05/07/2020Tagi: Tatry WysokieDolina ŁomnickaŁomnicaWspinanie górskie lato

Puškáš i Puklina v platni, Łomnica

Wycena 1: V   Długość 1 [m]: 210   Wyciągi 1: 7   Czas 1 [h]: 2   Wystawa 1: W   Ocena 1: 9/10   Komentarz 1:    
Wycena 2: V+   Długość 2 [m]: 260   Wyciągi 2: 7   Czas 2 [h]: 3.5   Wystawa 2: W   Ocena 2: 7/10   Komentarz 2:    

Ostatnimi czasy pogoda bardzo często wymuszała zmianę planów, kiedy więc w końcu przytrafia się ‘pewna’ niedziela, postanawiamy maksymalnie ją wykorzystać – stąd pomysł przejścia dwóch dróg na zachodniej wystawie Łomnicy jednego dnia. Poza oczywistą zaletą skorzystania z kolejki jedynym minusem jest to, że pod ścianą jest się najwcześniej po 10-tej, ale przy długim letnim dniu nadal pozostaje sporo czasu na działanie. Wizja przewspinania 500-metrów na pięknej ścianie jest niezwykle kusząca, dlatego postanawiamy spróbować – na początek Puškáš, powrót pod ścianę, ocena sytuacji i jeżeli wszystko ok – druga droga, dużo poważniejsza mimo niewiele wyższej wyceny – Pęknięcie w płycie.

Po wyjściu z krzesełka na Przełęczy Łomnickiej gnamy na ramię i łańcuchami w dół pod ścianę by zająć pole position – obawiam się kolejek do popularnych dróg w tak piękny dzień. Okazuje się, że czeka nas miłe rozczarowanie – poza znanym słowackim taternikiem z klientką nie ma nikogo i gdy ta para się oddali, cała ściana do wieczora pozostanie tylko dla nas – piękna sprawa! Po krótkiej wymianie zdań z Mirem, mimo iż się spieszymy, postanawiamy puścić go na Puškáša przodem – bardzo dobrze zna drogę i obiecuje, że szybko przeciągnie przez nią koleżankę. Nie mówi nam tylko, że dla niej to pierwsze wspinanie w górach – finalnie czeka nas więc kilka krótkich postojów, nie narzekamy jednak bo i tak wyrabiamy się w zaplanowane 2 godziny. Całość bardzo sprawnie prowadzi Ania – umawiamy się, że pierwsza droga jest jej, druga moja 😉.

Droga jest bardzo ładna i lita oraz wyjątkowo komfortowa jeśli chodzi o asekurację – do dyspozycji mamy nie tylko gotowe stanowiska, ale i po 2-3 spity przelotowe na każdym wyciągu. Zaczynamy wyraźną trójkową załupą (kolucho przy starcie), którą dochodzimy do stanowiska pod ładnym zacięciem. Początkowo nim (IV), później ścianką po lewej aż do przewinięcia na filarek i kolejnego stanu – wyciągi można by połączyć, nie robimy tak jednak ze względu na zespół przed nami. Kolejny wyciąg trochę kluczy (patrz topo), generalnie trzymamy się litej skały (czwórkowo) i kończąc trawersem w prawo dochodzimy do stanowiska pod trudnościami drogi – pięknego 60-metrowego odcinka (piątkowe trudności) zaczynającego się zacięciem i przechodzącego w komin. Tym razem całość robimy na jedną długość liny, po 30 metrach można założyć stanowisko pośrednie (ring i hak), przy dobrym prowadzeniu żył nie ma jednak takiej konieczności – wygodny i gotowy stan jest tuż nad wyjściem z komina. Na następnym wyciągu systemem zacięć kierujemy się skośnie w prawo, najciekawiej (IV+) jest pod sam koniec. Ostatni odcinek drogi jest wspólny z Drogą Stanisławskiego i łatwym terenem (III) wyprowadza na grań. My jednak nie idziemy tym razem na szczyt, tylko zjazdami wracamy pod ścianę – uwaga, nie ma łańcuchów a trzy ostatnie stany są ze spitów z pojedynczymi mailonami.

Po powrocie do Kuluaru Teryho schodzimy kilkadziesiąt metrów w dół, robimy krótką przerwę i przed 15-tą rozpoczynamy drugą drogę - Pukliną v platni. Startuję zgodnie z foto-topo (V), ale nie polecam – z powodu braku możliwości asekuracji (nie mając haków) na pierwszych 6-8 metrach zdecydowanie lepiej startować zacięciem wprost. Kolejna sugestia to założenie stanowiska jak sugeruje schemat – do kolejnego mamy od ziemi 60 metrów i trzeba pomęczyć się z liną, dodatkowo drugi odcinek (IV+) jest nieewidentny oraz niezbyt lity, warto więc mieć kontakt z asekurantem. Ze stanowiska (2 stare haki) pod przewieszkami na Trawersie Korosadowicza (z drogi Birkenmajera) wchodzimy w eksponowany trawers po litej płycie wyceniony na V+, widać charakterystyczny biały sznur do A0. Po jego przejściu przewijamy się do łatwej rampy doprowadzającej nas do 2 haków pod zacięciem. Wyciąg nr 4 zaczynamy przyjemnym odcinkiem za IV+, po czym zacięcie staje dęba (V+) i jest naprawdę sprężnie (a może tak odczuliśmy bo kluczowe chwyty i stopnie były mokre), na dodatek na koniec czeka nas siłowe wyjście z przewieszki. Po przewinięciu idę tylko kilka metrów wyżej i buduję stan z wykorzystaniem napotkanego haka – topo pokazuje by iść dalej ale nie mając młotka może być ciężko o dobre stanowisko. Swoją drogą to właśnie na tym odcinku doszło do wypadku, w którym udział brał mój kolega – jego partnerka poleciała z urwanymi skałami w dół wprost do zacięcia – dlatego na stanowisku poniżej warto stanąć na filarku.

Ruszamy dalej i kierujemy się pod już widoczne Pęknięcie – łatwym terenem obchodzimy dużą skałę, po czym skręcamy ostro do góry (fajne V-) dochodząc pod imponującą, 50-metrową przerysę. Wyciąg robi niesamowite wrażenie, na szczęście wycena raczej nie kłamie (V) – trzeba tylko wspinać się odważnie bo, szczególnie na pierwszym odcinku, dobrze asekurować da się co kilka dobrych metrów. Stanowisko (własne) robimy na dobrej półce, przed wejściem w płytę z wielką rysą po prawej stronie. Wspinamy się początkowo przy samej rysie, po czym w miejscu gdzie jest mocno zarośnięta, schodzimy trochę na płytę i docieramy do zacięcia wyjściowego – na jego końcu czeka nas trudność (V+) w postacie trikowego przewinięcia pod przewieszką – trzeba się umiejętnie poskładać bo inaczej skończycie zaklinowani z plecakiem na wyjściu 😉. Ostatniego stanowiska również nie ma, bez haków można sobie poradzić, ale w tym miejscu kolejny raz żałuję ich braku. Droga kończy się na przełączce (okienku) w zachodniej grani – zejście jest bardzo komfortowe, kilkanaście metrów kominkami w dół i po chwili jesteśmy na ścieżce doprowadzającej na Przełęcz Łomnicką. Na krzesełko co prawda zdążyć nam się nie udaje (drogę kończymy po 18) ale już na ostatni wagonik z obsługą ze Skalnatego tak, na dodatek przed odjazdem konsumujemy 2 piwka smakujące po naszej łańcuchówce wybornie 😊.