05/09/2021Tagi: Tatry WysokieDolina MięguszowieckaWołowa TurniaWspinanie górskie lato

Medzi legendami, Wołowa Turnia

Wycena: VIII-   Asekuracja: RS1   Długość [m]: 130   Wyciągi: 4   Czas [h]: 3   Wystawa: S   Ocena: 7/10   Komentarz: VIII- 1xAF   

Po alpejskich wojażach czas na powrót w tatrzański granit. Pierwsza niedziela września zapowiada się chłodno, prognozowane kilka godzin Słońca daje jednak szansę by podziałać na południowej wystawie. Swoje kroki kierujemy pod Wołową, gdzie na celownik obieramy dwie linie – nowoczesną Medzi Legendami (VIII-) oraz historyczną Kývala-Orolín-Zeitler (VII). Finalnie udaje zrobić się tylko pierwszą z nich – niska temperatura i gęste chmury oraz popołudniowy spadek spręża powodują, że na Orolinie wycofujemy się spod trudności.

Powstała w 2019 roku droga Medzi Legendami swoją nazwę zawdzięcza umiejscowieniu pomiędzy dwoma pięknymi klasykami – Hviezdovej (VI+) oraz Eštok-Janiga (VII-). Zaczynamy od rozgrzewkowego, 40-metrowego odcinka o trudnościach piątkowych – wspinamy się płytą w kierunku dużego okapu, który mijamy z prawej i skręcamy w lewo (jedyny spit) do stanowiska. Drugi, 30-metrowy wyciąg (4 spity) oferuje już bardziej wymagające (VII), bardzo ładne wspinanie – płytami wymijamy małe trójkątne okapiki, obok ostatniego z nich przechodząc zacięciem po prawej.

Zmieniamy się na prowadzeniu i ruszam na wyciąg trzeci (VII+, 4 spity) – po przejściu płytki na starcie czeka nas trickowy bulder wyprowadzający w lepiej urzeźbiony teren z własną asekuracją. Miejsce puszcza dopiero w drugiej próbie, jest ciekawie choć wrażenia z tego odcinka psują porosty. Gdy jednak docieram do kolejnego stanu okazuje się, że był to dopiero przedsmak zmagań z szeleszczącymi stopniami – czwarty wyciąg (VIII-, 7 spitów) aż tonie w zieleni 😊. Kluczowy odcinek to siłowe przejście między okapami i techniczne przewinięcie kilkanaście metrów wyżej. Zimno (niebo zaciągnęło się chmurami) i wilgoć powodują, że trudności odczuwamy jako wyższe – dwie moje pierwsze próby kończą się niepowodzeniem, wycof zalicza też kolega. Moja kolejna wstawka kończy się połowicznym sukcesem – przechodzę całą sekwencję, po jej przejściu odcina mi jednak zimne dłonie i muszę odpocząć chwilę na bloku by ruszyć dalej. W stylu 1xAF kontynuuję prowadzenie – po cruxie czeka jeszcze jedno trudniejsze miejsce i dojście łatwym terenem do stanowiska (skręcamy w lewo za kant). Dwa szybkie zjazdy Kominem Puškáša i jesteśmy z powrotem pod ścianą – zmarznięci i zmęczeni bardziej niż planowaliśmy 😉.

Mimo późnej pory i niezbyt sprzyjających warunków ambitnie (czytaj naiwnie) wbijamy w Orolina. Pod pierwsze trudności dochodzę „jak puszcza” terenem III-IV, mniej więcej według linii wrysowanej w nowym Master Topo aż do stanu na półce. Drugi wyciąg to przejście przez bardzo nieprzyjemne, kruche przewieszenie (VI, stare haki). W kluczowy wyciąg (VII) rusza Szymon – zaczynamy płytowym, poziomym trawersem w lewo i wchodzimy w płytkie zacięcie z cienką rysą. Po dojściu pod trudności kolega stwierdza jednak, że w zastanych warunkach oraz braku jakichkolwiek stałych punktów zadanie go przerasta i wraca (a właściwie wspina się) z powrotem. Wychłodzeni i bez wystarczającego zapasu czasowego postanawiamy się wycofać i na drogę wrócić w przyszłości, gdy warunki będą bardziej sprzyjające. Bo górna cześć drogi jest na pewno tego warta.