13/09/2020Tagi: Tatry WysokieDolina WielickaGerlachWspinanie górskie lato

Kupczyk wariant Drlik-Orolin, Gerlach

Wycena: VI+   Wycena uzupełniająca: oryg. VI/VI+   Długość [m]: 300   Wyciągi: 7   Czas [h]: 4   Wystawa: E   Ocena: 8/10   Komentarz: A3 z Orolina = VI+?   

7 lipca 1930 o pierwsze przejście wschodniej ściany Gerlacha rywalizowali (wspomagani przez towarzyszy) Stanisławski i Birkenmajer. Zespół pierwszego finalnie przeszedł filar Pośredniego Gerlacha, podczas gdy rezultatem działań drugiego była prawdopodobnie pierwsza szóstkowa linia w Tatrach – tak bowiem po latach ocenione zostało gładkie zacięcie na boso (!) pokonane przez Kupczyka. Cała historia jest bardzo ciekawa i warto się z nią zapoznać*. Sama droga, jak i cała najwyżej położona w Tatrach ściana jest obecnie trochę zapomniana, dlatego też postanawiamy ją trochę „odkurzyć”. Jak się finalnie okaże, naszej 4-osobowej ekipie przyjdzie dopisać na niej również swój własny rozdział.

Przygodę rozpoczynamy od podejścia do Domu Śląskiego, następnie udajemy się w górne partie Doliny Wielickiej, aż do wylotu Żlebu Darmstädtera, którym pod drogę podchodzi pierwsi zdobywcy wschodniej ściany Gerlacha. Obecnie dużo wygodniejsze i szybsze podejście na Przełęcz Tetmajera prowadzi Drogą Tatarki, tzw. Gerlachowską Próbą. Taki sposób dotarcia pod ścianę zresztą zdecydowanie polecam – my poszliśmy oryginalnym wariantem, który okazał się czasochłonny i (delikatnie mówiąc) mało przyjemny 😉. Do celu docieramy po przeszło 4 godzinach od wyruszenia z parkingu, gdy Słońce znika już ze wschodniej wystawy. Materiały jakimi dysponujemy to zdjęcie z mocno orientacyjnym przebiegiem drogi oraz bardziej dokładne zdjęcie górnego fragmentu. Już po wszystkim okazało się jednak, że pierwszy schemat był wersją roboczą i nie należało się ściśle go trzymać 😊.

Zaczynamy głęboko wciętym żlebem przecinającym ścianę, tylko czasami wspinając się po jego prawej stronie. Pierwsi zdobywcy ściany, z powodu zalegającego w depresji śniegu zmuszeni byli trawersować trochę wyżej, trudności jednak na obu wariantach są podobne (II-III). Po przejściu około 100 metrów na lotnej zatrzymujemy się w miejscu, gdzie żleb się spiętrza – po lewej widzimy przewieszki, pod nimi dwie charakterystyczne długie rysy, a bardziej na prawo zacięcie oraz łatwiejszy teren prowadzący w kierunku filara. Dalsza droga prowadzi wspomnianym zacięciem (V/V+) – podczas pierwszego przejścia jako jedyny tym wariantem poszedł Kupczyk, podczas gdy jego towarzysze wybrali wariant obejściowy po prawej stronie (ok. III). My tymczasem, ściśle trzymając się zdjęcia którym dysponujemy, podchodzimy wprost pod ściankę z pęknięciem i mimo sporych wątpliwości postanawiamy wspinać się właśnie tędy.

Prowadzącego w pierwszym zespole Michała czeka kilka ciężkich chwili – miało być piątkowo, tymczasem nieprzygotowany na trudności kolega walczy na granicy odpadnięcia. Udaje się i po przejściu trudnej ścianki jest już łatwiej – ładne zacięcie doprowadza nas do stanowiska przy charakterystycznej nyży obok komina. Idący na drugiego Szymon potwierdza, że łatwo nie jest – przez chwilę łudzę się jeszcze, że koledzy nie są rozgrzani, zmieniam jednak zdanie gdy samemu prowadzę ten fragment. Po wpięciu się do starej jedynki czeka kilka wypychających ruchów (wg nas ok. VI+), przyjemniej robi się dopiero w zacięciu powyżej (V). Po tym odcinku jestem już pewien, że poszliśmy źle – sprawdzam na telefonie inne drogi w pobliżu i wszystko staje się jasne – przypadkiem prawdopodobnie odhaczyliśmy letnio ściankę A3 z drogi Drlik-Orolin 😊.

Nasz „wariant prostujący” okazuje się jednak bardzo logiczny - ze stanowiska kontynuujemy zacięciem w prawo i wchodzimy wprost na wspomnianą we wstępie gładką płytę (ok. VI), będącą pierwotnie najtrudniejszym miejscem na drodze pokonanej przez Kupczyka, Birkenmajera, Dorawskiego i Szczepańskiego. Wspinanie na tym odcinku jest bardzo ładne i lite, po wyjściu z trudności kontynuujemy narzucającą się depresją skośnie w prawo – aż do stanowiska pod filarkiem, na prawo od którego wznosi się ciekawe książkowe zacięcie z hakami. Opcja po prawej kusi (nie znalazłem informacji czy to wyłącznie zapych czy też wariant), my skręcamy jednak w lewo i po kilkunastu metrach docieramy do wąskiego kominka z przewieszką – najtrudniejszego obecnie fragmentu na drodze. Piszę „obecnie” ponieważ wg analizy Grześka Folty kiedyś miejsce to musiało wyglądać inaczej – pierwsi zdobywcy ocenili je piątkowo, podczas gdy teraz powtarzający zgodnie proponują ok. VI+.

Kilka metrów nad cruxem robimy stanowisko, z którego czeka nas jeszcze jeden odcinek depresją – po wydostaniu się z niej kontynuujemy w lewo „jak puszcza” aż do grani prowadzącej z Przełęczy Tetmajera na Gerlach. Dla Ani i Szymona to pierwsza wizyta na najwyższym szczycie Tatr, spędzamy więc na nim trochę czasu – na szczęście dziesiątki osób, które widzieliśmy od rana na podejściu drogą przez Wielicką Próbę zdążyły już zejść, możemy więc w ciszy delektować się widokami. W myślach wracam do opowiadania o pierwszym przejściu ściany 90 lat temu i cieszę się, że zdecydowaliśmy się je odtworzyć w ten piękny letni dzień.

PS. Mimo iż droga nie ma obecnie za wielu przejść, okazało się, że całkiem przypadkiem dzień po nas zrobił ją jeszcze jeden poszukujący ciekawych tatrzańskich dróg zespół, Alina i Mariusz. Wymienione z nimi uwagami i konsultacje z Grześkiem oraz Adamem pozwoliły doprecyzować przebieg drogi oraz zweryfikować zastane trudności – szczegóły w moim foto-topo oraz schemacie Aliny. Haki lepiej zabrać, szczególnie na własne stanowiska.

* Artykuł Grzegorza Folty „Gerlach trwale odciśnięty w urazie pamięci”, GÓRY nr 208, 10/2011.