20/02/2021Tagi: Tatry WysokieDolina Rybiego PotokuCzołówka MSWWspinanie górskie zima

Prawy Dziadek, Czołówka MSW

Wycena: M6+   Wycena uzupełniająca: oryg. M7, lato VI+   Asekuracja:    Długość [m]: 220   Wyciągi: 6   Czas [h]: 6   Wystawa: N   Ocena: 7/10   Komentarz: M6+ 1xA0   

Mimo świeżego opadu pakujemy się na dwa dni do Moka. Podejście pod Czołówkę weryfikuje nasze plany, zakładamy ślad i długo kopiemy się pod ścianę, która wygląda bardzo kiepsko - płyty, rysy i trawy zalepione są twardą śniegową skorupą zakrywającą chwyty. Plan na kolejny dzień od razu odpada, skoro jednak już jesteśmy pod ścianą, decydujemy się na wspinanie - licząc się z konsekwencjami i ewentualnym wycofem. Wybrany przez nas Prawy Dziadek (letnie VI+, zimą wyceniany kiedyś na M7, obecnie ok. M6+) na papierze prezentuje się w miarę przystępnie porównując do robionego przez nas rok temu Szarego Zacięcia czy Starka, letnie wyceny są jednak złudne, szczególnie przy złych warunkach – dlatego też na drodze spędzimy sporo czasu i łatwo nie będzie.

Startujemy trawiasto-płytową depresją (ok. M5) oferującą słabą asekurację i kierujemy się w lewo pod Zacięcie Prawego Dziadka (ok. M5) – prowadzący pierwszy wyciąg Michał zalicza w tym miejscu lot spowodowany objechaniem raka przy odśnieżaniu płyty w zacięciu. Druga próba jest już skuteczna i po chwili dołączam do kolegi na stanowisku (haki, ok. 50 metrów). Drugi wyciąg zaczyna się ciekawą skośną załupą z rysą (ok. M5+), po kilku trudniejszych metrach wychodzimy w trawy i dalej w łatwy już teren, którym podchodzimy pod główne spiętrzenie. Kolega idzie za bardzo w lewo (pod Skryte Zacięcie z drogi Prawy do Lewego), czeka go kilkunastometrowy wycof, po którym przenosimy stanowisko we właściwe miejsce (hak, ok. 50 metrów). Stąd podchodzimy płytami i przechodzimy kominek (ok. M4) oraz dość wymagające płytowe zacięcie (ok. M6) – po jego przejściu stajemy pod najtrudniejszym odcinkiem drogi, pod którym robimy własny stan (ok. 40 metrów) i zmieniamy się na prowadzeniu.

Kluczowy wyciąg rozpoczyna się przewieszającym komino-zacięciem (letnie VI+, zimą ok. M6+), oferującym dość dobre chwyty ale słabsze miejscami stopnie, asekuracja na starcie z 2 haków, potem już własna (bardzo dobra). Po urwaniu jednego z chwytów odcinek muszę powtarzać – druga próba kończy się już powodzeniem choć nie ukrywam, że akrobacje na wyjściu z zacięcia kosztowały mnie sporo sił. Powyżej mamy restową półkę i jeszcze jeden krótki ale sprężny skalny odcinek (M5+), nad którym znajduje się stanowisko (ok. 30 metrów, haki). Z tego miejsca ruszamy zacięciem skośnie w lewo (ok. M5) i wychodzimy w trawy – do końca drogi pozostaje nam ostatnie skalne spiętrzenie, które pokonać można na kilka sposobów. Początkowo przymierzam się do kominka po lewej (latem IV, zimą jednak 7-/7 (!) – końcówka Prawy do Lewego), w końcu jednak podchodzę pod ściankę po prawej. Spodziewając się trudności i nie będąc pewnym czy to właściwy wariant (latem V-, zimą ?), ściągam w to miejsce kolegę – nad półką jest hak.

Zaczynam ostatni odcinek i po chwili w szybkim tempie wracam do kolegi – po wpięciu do drugiego haka sprawdzam go naciągając linę, stara skoba łamie się i zaliczam lot. Kolejny raz okazuje się, że starych przelotów nie należy traktować jako pewnych punktów. Wstawiam się w wyciąg raz jeszcze, jednak gdy robi się ryzykownie i trudno (wąska rysa skierowana skośnie w dół i brak stopni do skontrowania) zawisam na friendzie i zabijam dobrego haka. Mając już dość wrażeń oraz będąc zdziwionym zastanymi trudnościami nie wracam już na dół tylko zaliczam A0 i po kilku niebanalnych ruchach wychodzę w strome trawy – tutaj ponownie czeka śnieżna skorupa i brak dobrej asekuracji, podchodzę więc aż do drzewka kilka metrów wyżej. Michał azeruje ściankę wypadając z rysy raz za razem i poddaje w wątpliwość czy dobrze poszliśmy, na letnie V- nam to nie wygląda… Temat konsultuję później z Jankiem Kuczerą, który poszedł tym samym wariantem i ocenił, że klasycznie to ok. M6/6+ więc śmiało próbujcie 😊.

Gdy kończymy drogę zaczyna się ściemniać, a nas czeka jeszcze dotarcie do linii zjazdów nad Greystonem i wykopanie spod śniegu pierwszego stanowiska zjazdowego. Trawers w dół nie jest zbyt bezpieczny, idziemy więc skośnie w lewo do zjazdówki nad trawnikiem (patrz topo) i stamtąd dostajemy się na próg Czołówki. Po kilkunastu minutach udaje mi się namierzyć i odkopać łańcuch, reszta idzie już sprawnie – czterema szybkim zjazdami wracamy pod ścianę.

Podsumowując, Prawy Dziadek to ciekawa i zróżnicowana linia, o trochę bardziej przygodowym charakterze niż Szare czy Starek – trudniejszych odcinków w skale jest na niej co prawda mniej niż na obu wspomnianych drogach, nie należy jej jednak lekceważyć, szczególnie w gorszych warunkach.