18/08/2015Tagi: AlpyDolomityTorre Romana (Cinque Torri)Torre Grande (Cinque Torri)Wspinanie górskie lato

Diedro Scoiattoli (Zacięcie Północne), Torre Romana i Armida, Torre Grande (Cinque Torri)

Wycena 1: IV+   Asekuracja 1: R1   Długość 1 [m]: 105   Wyciągi 1: 4   Czas 1 [h]: 2   Wystawa 1: N   Ocena 1: 6/10   Komentarz 1:    
Wycena 2: VI   Asekuracja 2: RS1   Długość 2 [m]: 100   Wyciągi 2: 4   Czas 2 [h]: 2   Wystawa 2: NW   Ocena 2: 6/10   Komentarz 2:    

Krótka relacja z Zacięcia Północnego (IV+) na Torre Romana i Armidy (VI) na Torre Grande w masywie Cinque Torri, podczas obozu KW BB w Dolomitach. Po dwóch deszczowych dniach pogoda nareszcie się poprawia, wszyscy obozowicze ruszają więc do działania - jutro ponownie ma lać... Wraz z Jurasem i Bartkiem na cel obieramy Zacięcie Północne czyli tzw. „Wiewiórki”, pod którym byliśmy już dwa dni wcześniej. Droga nie jest taka przyjemna na jaką wygląda z dołu – wspinamy się bowiem bardziej kominem niż zacięciem, trzeba się przewijać to w prawo to w lewo. Mimo iż droga jest łatwa, wrażenie robi na nas lufa oraz brak półek na resty, trzeba się cały czas wspinać. Ponieważ to nasz pierwszy pobyt w Dolomitach, nie wiemy jeszcze, że tak jest tutaj na większości dróg 😊.

Korzystając z tego, że nadal nie pada postanawiamy wbić się w 3-wyciągową drogę sportową o wycenie VI.1+ ale niestety po zrobieniu jednego wyciągu musimy zjeżdżać bo okazuje się, że coś źle zostaliśmy poinformowani (nie mamy topo) i wbiliśmy w Mimozę (V+) 😊.

Czując niedosyt i widząc, iż deszcz powinien pojawić się dopiero za 1-2 godziny podchodzimy pod Armidę (VI), którą wcześniej robili Mariusz z Pawłem - wspinanie głównie na własnej z obitą kluczową płytką, która jest bardzo wytężająca. Krótka dyskusja, napływ spręża i za chwilę zaczynamy się wspinać, już tylko w dwójkę z Jurasem. Po chwili na dole zbierają się pozostałe zespoły, które już pokończyły drogi i mają niezły widok na nasze poczynania 😉. Dzięki temu mam pamiątkę w postaci fotki Mrocznego, do którego relacji z tego dnia odsyłam - TUTAJ. Niestety pogoda nie wytrzymała i ostatni, na szczęście już łatwy wyciąg, robiliśmy w deszczu. Na szczycie na chwilę odpuściło więc mogliśmy podziwiać widoki, m.in. na sąsiednie Averau, niesamowite turnie Croda da Lago i majestatyczną Tofanę di Rozes. Później pozostaje nam powrót na camp i rozpoczęcie imprezy bo wiadomo było iż kolejnego dnia znowu ma lać i można zapomnieć o jakimkolwiek poważnym działaniu…