13/10/2019Tagi: Tatry WysokieDolina Rybiego PotokuMnichWspinanie górskie lato

Hobrzański/Kosiński (1) i Orłowski wariant (2), Mnich

Wycena 1: VII   Długość 1: 80 m.   Wyciągi 1: 3   Czas 1: 2 h   Wystawa 1: E   Ocena 1: 9/10
Wycena 2: VI   Wycena uzupełniająca 2: oryg. V-   Długość 2: 120 m.   Wyciągi 2: 4   Czas 2: 2 h   Wystawa 2: NW   Ocena 2: 7/10

Na Mnichu na górską przygodę raczej nie ma co liczyć (w końcu to "najbardziej na południe wysunięta skałka w Polsce" 😉), ale na świetnej jakości granit i krótkie, lecz wymagające drogi sportowe i na własnej – jak najbardziej, pod tym względem trudno o lepsze miejsce w Tatrach. Do najciekawszych propozycji tradowych z pewnością zaliczają się Rysa Hobrzańskiego (VI+/VII-) i Zacięcie Kosińskiego (VII). W zeszłym roku robiłem je w pięknej kombinacji Seven Up (LINK), ostatni wyciąg nas jednak zrzucił, wypadało więc na niego wrócić. Na oku tym razem mamy też inny mega-klasyk, Kant Hakowy (VII), pod północną ścianą jest jednak za zimno by próbować, przechodzimy więc od razu na wystawę wschodnią.

Zastanawiam się nad inną kombinacją by dotrzeć pod Kosińskiego, Ania i Szymon nie robili jednak Rysy, chętnie więc przejdę się na nią raz jeszcze. Wyciąg jest przepiękny, lecz ciągowy i wymagający jak na swoją wycenę (wg wielu solidne VII-). Do tego liczyć możemy tylko na własną asekurację, a startując z Dolnych Półek nie mamy gdzie się rozgrzać. Kolega ostrożnie rusza na prowadzenie, z każdym kolejnym metrem czuje się jednak lepiej, rozsądnie restuje i udanie przechodzi cały wyciąg. Podążamy jego śladem i delektujemy się świetnymi przechwytami na najładniejszej chyba tatrzańskiej rysie w tym stopniu trudności. Jeszcze tylko krótki, 10-metrowy wyciąg za V+ i jesteśmy na stanowisku pod Zacięciem Kosińskiego. Tutaj ponownie spotykamy trójkowy zespół z Argentyny, który zaprowadziliśmy pod Międzymiastową, daliśmy topo i instruuowaliśmy którędy mają się wspinać - zabawne i pozytywne chłopaki 😊. Po krótkiej przerwie wracamy do wspinania.

Ruszam na prowadzenie, w głowie jednak niestety siedzą mi obrazki z zeszłego roku i nie czuję się zbyt pewnie. Pierwszy wymagający fragment na wyciągu to przewieszona rysa w zacięciu – własna asekuracja i dość trickowe ruchy. Spędzam tu zdecydowanie za dużo czasu i gdy już najtrudniejsze mam za sobą, zamiast szybko wyjść na wygodną półkę, niepotrzebnie tracę siły i w końcu zawisam na ostatnim założonym friendzie. Powtórka z zeszłego roku… Wracam na stanowisko i próbę podejmuje Szymon – szybko dociera do miejsca, które mnie zatrzymało i po krótkiej walce je przechodzi. Wyżej czeka go łatwiejszy fragment, a na koniec drugi trudny odcinek – cienka rysa w ciasnym kącie. Instruuję kolegę by porządnie się zaasekurował – rok temu koleżanka zaliczyła z tego miejsca niebezpieczny lot –  warto dodatkowego małego frienda założyć jak najwyżej by nie dolecieć do półki. Niestety ponownie jak rok wcześniej Ela, tak i teraz Szymon wypada na wyjściu z trudności – na półeczce powyżej zacięcia (jak to często bywa) jest mokro i trzeba być bardzo czujnym. Wyłapuję lot, asekuracja wytrzymuje, kolega wstawia się po chwili ponownie i tym razem udanie przechodzi cały fragment. Po chwili nasza kolej – nawet z liną z góry „moje miejsce” sprawia mi trudności, na pocieszenie drugi trudny odcinek idzie mi bardzo sprawnie. No cóż, trzeba będzie kiedyś ponownie na Kosińskiego wrócić 😉.

Zjeżdżamy pod północną ścianę, na Kant Hakowy za zimno i za mało spręża by próbować, poza tym Szymon nalega by wyrobić się na wybory – pozostaje więc jakaś szybka droga na północno-zachodniej wystawie, gdzie powoli przewija się już Słońce. Daję kilka propozycji, w końcu pada na Orłowskiego, którego jeszcze nie robiłem. Startuję zacięciem na lewo od Tafli i przez przewieszkę (spit, V) docieram do stanowiska. Następny wyciąg postanawiam zrobić ładniejszym wariantem niż ten oryginalny – zamiast zacięciem po lewej wspinam się płytą z dwoma ringami po prawej (krótki fragment VI, z drogi Alabama), po czym wracam na moją drogę i wchodzę do Komina Kędziora. Ten okazuje się wcale niebanalny jak na V-, lekceważąc go można się zdziwić. Ze stanowiska nad kominem dalej idziemy ładnym czwórkowym wyciągiem z Drogi Klasycznej, który wyprowadza na Górne Półki. Stąd można kontynuować na szczyt, my tym razem kończymy i spieszymy na dół by zdążyć wrócić do samochodu przed 18-tą, co udaje się na styk.