08/08/2026Tagi: TatryDolina MłynickaMłynickie SoliskoWspinanie górskie lato

Quo Vadis i Moylan, Młynickie Solisko

Wycena 1: VII   Asekuracja 1: R2   Długość 1 [m]: 110   Wyciągi 1: 4   Czas 1 [h]: 2   Wystawa 1: E   Ocena 1: 6/10   Komentarz 1:    
Wycena 2: VII   Asekuracja 2: R2   Długość 2 [m]: 110   Wyciągi 2: 4   Czas 2 [h]: 2   Wystawa 2: E   Ocena 2: 7/10   Komentarz 2:    

Między wyjazdami alpejskimi trafia się tylko jeden wolny weekend, trzeba więc wykorzystać go na wizytę w Tatrach 😉. W sobotę jest świeżo po opadach więc główny cel zostawiamy z Bartkiem na niedzielę i wybieramy coś na rozruch z krótkim podejściem. I tak z mojej Listy Polecanych Dróg wyciągam wschodnią ścianę Młynickiego Soliska, a właściwie sektor wieńczący u podstawy środkowe żebro tej ściany. Z kilku wytyczonych tutaj tradowych linii wybieramy dwie – Quo Vadis (VII) i Moylan (VII). Prowadzą one blisko siebie oraz składają się z czterech wyciągów o podobnych trudnościach i charakterze – wspinamy się rysami w płytach, a kończymy unikalnymi ciasnymi zacięciami. Obie są ciekawe, Moylan jednak bardziej klasowy – trudności trzymają na każdym wyciągu.

Po łatwym logistycznie półtoragodzinnym podejściu pod ścianę (odbijamy w jej kierunku ze szlaku nad Wodospadem Skok) okazuje się, że nie jesteśmy sami – chłopaki ze Słowacji robią Kamciną Cestę (VI).

My zaczynamy od Quo Vadis – dolne dwa wyciągi prowadzi Bartek, górne ja i podobnie robimy na drugiej drodze (obie OS). Trzymając się foto-topo wspinamy się zacięciami z prawej strony sektora – trudności jednak nie pasują (miało być VII- na starcie a potem V, tymczasem jest najpierw ok V, potem ok VI 😉). Zjeżdżając po zrobieniu drogi lustruję jej dolną część i okazuje się, że trzeba było jednak trzymać się schematu i wystartować niżej przez okapik w kierunku haka w zacięciu – wrysowałem oba warianty na zdjęciu.

Drugi, kluczowy wyciąg (VII) prowadzi estetycznym zacięciem z ryską – im wyżej tym trudniej, po haku korzystamy już tylko z własnej asekuracji i wychodzimy do stanowiska zjazdowego z haków. Trzeci odcinek (VI) zaczyna się krótką ścianką, w którą wchodzimy z buli po prawej stronie, po czym kontynuujemy połogimi płytami do półki z hakiem. Ostatni wyciąg to chwila łatwego terenu i wisienka na torcie – rzadko spotykane w Tatrach „zamknięte” zacięcie, gdzie można wykazać się techniką 😊. Po pokonaniu trudności (VI, hak i małe oraz średnie friendy) przewijamy się przez kant w lewo i po chwili docieramy do ostatniego stanowiska (hak i pętle), z którego robimy dwa zjazdy (50m i 55m).

Po powrocie pod ścianę od razu zabieramy się za drugą drogę – Moylan. Na pierwszym wyciągu czeka ładna płytka oraz całkiem wymagająca jak na VI rysa powyżej. Drugi odcinek (VI+) zaczyna się jedynym stresującym asekuracyjnie miejscem na obu drogach – zanim dostaniemy się do rysy (uwaga - środkowej na płycie – ta po lewej z friendem to zapych!) czeka nas trikowy kancik z oblakami. Po jego pokonaniu delikatnie korzystamy z dudniącej płyty i kontynuujemy pęknięciem – dość solidnym jak na VI+, po czym wychodzimy na półkę i korzystamy ze stanowiska z Quo Vadis po prawej.

Trzeci odcinek (VI-) jest łatwiejszy choć też nie ma na nim nudy – po połogim początku pokonujemy pionową ściankę z siłową rysą i docieramy do półki z hakiem i mailonem, tutaj robimy stanowisko. Wyciąg ostatni zaczynamy od łatwego ale nieco kruchego fragmentu, który doprowadza nas do wąskiego zacięcia, tuż na lewo od tego które pokonywaliśmy wcześniej. Tym razem jest trudniej (VII) ale przy dobrych ustawieniach nie jakoś przesadnie, a asekuracja jest bardzo dobra – jeżeli mamy kilka mikro i małych friendów. Po wyjściu z zacisku czeka nas jeszcze kilka metrów ładnej płytki doprowadzającej do tego samego stanowiska co ostatnio – ze zjazdami jest więc podobnie.

Po zejściu na parking czeka nas jeszcze trochę pracy tego dnia – jedziemy pod Dolinę Kieżmarską i podchodzimy na nocleg do Schroniska nad Zielonym Stawem. Na niedzielę zaplanowaliśmy bowiem jedną z najpiękniejszych tatrzańskich ósemek – Drogę Pająków (Pochylého platna) na słynącej z ekstremów południowo-wschodniej ścianie Jastrzębiej Turni. Niestety kończy się jednak wycofem - spędziliśmy zbyt dużo czasu na kluczowym wyciągu (ok. VIII+), na którym pechowo dwukrotnie spadałem po przejściu kluczowych trudności (Bartkowi udaje się w czwartej próbie) i na drugim trudnym odcinku (VIII) brakło nam już sił na klasyczne przejście. Na opis drogi trzeba więc będzie jeszcze poczekać, wrócę na nią jednak na pewno bo jest świetna, a sama ściana spektakularna – jako mały przedsmak załączam kilka zdjęć.