06/11/2021Tagi: TatryDolina KieżmarskaRzeżuchowe TurnieWspinanie górskie lato

Znamka monzunu i Fantomas, Rzeżuchowe Turnie

Wycena 1: V+   Asekuracja 1: RS2   Długość 1 [m]: 140   Wyciągi 1: 3   Czas 1 [h]: 1   Wystawa 1: S   Ocena 1: 7/10   Komentarz 1:    
Wycena 2: VIII   Asekuracja 2: RS2   Długość 2 [m]: 100   Wyciągi 2: 2   Czas 2 [h]: 1.5   Wystawa 2: S   Ocena 2: 8/10   Komentarz 2:    

Dzięki niskiemu położeniu i południowej wystawie na Rzeżuchowych Turniach wspinać można się zarówno wczesną wiosną, jak i późną jesienią – nawet przy ujemnych w cieniu temperaturach. W listopadowy poranek podchodzimy do opustoszałego schroniska nad zamarzniętym już Zielonym Stawem Kieżmarskim, skąd pod ścianę jest zaledwie pół godziny. Ania obiera za cel piękną płytę na drodze Korsvoldov tanec (VII), którą robiłem kilka lat temu i gorąco polecam (RELACJA). Plan dla mnie to z kolei poprowadzenie wytyczonego w 2019 Fantomasa (VIII). Pierwszą drogę niestety odpuszczamy – rano wieje i jest zbyt zimno na krawądki, po zjeździe spod trudności przenosimy się na łatwiejszego klasyka, również już mi znanego – Známkę monzunu (V+).

Známka to ładna i przyjemna 3-wyciągowa droga, którą dzięki ewidentnemu przebiegowi, gotowym stanowiskom oraz kilku stałym przelotom można zrobić bardzo szybko i z minimalnym zestawem sprzętowym – polecam na krótką akcję lub jako rozgrzewkę/dogrywkę. Na pierwszym wyciągu (V+, 3 spity) wspinamy się w kierunku pięknego kantu, którym kontynuujemy aż do wygodnej półki. Przewieszenie na kancie mijamy rysami po prawej stronie i wychodzimy w łatwy teren, trawersując nim w prawo do stanowiska – wychodzi prawie cała długość liny.

Na drugim wciągu (V) przechodzimy w lewo i wspinamy się płytami wypatrując pierwszego spita, po dojściu do kolejnego skręcamy w prawo, przechodzimy uklamiony okapik. Nad nim trawersujemy mocno w lewo (trzeci spit) aż do stanowiska. Trzeci odcinek (V-) zaczyna się świetnie urzeźbioną ścianką po lewej, z której wchodzimy do podciętego zacięcia (hak). Po wyjściu w łatwy teren przechodzimy na żebro, którym kontynuujemy aż do finalnego stanowiska z taśmami i mailonami. Stąd czeka nas ok. 20 metrów zjazdu/zejścia granią do łańcucha i dwa dłuższe zjazdy - Korsvoldovem lub Fantomasem. Známkę robiłem dodatkowo w 2014 roku, po innym klasyku, drodze Cez Knihu - relacja TUTAJ.

Chwilę odpoczywamy i ruszamy na drugą drogę, późno-jesienne Słońce już przed 14-tą schowa się za Durny, nie mam więc dodatkowego czasu na patentowanie – czyli albo szybkie przejście albo wycof 😊. Oryginalnie pierwszy wyciąg ma prawie 60 metrów, podobnie jak kolega który robił ją w tym roku, postanawiam więc rozbić go na dwie części. Początkowy odcinek to bardzo ładne płytowe wspinanie za ok. VI/VII (spity odległe ale bezpiecznie), stanowisko (spit + kość) robię na małej półeczce pod poziomym okapikiem, gdzie czekają główne trudności. Crux to krótki i dość ewidentny bulder, wg mnie raczej VII+/VIII- niż VIII – za pierwszym razem nie trafiam co prawda do chwytu, za drugim całość idzie jednak sprawnie. Po wyjściu nad okapik mamy trochę stresującą wpinkę (można coś dołożyć) i jeden techniczny fragment, po czym zacięciem wydostajemy się w łatwy teren i podchodzimy do stanowiska.

Kolejny wyciąg (VII+) w dolnej części ma zdecydowanie inny, bardziej siłowy charakter od poprzedniego, ale jest co najmniej równie ładny. Zaraz nad stanowiskiem czeka nas przewieszona ścianka z ciekawym przewinięciem, a trochę wyżej – efektowne ruchy między okapami. Na szczęście udaje się za pierwszym razem, asekurującą partnerkę dopadł już bowiem cień i momentalnie robi się zimno. Trudności są obite (generalnie większość drogi to S2), po przejściu na górne płyty czeka nas jeszcze ok. 20 metrów do stanowiska – jeden/dwa friendy mogą się przydać. Trzymamy się lewej strony, po prawej rysami kończy Korsvoldov, dalej zacięciem inny klasyk – Čepela (VI+). Po dwóch szybkich zjazdach jesteśmy z powrotem pod ścianą i zadowoleni z kolejnego udanego dnia w Tatrach schodzimy w dół, podziwiając mroczną i mroźną już ścianę Małego Kieżmarskiego Szczytu.