniaków i zastanawiamy się co dalej. Na próbie odzyskania sprzętu straciliśmy sporo czasu, jest już za późno by wbijać się w Egzamin. Proponuję więc Ani szybkie przejście największego chyba klasyka na ścianie, Motyki. O drodze nie będę się rozpisywał, materiałów dostępnych jest mnóstwo, a foto-relacja już u mnie była (link). Oczywiście linia zasługuje na swoją sławę, jest bowiem niewątpliwie piękna. Pierwszy wyciąg z bardzo charakterystycznym zacięciem prowadzi Ania, mi przypada widokowy trawers i kant na następnym. Po trzecim, krótkim wyciągu, doganiamy zespół wspinający się przed nami, czeka nas więc podziwianie widoków i łapanie ostatnich promieni Słońca opuszczających ścianę. Ostatni wyciąg prowadzący kominem z rysami robimy już ze zmarzniętymi palcami, prowadzę go oczywiście sprawniej niż kilka lat temu, jego górna część nadal wymaga jednak mobilizacji. Na grani zimno i wieje, tym razem zabraliśmy buty, zjeżdżamy więc na północną, zimową stronę (25 metrów) do szlaku i przez Kozią Przełęcz wracamy do Dolinki Pustej.