21/08/2021Tagi: AlpyAlpy - WłochyGrand CapucinWspinanie górskie lato

Droga Szwajcarska/O Sole Mio, Grand Capucin

Wycena: VII-   Wycena uzupełniająca: 6a+, osobno 6b+A0/6c   Asekuracja: RS2   Długość [m]: 400   Wyciągi: 12   Czas [h]: 5   Wystawa: SE   Ocena: 9/10   Komentarz:    

Grand Capucin to według wielu najładniejsza turnia w rejonie Mont Blanc oraz pozycja obowiązkowa dla każdego ambitnego górskiego łojanta 😉. Jej wschodnia ściana jest jednym ze wspinaczkowych symboli Alp i oferuje sporo pięknych dróg w doskonałej jakości granicie - w tym trudne, światowe klasyki. Najprostszym i najbardziej popularnym sposobem zdobycia szczytu jest przejście kombinacji Drogi Szwajcarskiej (6b+A0/~7b) i O Sole Mio (6c) na ścianie południowo-wschodniej – łącząc te dwie drogi uzyskujemy piękną linię o przystępnych trudnościach (6a+). Na początek do pokonania mamy kilka wyciągów dojściowych, później czeka nas już jednak wspinaczkowa uczta w słynnym pomarańczowym granicie. Kto raz spróbuje – na pewno będzie chciał wrócić!

Na drogę wybieramy się dwa dni po wspinaniu na Małym Kapucynie (RELACJA) – ponownie wyjeżdżamy więc na Helbronner i po przejściu lodowca stajemy pod imponującym murem Grand Capa. Pod Drogę Szwajcarską dostać można się trawersując dolną częścią ściany lub podchodząc Kuluarem Aiguillettes – wielkość szczeliny pod nim, spadające kamienie oraz planowany powrót zjazdami sprawiają, że decydujemy się na pierwszą opcję. Raki, dziaby oraz zbędne rzeczy pozostawiamy na Tarasie Francesco – z powodu niskiego stanu lodowca tym razem trzeba się do niego wspiąć (ok. 5a) jakieś 15 metrów.

Z półki ruszamy skośnie w lewo wzdłuż wyraźnych zacięć i rys – do pokonania mamy ok. 100 metrów w trudnościach 4a-5a (patrz dołączony schemat), po drodze są 4 stanowiska. Połowę tego odcinka przechodzimy na sztywno, po przewinięciu za kant ściany przechodzimy na lotną i kontynuujemy szarymi płytami, a następnie zacięciami (4a) do góry przez kolejne 100 metrów. Z ostatniego zacięcia na prawo odchodzi pionowa rysa z dwoma hakami – tutaj startuje nasza droga. Początkowo idę kilkanaście metrów za wysoko - do łańcucha, gdzie spotykam Hiszpanów robiących tą samą kombinację co my. Gdy uświadamiam sobie (i im), że to start do Sole Mio – schodzę w dół, a zespół przed nami naprawia swój błąd, trawersując w prawo do stanowiska pod drugim wyciągiem.

Pierwszy wyciąg Drogi Szwajcarskiej (ok. 5c+) zaczyna się wspomnianą rysą, po jej przejściu kierujemy się skośnie w prawo do wygodnego stanowiska na półce. Naszym oczom ukazuje się piękna pomarańczowa ścianka z cienką rysą prowadzącą wprost (6b) oraz szerszą rysą zwieńczoną okapikiem po lewej (6a) – wybieramy drugi, popularniejszy wariant. Po przejściu rysy przewijamy się do stanowiska pod zacięciami, przed nami dwa bardzo ładne i nietrudne (5c i 4c) wyciągi – prowadzenie na ten fragment przejmuje partnerka.

Na półce przy kolejnym łańcuchu Hiszpanie puszczają nas przodem – ruszam do góry łatwym zacięciem, po którym czeka trudniejsze miejsce (ok. 5c) z rysą w kancie. Oryginalnie wspinamy się dalej do góry z odchyleniem w prawo (5c, stanowisko za kantem), ja tymczasem po kilku metrach skręcam do stanu z Sole Mio na półce po lewej stronie – zgodnie z opisem Maćka Ciesielskiego (LINK). Robiąc tak wyjdzie nam ok. 40 metrów dość ciągowego rysowego wspinania 😊. Wracamy na kant i ruszamy do góry zacięciem, po którym czeka nas kluczowy odcinek, w tym dwie świetne rysy (6a+) – piękny ale dość wymagający wyciąg jeżeli idziemy prosto do stanowiska na lewo pod okapem.

Ze stanowiska pod okap kontynuuje Droga Szwajcarska (widać pętlę) – jeżeli pójdziemy tam czeka nas odcinek za 6b i A0 (klasycznie ok. 7b), dlatego też popularniejszym i logiczniejszym wariantem jest kontynuowanie od tego miejsca linią O Sole Mio. Ruszamy do góry w lewo przepięknymi rysami (do 6a+), które zaprowadzą nas do kolejnego stanu. Stąd wzdłuż spitów stromą ścianką z krawądkami (6a+) i skośną rysą pod tarciową płytkę (6a+), po przejściu której wylądujemy na dużej zagruzowanej półce. Nad nami dwa ostatnie, łatwe (4b i 4a) wyciągi – łączymy je w jeden, brakujące metry do stanowiska pokonując na lotnej. Kierujemy się popękanymi płytami z odchyleniem w prawo, mijamy stan i przewijamy się za kant – kilka metrów wyżej wchodzimy na grań, która zaprowadzi nas na szczyt Kapucyna.

Robimy fotki na obu wierzchołkach słynnej turni, podziwiamy nieziemskie widoki i szykujemy się do zjazdów – do galerii dołączyłem ich rozmieszenie na zdjęciu z MB Granite, można też skorzystać z wspomnianego już opisu Maćka. Na szczęście powrót pod ścianę przebiega szybko i sprawnie – dodatkowo mamy okazję podziwiać piękne, trudne linie wzdłuż których zjeżdżamy. Bez problemu wyrabiamy się na kolejkę do Courmayeur, zjeżdżamy więc na dół i udajemy się na zasłużoną pizzę, po czym wracamy na camp. Przed nami pożegnalna noc na obozie, my kolejnego dnia nie wyjeżdżamy jednak z rejonu Mont Blanc – postanawiamy przenieść się na małą dogrywkę do Chamonix 😉.

PS. Mapy okolicy znajdują się w pierwszej relacji z lodowca Géant, opisującej drogę SalluardaTUTAJ.