20/06/2024Tagi: TatryDolina ŁomnickaŁomnicaWspinanie górskie lato

Perzeidy, Łomnica

Wycena: VIII   Asekuracja: RS2   Długość [m]: 300   Wyciągi: 7   Czas [h]: 7   Wystawa: W   Ocena: 9/10   Komentarz:    

Z powodu deszczu zamieniamy Kościelec na Łomnicę – po sprawdzeniu obrazu z kamer wychodzi, że szczyt od kilku godzin jest ponad chmurami. Na miejscu okazuje się, że to strzał w dziesiątkę – pusta ściana jest sucha, a że już 12-ta to pięknie świeci na nią Słońce łagodzone przez mocny wiatr. Dla Romka to pierwsza wizyta na Szklanej Górze, dla mnie Perzeidy (VIII) będą linią numer dziewięć w tutejszym świetnym granicie. Droga okazuje się jedną z najlepszych jakie robiłem Tatrach – jest nie tylko piękna ale i daje się porządnie nawspinać, do przejścia są bowiem cztery obite w trudnościach wyciągi ósemkowe oraz trzy długie VI-VII gdzie potrzebna jest głównie własna asekuracja. Gorąco polecam, szczególnie jeżeli ktoś ma już na koncie biegnące tuż obok Patagonské léto (RELACJA).

Perzeidy startują około 20 metrów za zacięciem startowym Hokejki – wspinamy się do jedynego na tym wyciągu wysoko osadzonego spita i kontynuujemy wzdłuż pęknięć (ok. V) pod przewieszkę (hak), która mijamy lewą stroną siłowym dilfrem (VI-). Wyżej kontynuujemy łatwym terenem do stanowiska (60m!) wspólnego z Patagońskim latem – drugi odcinek jest bowiem wspólny dla obu dróg. Piękną ściankę (VII+/VIII-, trzy spity) miałem okazję już robić przy okazji przejścia wspomnianej drogi, Romek próbuje więc OS-em. Niestety zarówno pierwsza próba jak i dwie kolejne kończą się niepowodzeniem, dlatego też zmieniamy się i udaje mi się sfleszować po latach. Po wyjściu z trudności czeka nas jeszcze około 15 metrów ładnie urzeźbionego połogu (VI-) z jednym jedynie hakiem do którego niewiele można dorzucić – mimo iż nietrudno to z emocjami 😊.

Trzeci wyciąg (dobrze obite VIII-/VIII) zaczyna się łatwą półką, z której odbijamy w trudności - ścianką do góry i trawersem z wymagającym bulderem, który mnie zatrzymuje. Po długim czasie znajduję (dość losowy) patent na przejście i idę dalej – technicznym zacięciem za filarek i z wygodnej półki mocno w lewo łatwiejszym (VI) terenem, aż do stanowiska po 50 metrach. Po zjeździe próbuje Romek i ku naszej uciesze radzi sobie z bulderem (wg nas to crux drogi) i fleszuje cały wyciąg. Kolejnego wyciągu (VII, 50m) lepiej nie lekceważyć – ruszam w niego od razu po dojściu do stanowiska i wycofuję się zbułowany z wymagającej rysy na własnej asekuracji (spit kierunkowy poniżej). Po zmianie kolega przechodzi rysę, po której czeka jeszcze sporo wspinania przez płyty z okapikami – ostatni, wyraźnie większy, mijamy prawą stroną (!) i wychodzimy do stanowiska.

Wyciąg piąty to kolejne VIII-/VIII (40m), tym razem dajemy radę bez fleszowania 😉 – na początek trochę kluczenia między przywieszkami (VI, hak), po czym wejście w trudności (spity i hak). Te zaczynają się w gładkim zacięciu, a kończą dopiero po dojściu do wiszącego stanowiska do którego przewijamy się w prawo przez przewieszony filarek i ściankę z porostami. Skoro Romek uporał się z tym wyciągiem, mi przypada ten ostatni – wg topo kluczowy (VIII, choć bardziej VIII-). Po delikatnym technicznym starcie dochodzimy do przewieszki, której pokonanie jest najtrudniejsze – powyżej wchodzimy bowiem na pionową ale świetnie urzeźbioną ściankę z chwytami niczym na panelu! To oraz dobre obicie sprzyjają odwadze, warto więc wspinać się bez zawahania i jest duża szansa na OS-a – mi się udaje.

Ze stanowiska widać już pomost pod szczytem, do którego z prawej strony dochodzi łatwy teren z kotła nad Hokejką – nam pozostaje jednak jeszcze jeden wyciąg wspinania wzdłuż widocznego po lewej żebra. Gdyby ktoś miał więcej czasu i sił warto rozważyć zakończenie Patagońskim – ze stanowiska tuż obok po lewej ruszamy piękną płytą wzdłuż spitów wprost między okapy. My tymczasem podchodzimy łatwo do żebra i kontynuujemy nim za przewieszkami (V-VI na własnej) aż pod barierki na szczycie – brakuje z 10 metrów więc można podejść  na lotnej. Z powodu późnego rozpoczęcia wspinania, powolnego tempa i kilku powtórek kończymy dopiero przed 19-ta, na kolejkę z Przełęczy czy chociaż z Plesa nie ma już oczywiście szans. Po takiej fajnej drodze i piwie w Skalnatej Chacie zejście mija nam jednak szybko i w dobrych humorach. Kto by pomyślał, że ten dzień skończy się tak fajnie, po tym jak rano długo czekaliśmy w aucie aż przestanie padać!