08/03/2026Tagi: TatryDolina WielickaPośredni GerlachWspinanie górskie zima

Filar Stanisławskiego, Pośredni Gerlach

Wycena: M5+   Asekuracja: R2   Długość [m]: 800   Wyciągi: 16   Czas [h]: 11   Wystawa: NE   Ocena: 7/10   Komentarz:    

W Tatrach po lekkiej odwilży zrobiły się dobre warunki na alpiniady prowadzące wysokimi wschodnimi i zachodnimi ścianami. Postanawiamy wykorzystać to z Szymonem by odhaczyć z listy pozycję, która czekała na to latami – Drogę Stanisławskiego prowadzącą Prawym Filarem na Pośredni Gerlach. Pokonywana również latem (V) linia, zimą pretendować może do miana klasyka, oferuje ok. 800m zróżnicowanego terenu - śnieżne kuluary, trawiaste ścianki i żlebiki podlane lodem ale i kilka czysto skalnych wyciągów w okolicy zimowej czwórki i piątki, z jednym wyraźnie trudniejszym fragmentem zasługującym wg nas na M5+. Oczywiście jak to na rozległy filar przystało jest sporo wariantów, zarówno podwyższających jak i obniżających trudności.

Po dotarciu pod Filar przez chwilę zastanawiamy się czy nie wybrać letniego wariantu płytową ostrogą (V) – mimo iż bardzo kusi z powodu późnej pory odpuszczamy i decydujemy się zacząć popularnym wariantem zimowym. Zresztą zarówno ten odcinek jak i prawie całą drogą pokonujemy najbardziej narzucającą się linią, pokrywającą się ze słowackim topo które otrzymaliśmy od Wadima. Nie obyło się bez drobnych wątpliwości i przyglądania się innym wariantom, czasami też niepotrzebnie szukaliśmy trudności, co kosztowało sporo czasu. Stąd też mimo dobrych warunków (miejscami betony ale czasami objeżdżanie w sypkim śniegu i odgarnianie) w ścianie zeszło aż 11 godzin – a na całą akcję „home-to-home” 25 godzin 😉. Nie zastanawiając się za długo z pewnością można znacznie skrócić ten czas, polecam też nieco lepszą pogodę niż mieliśmy bo chmury i wysoka wilgotność pogarszały niestety komfort wspinania i widoki.

Po podejściu śnieżną zatoką ok. 80m łatwo namierzamy trawiastą ściankę, która wyprowadza nad pierwsze skalne spiętrzenie. Początkowo próbujemy dostać się pod nią trawersem z lewej strony (widać turnicę z repem) – okazuje się jednak, że teren się urywa i wypada jednak zastartować wprost do góry. Przy słabym śniegu wejście w ściankę nad zaklinowaną kostką jest nieprzyjemne i trudniejsze niż wygląda z dołu (solidne M4). Wyżej robi się łatwiej i po chwili dobrać można się do bujnych stromych traw prowadzących do tarasu na ostrzu filara. Drugi odcinek to łatwe podejście w prawo i do góry w stronę kolejnego spiętrzenia – stanowisko zrobić najlepiej pod kominkiem po lewej – dzięki temu kolejny wyciąg rozpoczniemy nim (fajne M4), a nie mało logicznym trawersem przez trawiastą płytę. Po wyjściu na półkę powyżej przechodzimy w lewo do charakterystycznego szerokiego pęknięcia z klamami (M4+) i przewijamy się do turniczki ze stanowiskiem.

Po zmianie na prowadzeniu ruszam w czwarty odcinek – zaczyna się przyjemnymi płytami (M4, dwa haki) i wyprowadza w trawiasty teren. Idziemy nim cały czas skośnie w lewo i docieramy pod nieco bardziej strome zacięcie, gdzie warto zrobić stanowisko. Zacięciem kierujemy się do widocznego siodełka w filarze (M4) – w miejsce to dotrzeć można też odbijając wcześniej w prawo do depresji w filarze. Po przejściu na prawą stronę filara pochodzimy łatwo śniegiem ok. 50m do miejsca, w którym widać dość wyraźny gzyms przecinający ostrze filara. Nim wspinamy się skośnie w lewo przez cały pas skały i docieramy pod żlebik po drugiej stronie (jest stan z kostek) – warianty letnie lawirują do góry płytami. Żlebik zastajemy ładnie wylany lodem – przejście go to więc czysta przyjemność (M3+/WI3), po wyjściu w łatwy teren wracamy w prawo na ostrze i zatrzymujemy się. Po pokonaniu krótkiej grańki (M3) czeka nas trawers z obniżeniem i podejście pasem śniegu między płytami skośnie w prawo – w kierunku widocznego z oddali długiego pęknięcia, tzw. "kominkowatej rysy".

Ten odcinek okazuje się najciekawszym ale i decydowanie najtrudniejszym na całej drodze (mocne M5 lub M5+), jego pokonanie zajmuje mi sporo czasu – formacja jest mocno wypychająca, miejscami brakuje dobrych chwytów i stopni oraz dobrej asekuracji (przydają się haki). Z powodu braku sprzętu do wyjścia przez wieńczącą płyty ściankę (M5-) brakło mi z 10 metrów i konieczne było „wyczarowanie” niewygodnego stanowiska – polecam raczej pokonywanie tego w ciągu i zatrzymanie się dopiero po wyjściu w pole śnieżne powyżej.

Z kociołka pozostaje nam jeszcze jedna krótka bariera skalna do pokonania (M4+) – po jej przejściu przechodzimy na lotną i idący teraz przodem Szymon wyrywa ostro do góry bo  już jakiś czas temu zastała nas ciemność 😉. Po ok. 150 metrach połogim żebrem i żlebikami docieramy pod ściankę szczytową, którą ozdabia charakterystyczna turniczka w kształcie palca. Na prawo kusi łatwe wyjście na przełęczkę w grani, mimo zmęczenia i późnej pory nie idziemy jednak na łatwiznę i kierujemy się skośnie w lewo pod barierę. Pokonać można ją co najmniej na dwa sposoby – my wybieramy wyraźną depresję wyprowadzającą do siodełka za „palcem”. Początek prowadzi przez ruchome bloki, cieszymy się więc że trzyma mróz, dalej czeka już fajny kominek (M5-) i wyjście na grań. Z tego miejsca czeka jeszcze wspinanie przez bloki do góry i obejście stromej ścianki – w prawo i za nią w lewo na wypłaszczenie. Ostatni odcinek to pokonanie krótkiego uskoku (M3+) i wyjścia granią prosto na szczyt Pośredniego Gerlacha.

Ponieważ jest już po 21-ej, mrozi i wieje bardziej niż miało, na wierzchołku nie zabawiamy zbyt długo – udaje się jednak nagrać krótki filmik z symbolicznym toastem ku pamięci Aliego Olszańskiego. Żegnałem go dzień wcześniej na pogrzebie w Krakowie, dzisiejsza wspinaczka była jednak zdecydowanie lepszą formą upamiętnienia kolegi i moje myśli cały czas uciekały w jego stronę. I choć nad słabym przelotem pojawiały się większe niż zazwyczaj obawy o konsekwencje tego co robimy, górowały pozytywne emocje i nastawienie by pamiętać o radach jakie zostawił. By cisnąć „na pełnej petardzie” i robić swoje nie przejmując się hejtem bo jak mi kiedyś napisał kibicując inicjatywie strony - „Słońce jednych grzeje, innych razi”. Ride in peace my friend!