01/06/2026Tagi: TatryDolina MłynickaTurnia nad SkokiemWspinanie górskie lato

Lava Hrana i Princezna Amy, Turnia nad Skokiem

Wycena 1: VIII   Asekuracja 1: R1   Długość 1 [m]: 120   Wyciągi 1: 4   Czas 1 [h]: 2   Wystawa 1: NW   Ocena 1: 7/10   Komentarz 1:    
Wycena 2: IX-   Wycena uzupełniająca 2: VIII+/IX-   Asekuracja 2: S2   Długość 2 [m]: 115   Wyciągi 2: 3   Czas 2 [h]: 4   Wystawa 2: N   Ocena 2: 8/10   Komentarz 2:    

Korzystając z krótkiego okienka pogodowego udało się zainaugurować letni sezon w Tatrach. Pod nisko położonymi ścianami nie ma już śniegu, a przy odpowiednio wysokiej temperaturze można komfortowo działać nawet na zacienionych wystawach. Stąd też mój pomysł by do kolekcji dorzucić kolejne dwie ciekawe drogi na Turni nad Skokiem – tradową Ľavá hrana (VIII 120m) oraz ubezpieczoną spitami Princezná AMY (VIII+/IX- 115m). Wizytówką pierwszej jest piękna rysa przecinająca okap na kancie i płytę powyżej, drugiej kapitalna płyta wdzierająca się w przewieszenie północnej ściany. I choć z powodu małej liczby powtórzeń na pozostałych wyciągach jest trochę porostów to z pewnością obie linie zasługują na polecenie!

Dzięki krótkiemu podejściu i długiemu dniu, pozwalamy sobie z Szymonem na wyspanie się i pod ścianą stawiamy się dopiero o 11-tej. Plan zakłada że na Hranie najtrudniejszy wyciąg OS-em poprowadzić spróbuje dobrze czujący się w rysach na dłonie kolega, a ja zajmę się rozpracowaniem kluczowego wyciągu AMY. Wspinanie na Lewym Kancie decydujemy się rozpocząć polecanym wyciągiem prostującym (VII) z kilkoma spitami, oryginalny bowiem kluczy w trawiastym terenie. Pierwsze metry są wspólne z drogą Aurora Borealis, po wejściu na płytę idziemy jednak wprost w kierunku płytkiego przewieszonego zacięcia – techniczny fragment zmusza mnie do dłuższych przymiarek, w końcu jednak udaje rozwiązać się zagadkę w pierwszej próbie. Po pokonaniu stresującego kruchego fragmentu powyżej docieram do stanowiska pod daniem głównym.

Uzbrojony w powiększony o zdublowane friendy #1 i #2 Szymon pod kluczową rysę w okapie podchodzi kilkukrotnie, szukając jak najlepszego ustawienia by pokonać ją w pierwszej próbie. Opłaca się bo gdy już decyduje się oderwać od skały poniżej, sprawnymi klinami przedziera się przez przewieszenie i z uśmiechem staje powyżej. Po pokonaniu cruxa (wg starego topo VIII/VIII+ ale raczej max VIII) robi się wyraźnie łatwiej (VI+) ale nadal bardzo ładnie – idziemy przez 10 metrów piękną równiutką rysą rodem z najlepszych alpejskich ścian. Gdyby tak miała z 30 byłoby jeszcze lepiej ale nie ma co narzekać – na standardy tatrzańskie to i tak perełka! Po przewinięciu za kant w prawo warto zrobić stanowisko przy hakach – kolega idzie dalej co powoduje że tracimy kontakt, a lina nieco się przesztywnia.

Z tego miejsca pokonujemy mały okapik (V+) i kontynuujemy wzdłuż porośniętą płytą w kierunku kantu – tutaj są kolejne haki stanowisko. Ostatni odcinek (V+) to ciekawe ale nieco trawiaste i lekko kruche zacięcie – po wyjściu ze ściany kieruję się w lewo do ostatniego stanowiska Aurora Borealis, można też iść w prawo do łańcucha z Pre Jarku. My planujemy jednak zjechać ścianą północną i przyjrzeć się stanowi porostów i jakości skały na AMY – dlatego po chwili przenosimy się jeszcze niżej do jej ostatniego stanu. Tracimy co prawda możliwość przejścia w stylu OS, wolimy jednak upewnić się czy jest sens wbijać się bez drucianej szczotki – drogi zapewne nikt bowiem dawno nie robił 😉. Okazuje się jednak że jest dobrze – pierwszy i trzeci wyciąg nieco straszą kwiatkami, na kluczowym dzięki skała zachowała się jednak w bardzo dobrej jakości!

Tym razem jako pierwszy zaczyna Szymon – po początkowych 20 metrach w niezbyt zachęcającym terenie wyżej czeka bardzo fajna techniczna płyta z jednym niebanalnym (solidne VII) miejscem, z której przewijamy się na wygodny taras pod kluczowym wyciągiem. Ten okazuje się jednym z ładniejszych w podobnych trudnościach w Tatrach – na 30 metrach mamy kawał świetnego wspinania z 2-3 trudniejszymi miejscami o bulderowym charakterze. Jedno z nich zatrzymuje mnie przy pierwszym podejściu, spokojnie więc patentuję do końca odpoczywając przy wpinkach – te są dość odległe ale bezpieczne. Szymon odpuszcza zapoznawania się z wyciągiem - liczymy, że moja druga lub trzecia próba przejścia klasycznego zakończy się powodzeniem więc po chwili odpoczynku ruszam ponownie. Udaje się od razu co bardzo nas cieszy bo za godzinę trzeba by odpalać czołówki 😊.

Po wyjściu z efektownego przewieszenia czeka niewygodne wiszące stanowisko, gdy więc gdy dociera kolega (bez plecaka który idealnie można wyciągnąć) proponuję, że poprowadzę zaplanowany dla niego ostatni wyciąg – zgadza się z lekką ulgą bo zjeżdżając z niepokojem przyglądaliśmy się słabo urzeźbionej porośniętej płycie za słowackie VII z 6 wpinkami na 30 metrach 😉. Wyciąg faktycznie okazuje się małą przygodą – kluczenie i kilkukrotne obciążanie różnorakich chwytów i stopni zajmuje dobre pół godziny, w 1-2 miejscach dobrze dorzucić sobie małego frienda dla poprawy psychy. Z ostatniego stanowiska robimy trzy prawie 30-metrowe zjazdy (pojedyncza lina 60m ok) i zadowoleni z udanego rozpoczęcia lata w Tatrach wracamy na parking.