28/02/2026Tagi: TatryDolina KieżmarskaZłota BasztaWspinanie górskie zima

Hrana Weberovky, Złota Baszta

Wycena: M5+   Wycena uzupełniająca: lato IV+   Asekuracja: R2   Długość [m]: 550   Wyciągi: 14   Czas [h]: 12   Wystawa: N   Ocena: 8/10   Komentarz:    

Sobota to nasz trzeci dzień wspinania na klubowym obozie i zgodnie z planami przeznaczamy ją na dłuższą przygodę. Wyżej położone ściany z powodu znacznego zagrożenia lawinowego odpadają, z naszej listy wyciągami więc położoną naprzeciwko schroniska i dobrze widoczną z jego okien drogę Kantem Komina Stanisławskiego, znaną pod słowacką nazwą Hrana Weberovky (M5+, ok. 550m). Zimowy klasyk wyprowadzający na Złotą Basztę (słow. Bocekova veža) oferuje kawał ładnego wspinania w różnorodnych formacjach, logicznie lawirując przez duże urwisko. Przy dobrych warunkach (płyty, trzymający śnieg) droga nie przedstawia wysokich trudności technicznych oraz zapewnia dobrą asekurację, polecana jest jednak sprawnym i doświadczonym zespołom.

Wspinanie zaczynamy od pokonania progu broniącego dostępu do kotła pod Kominem Stanisławskiego – prowadzący jako pierwszy Marcin szybko pokonuje krótki lodowy uskok (WI3, warto mieć 1-2 śruby) i kieruje się wzdłuż skał po prawej stronie do stanowiska ze spitem pod pierwszym „właściwym” wyciągiem Hrany. Skośna połoga płyta, która czeka powyżej w przypadku braku firnu może wydawać się w jednym miejscu bardziej wymagająca niż orientacyjna wycena (M5), komfort poprawią jednak dwa spity. W górnej części płyta nieco staje dęba, chwyty są jednak lepsze – trzeba tylko uważać z asekuracją. Po wyjściu na taras podchodzimy kawałek do stanowiska (spit z hakiem).

Startując w drugi odcinek długo nie możemy zdecydować się czy iść do rysy wprost (5+/6), jak sugeruje Kuba Radziejowski w swoim przewodniku czy też trzymać się oryginalnego schematu i topo. Marcin finalnie wybiera drugą opcję – mocno podsypane zacięcie, z którego trzeba przewinąć się za kant nie jest trudne (ok. M4+) ale kruche, o czym kolega przekonuje się po chwili zawisając w przelocie po wyrwaniu chwytu i czeka po powtórka wyciągu – nasz styl OS tym drobnym akcentem zostaje więc zredukowany do RP. Jak się okazuje trudności czekają jednak dalej – wypychająca ścianka z lichą trawą (na szczęście ubezpieczona spitem, ostatnim na drodze) ma jeden fragment zasługujący na M5+, po którym trawersujemy trawami do stanowiska z trzech haków – z dołu dochodzi wspomniany wariant prostujący.

Stąd szybko pokonuję kolejne trzy łatwe (M3), 50-metrowe odcinki – dwa z nich prowadzą skośnie prawo trawiastymi tarasami, trzeci do góry i w lewo śnieżnym kuluarem pod dużym skalnym spiętrzeniem. Teren ten można by przejść na lotnej, idąc w trójkę na całą długość liny robimy to jednak na sztywno. Ze stanowiska (własnego) pod lewym skrajem spiętrzenia ruszamy w kierunku progu z wyraźnym szerokim pęknięciem (M4+), nad którym przechodzimy do bloku z pętlami na kancie ściany. Stąd przewijamy się w lewo (hak) i wspinamy ok. 20m ładnie urzeźbionymi płytami (M4+) do kolejnego stałego stanowiska.

Prowadzący dalej Szymon następny wyciąg zaczyna od kilkumetrowego trawersu w lewo, który doprowadza do pięknego stromego zacięcia (M5) – jeden z najładniejszych odcinków drogi. Po jego pokonaniu wychodzimy na taras – my zatrzymujemy się przy bloku ze stałą pętlą, przez co na starcie kolejnego wyciągu czeka nas przejście ok. 10m w lewo, lepiej więc zrobić stanowisko przy kancie. Po przejściu za kant żebra idziemy łatwym tarasem kilkanaście metrów i odbijamy do góry narzucającym zacięciem (M4), po czym zatrzymujemy przy haku nad którym teren wyraźnie się pionuje. Nie jesteśmy pewni czy idziemy dobrze, szczególnie gdy kierując się w stronę grani skały się przewieszają – duże klamy powodują jednak, że jest nie więcej niż piątkowo. Ze szczytu turnicy (pętle) idziemy grańką w kierunku kolejnego skalnego bastionu – być może część osób dociera w to miejsce od dołu, nie wspinając się wcześniej pionowo do góry na szczyt turnicy, wg nas to jednak fajne urozmaicenie 😊.

Widoczne przed nami spiętrzenie pokonać można kominkiem (ok. M4) lub obejść je po prawej jak sugeruje w topo Kuba. Wybieramy drugie rozwiązanie, choć okazuje się nieco męczące – najpierw trzeba zrobić trawers z obniżeniem, potem odbić do góry w strome trawy (M3) i zrobić stanowisko gdyż ciężko uciągnąć linę na lotnej. Dalej czeka jeszcze jedna długość liny śnieżną depresją do siodełka i kolejne 100m pod wypłaszczenie szczytowe Złotej Baszty. Stąd sprawny i dobrze zmotywowany zespół mógłby rozważyć wyjście Drogą Szczepańskich lub Filarem Grosza na szczyt Małego Kieżmarskiego, my jednak podobnie jak większość powtarzających wybieramy zejście Niemiecką Drabiną w dół. Szczególnie, że na drodze zbytnio się nie spieszyliśmy i robiliśmy ją od 8mej rano do 8mej wieczór – czas ten wg mnie można spokojnie zbić do 8 godzin. Na pocieszenie zaskakująco dobre warunki śniegowe sprawiają, że już godzinę później jesteśmy pod ścianą, a 30 minut później dołączamy do imprezy zamykającej obóz 😉.