09/02/2020Tagi: Tatry WysokieDolina Rybiego PotokuKocioł KazalnicyWspinanie górskie zima

Długosz-Popko, Kocioł Kazalnicy

Wycena: 7-   Wycena uzupełniająca: M6+/M7- (7-/7)   Długość [m]: 220   Wyciągi: 5   Czas [h]: 6   Wystawa: NE   Ocena: 4/10   Komentarz: Blok w trudnościach   

W Tatrach mocno sypnęło śniegiem i skończyły się świetne warunki wspinaczkowe na dużych ścianach, dlatego też postanawiamy wybrać się na Kocioł Kazalnicy. Dwa ładne klasyki (Cień Wielkiej Góry i Orzeł z Epiru) już na koncie, kolejną pozycją pod względem trudności jest linia Długosz-Popko. Droga historyczna, pierwsza na ścianie, za to ponoć brzydka jak noc, z paskudnymi płytkimi trawami oraz wymagającym wyciągiem kluczowym. Sam nie mam pojęcia dlaczego więc namawiam na nią kolegów i po co fundujemy sobie nieprzyjemności na własne życzenie 😉.

Przekopujemy śnieg na dojściu z Czarnego Stawu i w trzyosobowym składzie stawiamy się pod załupą, którą droga startuje (5+). Szymon rusza jako pierwszy i powoli zdobywa kolejne metry, warunki są dużo gorsze niż rok temu, gdy wspinaliśmy się częściowo tym samym odcinkiem na Orle – lodu na płytach nie ma prawie wcale, dodatkowo trzeba odgarniać świeży śnieg. Po wyjściu ze skalnego zacięcia jest już lepiej - łatwy trawers w prawo doprowadza prosto do stanowiska. Istnieje też wariant prostujący (ok. 7-, zaznaczony na topo), odpuszczamy go jednak biorąc pod uwagę słabe warunki i późną godzinę startu.

Drugi wyciąg startuje krótkim zacięciem po lewej (ok. 4+), po przejściu którego wchodzimy w paskudne, płytkie trawy i nimi idziemy w kierunku depresji pod ścianą po lewej stronie, którą to kontynuujemy do stanowiska. My odbiliśmy do góry za wcześnie i stanowisko zrobiliśmy na poderwanej półce pod ścianką (patrz topo), gdzie kolega trafił na haka. To spowodowało, że trzeci wyciąg Michał przeszedł wariantem (ok. 4-5) – na początek wyglądające na trudniejsze niż w rzeczywistości przewinięcie, po czym kolejne słabe trawy i dochodzimy do oryginalnej linii. Pozostaje jeszcze trochę trickowe wejście do nyży (ok. 5-), w której znajdziemy mocno przestarzałe stanowisko i w której nie jest zbyt wygodnie bo trzeba kucać 😊. Po ponad 4 godzinach jesteśmy dopiero po 3 wyciągach, poważnie zastanawiamy się więc nad wycofem, z powodu późnej pory, naszego tempa, warunków, nadszarpniętej niebezpiecznymi odcinkami psychy i trudnego wyciągu, który nas czeka. Mam przejąć prowadzenie, decyzję o tym co robimy koledzy pozostawiają więc w moich rękach – postanawiam, że działamy jako główny powód podając to, że nie chcę już wracać na tą drogę i wypada ją skończyć.

Kluczowy wyciąg zaczyna się efektownym wyjściem z nyży, następnie wchodzimy na trawiastą płytę (6-), na początku trzeba korzystać z własnego sprzętu, po kilku metrach dochodzimy do pierwszego haka. Dalej czeka najtrudniejszy fragment – przewieszające się komino-zacięcie (ok. M6+/M7- a więc tatrzańsko-zimowo 7-/7), gdzie trzeba wykazać się umiejętnościami. W moim przypadku ich zabrakło, po przejściu sporego już odcinka w pewnym momencie nie potrafiłem znaleźć właściwego ustawienia i powisiałem sobie trochę na friendzie (haki są na początku i jeden z pętlą na wyjściu, fragment jednak na własnej). Lepsze warunki za dużo by pewno nie pomogły, kilka metrów jest po prostu trudnych na OS dla kogoś wspinającego się na naszym poziomie (porównując do Orła jest dużo trudniej, o Cieniu nie wspominając). Zadania nie ułatwia też lokalizacja poprzedniego stanowiska – w nyży za przewinięciem – co powoduje klinowanie się liny i brak widoku na prowadzącego. Z trudności udaje mi się w końcu wyjść po dłuższym czasie bez A0, do przejścia mam jeszcze łatwiejszy fragment w kruchym terenie i trawers w lewo do stanowiska, do którego docieram mocno zmęczony psychicznie... Koledzy mimo stylu AF też potrzebują sporo czasu żeby wyciąg przejść, kończymy więc drogę po zmroku – pozostaje jeszcze krótka ścianka (4+) i chodzenie po trawach, a że na szczyt Kazalnicy się nie wybieramy, wracamy pod ścianę zjazdami.

Podsumowując, jeżeli ktoś szuka ciekawej i przyjemnej drogi to ewidentnie nie polecamy 😊. Szczególnie gdy chcecie zacząć swoją przygodę na Kotle - wtedy zdecydowanie sugeruję zacząć od bardzo przystępnego Cienia, a następnie iść na Orła - od Długosza jest ładniejszy i jak już wspominałem, ma sporo łatwiejszy kluczowy wyciąg. Dla lepszych zawodników są z kolei na pewno dużo atrakcyjniejsze drogi w okolicy 😊.