17/12/2023Tagi: TatryDolina MłynickaMłynickie SoliskoWspinanie górskie zima

Zlaty pilier, Młynickie Solisko

Wycena: M5-   Wycena uzupełniająca: war. M4/M5   Asekuracja: R2   Długość [m]: 300   Wyciągi: 6   Czas [h]: 6   Wystawa: E   Ocena: 6/10   Komentarz: 6 wyc. + lotna 200m   

Na początek sezonu zimowego w Tatrach wybieramy się z Michałem i Szymonem na wschodnią ścianę Młynickiego Soliska. Złoty Filar (M4/M5) wydaje nam się dobrą opcją na rozruch – długa ale przystępna droga z odcinkami w skale poprzetykanymi fragmentami trawkowymi i łatwe wyjście do grani szczytowej. W dobrych warunkach ścianę można polecić jako ciekawą alternatywę dla Tępej – obok są też drogi o podobnym charakterze np. Filar 116 czy Kubinove Żebro i żleby. W naszym przypadku wszystko zaprane było luźnym śniegiem, zaczęła się odwilż i wiał mocny wiatr, skończyło się więc godzinami żmudnej pracy i brodzeniem w żlebie wyjściowym po zmroku 😉.

Droga prowadzi filarem/żebrem zlokalizowanym pomiędzy dwoma żlebami – choć pod ścianą wszystko wygląda dość podobnie i można niechcący wejść w inne żebro. Zaczynamy jednak dość charakterystycznym trawiastym terenem omijającym dolne spiętrzenie filara po prawej stronie. My z powodu głębokiego śniegu robimy dodatkowy wyciąg pod skały i przechodzimy w prawo za kant przy którym robimy stanowisko. Stąd wspinamy się trawami poprzetykanymi skałą (ok. M3) do góry i zatrzymujemy się pod stromą płytą, ograniczoną z lewej strony przewieszką. Kolejny wyciąg zaczynamy od wspinania lewym skrajem płyty (M4), kontynuujemy rynną (M3) i przechodzimy w lewo depresją pod ostrze filara. Odśnieżanie trwa mnóstwo czasu, zastanawiamy się nad wycofem – konieczne byłoby zostawienie własnego sprzętu, na drodze nie ma bowiem stałych punktów. Finalnie postanawiamy jednak kontynuować i sprawdzić poziom upartości na początku sezonu 😊.

Na grzędę dostajemy się po pokonaniu kominka (M3+), wyżej czeka jeszcze czujna w tych warunkach płyta (M4) nad którą robimy stanowisko. Nasz czwarty wyciąg zaczynamy od pokonania podwójnej rysy w filarze (M4), nad którą kontynuujemy granią do siodełka. Tutaj do wyboru mamy wariant ściśle skalnym ostrzem (M5) lub obejście po lewej, po którym odbijamy w prawo na grań (M4) - Michał widząc mocno zasypane skały trochę nieświadomie wybiera narzucający się drugi wariant. Kolejny odcinek na grzędzie (M3) przy firnie byłby bardzo fajny – u nas śnieg między skałami nie trzyma i jest dość męcząco. Stanowisko robimy pod ścianką (M4), broniącej dostępu do żebra – kontynuujemy nim i zatrzymujemy się na siodełku, gdzie droga się kończy.

Stąd pozostaje nam do przejścia około 200 metrów żlebem do grani szczytowej Młynickiego Soliska, przy dobrych warunkach można rozważyć też kontynuowanie skalnym żebrem (II-III). U nas robi się już ciemno i coraz mocniej wieje, wybieramy więc szybszą choć mocno męczącą opcję – kopiemy się śnieżnym pasażem do wyjścia ze ściany. Na górze jest zawierucha, szybko zbiegamy więc na Wyżnią Smrekowicką Przełęcz i nią prosto w dół, z powrotem do Doliny Młynickiej – na szczęście jest mocno przewiane bo bywa tutaj lawiniasto. Zejście jest bardzo szybkie, po dotarciu do szlaku w pół godziny jesteśmy z powrotem na parkingu i po chwili przy piwie w karczmie zastanawiamy się nad sensownością dzisiejszej akcji 😊. Michał przypomina mi jednak o co zapytałem gdy zadzwoniłem przed weekendem – „to co, idziemy odśnieżyć jakiś filar?” – a więc zadanie wykonane. A do tego każdy dzień w Tatrach, jaki by nie był, jest dniem udanym!