30/10/2023Tagi: TatryDolina Pięciu Stawów PolskichZamarła TurniaWspinanie górskie lato

Veni, Zamarła Turnia

Wycena: VII+   Asekuracja: RS1   Długość [m]: 180   Wyciągi: 5   Czas [h]: 3   Wystawa: S   Ocena: 7/10   Komentarz:    

W ostatnią niedzielę października po świeżym opadzie śniegu sporo ścian w Tatrach jest niedostępnych, do tego mocno wieje. Mimo tego upieramy się by raz jeszcze w tym sezonie dotknąć granitu i nacieszyć oko wysokogórskim krajobrazem. Wybór pada na Zamarłą Turnię, gdzie w słoneczny dzień wspinać można się nawet w tak niesprzyjających warunkach. W planach mamy drogę otwartą raptem kilka tygodni temu – Veni (VII+), oferującą trzy trudniejsze wyciągi prawie kompletnie wyposażone w stałe punkty oraz dwa łatwiejsze na własnej asekuracji. Jeżeli pogoda i czas pozwolą chcemy dorzucić coś jeszcze – na miejscu jednak okazuje się, że na realizację naszego pomysłu nie ma szans. 

Veni biegnie Kantem Zamarłej podobnie jak jeden z klasyków – Prawy Heinrich (VII-). Drogi dzielą niektóre stanowiska i w kilku miejscach biegną blisko siebie, spity na tej pierwszej nie pozostawiają jednak wątpliwości co do przebiegu – wspólna jest tylko końcówka trzeciego wyciągu. Tak więc nowa linia w ciekawy sposób zagospodarowuje wolne i lite fragmenty skały, zwiększając możliwości działania na jednej z najbardziej popularnych ścian w Tatrach.

Startujemy połogą płytą (V) nakrytą trójkątnym okapikiem, którego przejście jest nieco trikowe (VI+/VII-) – szczególnie gdy jest pod nim lód 😉. Powyżej czeka ładne wspinanie w pokrytej ryskami płycie (VI) wzdłuż kolejnych spitów, które doprowadzają nas do półki ze stanowiskiem. Na początku drugiego wyciągu wspinamy się płytkim zacięciem do góry i sprytnie przewijamy (VI) w lewo za kant, gdzie kontynuujemy łatwiej wzdłuż pęknięcia. Po dojściu do poziomego daszku odbijamy w prawo na płytę nad nim – tutaj czeka trudniejszy odcinek (ok. VII-/VII), z nie całkiem oczywistym przebiegiem mimo spitów. Po wyjściu z trudności łatwo wydostajemy się na kolejną półkę, do stanowiska wspólnego z drogą Heinricha i Klasyczną.

Obie wspomniane drogi prowadzą dalej zacięciem w prawo, my z kolei idziemy w lewo – od kierunkowego spita kontynuujemy (ok. V) wzdłuż rys prosto do góry, przecinamy trawers na Klasycznej i podchodzimy w stronę kolejnych stałych punktów. Tutaj czekają główne trudności drogi (ok. VII/VII+) – pokonujemy przewieszkę i wspinamy się przewieszoną ścianką do góry aż pod wyjściowy okap na lewo od linii Heinricha, gdzie trzeba się dobrze zastanowić co zrobić. Lodowaty wiatr, mokre rysy i spadający co jakiś czas na głowę śnieg powodują, że ledwo dociągam do stanowiska, oceniając jednak obiektywnie trudnościom bliżej raczej do VII niż VII+.

Kolejny odcinek startuje płytką wprost (Heinrich odbija w prawo) – po minięciu jedynego spita przewijamy się w lewo za kant (V+) i odbijamy w prawo załupą (IV). Ponieważ Słońce jeszcze tutaj nie dociera w rysach jest lód, a na płycie śnieg – mamy więc nieco alpejsko 😊. Ze stanowiska na wygodnym balkoniku podchodzimy pod spękaną ściankę, na którą wchodzimy wyraźną rysą z lewej strony (V+, trad). Po przejściu płyty przewijamy się w łatwy teren i kontynuujemy skośnie w prawo do wieńczącego drogę tarasu, gdzie dochodzi m.in. Motyka.

Pogoda jest coraz gorsza, gdy wracamy pod ścianę nie ma więc bowiem mowy o dalszym wspinaniu. A zresztą Pięć Stanów Upojenia na Kozim Wierchu, które chcieliśmy robić jako drugą drogę, do południa było skute lodem – czas chyba jednak kończyć letni sezon w Tatrach...