30/10/2021Tagi: Tatry WysokieDolina MłynickaTurnia nad SkokiemŚciana pod SkokiemWspinanie górskie lato

Pre Jarku, Turnia nad Skokiem i LTT, Ściana pod Skokiem

Wycena 1: IX-   Asekuracja 1: S2   Długość 1 [m]: 120   Wyciągi 1: 4   Czas 1 [h]: 4   Wystawa 1: W   Ocena 1: 8/10   Komentarz 1: IX- AF   
Wycena 2: VII-   Asekuracja 2: R3   Długość 2 [m]: 130   Wyciągi 2: 5   Czas 2 [h]: 2   Wystawa 2: W   Ocena 2: 5/10   Komentarz 2:    

Początek słonecznego, długiego weekendu w Tatrach spędzamy w Dolinie Młynickiej – na zachodnich ścianach Skrajnej Baszty (słow. Patrii) położonych w okolicy wodospadu Skok. Pierwszego dnia wybieramy się na sportową drogę Pre Jarku (IX-), której linia przecina wielką płytę na Turni. Od razu zaznaczę, że mimo iż drogę przeszliśmy do końca, kluczowy wyciąg nie puścił w ciągu - umieszczam jednak jej opis by zachęcić do powtórzeń. Dzień później przechodzimy jedną z historycznych linii na położonej obok Ścianie LTT (VII-), dodatkowo wracamy na Turnię gdzie zapoznaję się z okapem na bardzo ciekawej drodze autorstwa Tatarki (VII+/VIII-), tym razem jednak nie czas na prowadzenie całości.

Droga Pre Jarku startuje wyraźnym, płytkim zacięciem doprowadzającym na wygodną półkę pod dużym okapem na Tatarce. Odcinek ten ma ok. 40 metrów i oferuje trudności V+, spity rozmieszczone są rzadziej - w razie potrzeby można dołożyć coś własnego, choć nie jest to konieczne. Po niezbyt intensywnej rozgrzewce czeka nas danie główne – 30 metrów wspinania w pięknie urzeźbionej, wielkiej płycie. Moja pierwsza próba kończy się blokiem po kilkunastu metrach, idę dalej by rozwiesić ekspresy i sprawdzić kolejne ruchy. Okazuje się, że mimo iż na wyciągu nie ma miejsca za VI.4, trudności trzymają przez dobre 20 metrów i bez znajomości kilka fragmentów odebrać można jako wymagające. Obicie jest dobre, jedynie w dwóch miejscach konieczne jest odważniejsze wyjście nad przeloty – ich przedłużenie rozwiązuję tą kwestię. Podczas zjazdu rozpracowuję i przechodzę wszystkie sekwencje, po czym wracam na stanowisko by spróbować przejść całość w ciągu – zaczęliśmy późno, a dzień jest krótki, czasu wystarczy więc tylko na jedną próbę. Do połowy idzie dobrze, niestety mylę jedną z sekwencji i muszę pogodzić się z przejściem w stylu AF – kontynuuję po bloku, drogę postanawiamy przejść bowiem do końca. A na płytę trzeba będzie wrócić!

Drugi wyciąg zaczyna się kilkumetrowym runoutem - po drodze mamy jednak piękną rysę, w której można coś dołożyć. Łatwiejszym terenem dochodzimy pod przewieszoną żółtą płytę, gdzie czeka nas dość mocny (VIII) bulderowy fragment – do stanowiska dochodzę dopiero po jego rozpracowaniu, Ania jak poprzednio cierpliwie asekuruje i azeruje najtrudniejsze fragmenty. Ostatni odcinek prowadzi efektownym kantem – wyceniony jest co prawda tylko na V ale ze względu na różne możliwości przejścia oraz porośniętą mchem skałę może wydać się trudniejszy. Pod ścianę wracamy zjazdami (dwoma lub wygodniej - trzema), ewentualnie schodzimy jednym ze żlebów. Pre Jarku to niewątpliwie ciekawa sportowa linia o zróżnicowanym charakterze – na każdym z wyciągów do pokonania mamy inną formację - zacięcie, krawądkową płytę, połóg, bulderową ściankę i kant.

Następnego dnia wysoko w górach nadal wieje i jest chłodno, na dużą ścianę wybierzemy się więc nazajutrz, a tymczasem ponownie działamy na Skoku. Zaczynamy od ponownego przejścia pierwszego wyciągu Pre Jarku – poprzedniego dnia okap na Tatarce (VII+/VIII-) tak mnie zaintrygował, że postanawiam przyjrzeć mu się z bliska 😊. Na kluczowym wyciągu kilka lat temu dobito kilku spitów, w tym jeden pod i drugi nad okapem - nie ma więc psychozy, aczkolwiek nadal trzeba się mocno zginać by wyjść z przewieszenia. Na całą drogę trzeba będzie kiedyś się wybrać bo jest bardzo ciekawa, tymczasem przenosimy się na położoną obok Ścianę pod Skokiem.

LTT to droga, której wizytówką jest efektowne, bulderowe przewinięcia przez kant na wielką płytę – poza tym fragmentem linia nie jest jednak zbyt atrakcyjna 😉. By dostać się do stanowiska pod trudnościami czeka nas pokonanie około 60 metrów rozległego i bujnie porośniętego roślinnością terenu – oryginalnie są to dwa wyciągi (IV i IV+) z prawej strony, wprost prowadzi z kolei wariant prostujący (VI-) o lichej asekuracji i niejasnym przebiegu. Startujemy bardzo późno – decydujemy się więc na opcję pewniejszą, co nie oznacza że oczywistą – idę na całą długość liny przeloty osadzająca bardzo rzadko i klucząc po porośniętych płytach pomiędzy trawami. Stanowisko budujemy za drzewem na prawo od kantu – jest tylko jedna stara skoba, warto więc zabrać haki oraz młotek, my obchodzimy się bez ale przydałyby się zarówno tutaj jak i do kolejnego stanowiska.

Przed nami kluczowy fragment drogi – przewieszona, niezwykle eksponowana podcięta ścianka i przewinięcie przez kant, za asekurację służą dwa stałe (dobre) haki. Mimo przystępnej wyceny (VII-) ruchy na tym odcinku są niebanalne i wybitnie bulderowe – nie zdradzam szczegółów by nie psuć zabawy. Za pierwszym razem noga wyjeżdża mi ze stopnia, druga próba od początku jest już skuteczna, choć nie obywa się bez niespodziewanej trzęsiony 😊. Po przewinięciu lądujemy na wygodnej półce u spodu wielkiej, połogiej płyty – stanowisko budujemy w rysie i dobrze by było solidne, jest bowiem spora szansa, że idący na drugiego będzie je testował.

Wspinanie na kolejnym odcinku można określić jednym słowem – przygoda. Generalnie szukamy jak najłatwiejszego terenu i jakiejkolwiek możliwości asekuracji, skała jest dobrze urzeźbiona i lita jednak mocno porośnięta. Oryginalnie (wg schematu V-) idziemy kilka metrów do góry, po czym skośnie w prawo do półki z kosówką, poszukujący wrażeń mogą pokusić się o odnalezienie wariantu forsującego środek płyty (za VI-).  Nad półką czekają nas łatwiejsze (IV) rysy z trawą – nie robię po drodze stanowiska i po ok. 15 (w sumie 50) metrach docieram do grani z blokami skalnymi. Stamtąd idziemy łatwą granią ok. 20 metrów do stanowiska zjazdowego z nowej obitej drogi (?), ok. 40 metrów do ostatniego stanu z pięknego Niemoralnego Tańca, lub dalej do ścieżki zejściowej.