23/02/2020Tagi: Tatry WysokieDolina StaroleśnaBaniasta TurniaWspinanie górskie zima

Lewa depresja, Baniasta Turnia

Wycena: 4+   Wycena uzupełniająca: oryg. IV-   Długość [m]: 250   Wyciągi: 6   Czas [h]: 5   Wystawa: E   Ocena: 7/10   Komentarz: wariant (2 i 3 wyc.)   

Drugiego dnia obozu, z powodu prognozowanego bardzo silnego wiatru i słabych warunków na wyżej położonych ścianach, długo zastanawiamy się czy wspinanie na czymkolwiek poza Sławkowską Kopą będzie miało szansę powodzenia. Kolejne dni nie wróżą jednak poprawy sytuacji, postanawiamy więc zafundować sobie „szkocką” przygodę na (teoretycznie) niezbyt trudnej drodze na Baniastej Turni (słow. Kupola). Pod ścianę ruszamy na dwa zespoły – koledzy ruszają godzinę przed nami zakładając ślad, dzięki czemu doganiamy ich już na początku drogi, która startuje wyraźnym żlebem pomiędzy skałami.

Na drugim wyciągu postanawiamy nie przewijać się od razu w lewo jak wskazuje topo, tylko kontynuujemy dość narzucającą się depresją (hak, trudności ok. 4) prosto do góry – jest to fragment drogi nr 6. Po ok. 30 metrach zatrzymujemy się pod skałami i robimy stanowisko. By wrócić na Lewą Depresję pokonać musimy krótką ściankę (ok. 4+) i strawersować pod komin przez pole śnieżne (nazwane przez nas iksem), na którym rozdzielają się drogi nr 4 i nasza 5-ka. Tak więc zamiast jednego 60-metrowego wyciągu zrobiliśmy dwa trudniejsze odcinki. Kolejny wyciąg prowadzi kominem, w zastanych warunkach (brak lodu, luźny śnieg) już z dołu wyglądającym na trudniejszy niż III+ podane w topo. I faktycznie okazuje się, że „trzeba się wspinać” oraz być czujnym, bo na dłuższym odcinku nie ma możliwości założenia czegokolwiek – idący przodem Michał wbija haka dopiero po kilku dobrych metrach. Nad kominem jest trochę lepiej bo między skałami pojawia się lód, kolega przyspiesza, ściąga Filipa i po chwili ruszam na prowadzenie w ich ślady.  Odetchnąć można dopiero na stanowisku przed trawersem, którym zaczyna się kolejny wyciąg – jak prawie na całej drodze nie było tam nic, teraz jest nasza V-ka 😊.

Pogoda wyraźnie pogarsza się – wiatr robi się coraz mocniejszy i śnieg zaczyna sypać nie tylko od góry ale i od dołu, trzeba więc przyspieszyć by drogę skończyć. Szybko przechodzimy efektowny ale łatwy trawers i wchodzimy na rampę, w której budujemy stanowisko przed pierwszym trudniejszym miejscem. Czekamy aż Michał poprowadzi cały wyciąg do końca i gdy zaczyna ściągać Filipa, od razu ruszam za nimi – dwa trudniejsze miejsca to płyty za IV-, odczuwamy je jako nieco bardziej wymagające, zapewne zarówno z powodu braku lodu i twardego śniegu, jak i rozkręcającej się zamieci. Kolegów zastaję na stanowisku tuż po wyjściu z trudności (jest hak), po chwili jednak ruszają do góry na lotnej i gdy ściągam swoją partnerkę, znikają mi z oczu, a chwilę później i ślady po nich. Już pod ścianą zdecydowaliśmy, że w przypadku załamania pogody nie będziemy schodzić przez szczyt i Obłazową Przełęcz, a strawersujemy zboczem do żlebu opadającego z Przełęczy Zwalistej (zgodnie z przebiegiem drogi nr 2) – chłopaki potwierdzają przez radio, że tak właśnie poszli, ruszamy więc z Anią za nimi. Idziemy trochę na oślep bo śnieg wściekle uderza po twarzy, w końcu jednak bezpiecznie wracamy pod ścianę i nie zatrzymując się obieramy kierunek na schronisko, którego odnalezienie w tych warunkach nie jest wcale takie łatwe 😉.