18/08/2015Tagi: Alpy,Dolomity,Wspinanie górskie lato,

Zacięcie Północne (Diedro Scoiattoli), Torre Romana i Armida, Torre Grande, Cinque Torri

Foto-relacja z przejścia Zacięcia Północnego na Torre Romana i drogi Armida na Torre Grande w masywie Cinque Torri, podczas obozu KW BB w Dolomitach. We wtorek pogoda nareszcie się poprawia, wszyscy obozowicze ruszają więc na intensywne działania (tym bardziej, że w środę ponownie ma lać).

Ja z Jurasem i Bartkiem wybieramy najpierw Zacięcie Północne tzw. „Wiewiórki” (IV+) na Torre Romana, pod którym byliśmy już w dwójkę dwa dni wcześniej. Droga nie jest taka przyjemna na jaką wygląda z dołu – prowadzi bardziej wzdłuż komina niż zacięcia, trzeba się cały czas przewijać to w prawo to w lewo nad wielką dziurą pod nogami :o Dopiero ostatni, trzeci wyciąg biegnie pomiędzy w końcu schodzącymi się ścianami. Tak czy siak mimo iż droga łatwa wrażenie robi na nas lufa (po zrobieniu drogi i popatrzeniu w dół widzimy plecaki hehe ) oraz brak miejsc na restowanie – trzeba się cały czas wspinać.

Korzystając z tego, że nadal nie pada postanawiamy wbić się w 3-wyciągową drogę sportową o wycenie VI.1+ ale niestety po zrobieniu jednego wyciągu musimy zjeżdżać bo okazuje się, że coś źle zostaliśmy poinformowani (nie mamy topo) i wbiliśmy w Mimozę (V+) :P

Czując niedosyt i widząc, iż deszcz powinien pojawić się dopiero za 1-2 godziny podchodzimy pod Armidę (VI), którą wcześniej robili Mariusz z Pawłem - wspinanie głównie na własnej z obitą kluczową płytką, która jest bardzo wytężająca. Krótka dyskusja, napływ spręża i za chwilę zaczynamy się wspinać, już tylko w dwójkę z Jurasem. Po chwili na dole zbierają się pozostałe zespoły, które już pokończyły drogi i mają niezły widok na nasze poczynania :) Dzięki temu mam pamiątkę w postaci fotki Mrocznego, którą już prezentował w swojej relacji. Niestety pogoda nie wytrzymała i ostatni, na szczęście już łatwy wyciąg, robiliśmy w deszczu. Na szczycie na chwilę odpuściło więc mogliśmy podziwiać widoki, m.in. na sąsiednie Averau, niesamowite turnie Croda da Lago i majestatyczną Tofanę di Rozes. Później pozostaje nam powrót na camp i rozpoczęcie imprezy bo wiadomo było iż kolejnego dnia znowu ma lać i można zapomnieć o jakimkolwiek poważnym działaniu…