Priamo do nekonecna, Mała Żółta Ściana
Krótkie okienko pogodowe w środku tygodnia postanawiamy wykorzystać z Bartkiem na rozprawienie się z zaległą drogą Priamo do nekonečna (IX- 200m) na Małej Żółtej Ścianie, autorstwa niestrudzonego w wytyczaniu nowych linii Rado Starucha. Równo rok temu było blisko ale ze ściany wygonił nas deszcz, tym razem pogoda była idealna – ciepło nawet w cieniu północnej ściany i suchutko. W takich warunkach poszło szybko i sprawnie, tym bardziej że najwyżej wycenione wyciągi są dość przystępne jak na słowackie standardy. Droga jest bardzo ciekawa i różnorodna, świetnie łączy pasaże o sportowym charakterze z tymi bardziej górskimi – zdecydowanie warto się wybrać!
Priamo otwarta została w 2025 roku, jej nazwa nawiązuje do prostowania tradowej linii Príchuť nekonečna z którą dzieli część pierwszego i trzeciego wyciągu. Kluczowe odcinki są dobrze ubezpieczone spitami, na łatwiejszych fragmentach są one umieszczone rzadziej więc warto zabrać kilka średnich friendów. Startujemy przy ringu na rampie, do której dostajemy się od dołu z lewej strony – z tego punktu można później zjechać pod ścianę.
Pierwszy wyciąg (VII+) prowadzi Bartek – zaczynamy zacięciem, z którego przewijamy się w lewo do pierwszego spita – dalej linię wyznaczają już kolejne punkty. Wspinamy się w porośniętej i nieco kruchej skale płytą, a następnie filarkiem – miejscami jest nieewidentnie, przez co całkiem wymagająco. Po wyjściu z trudności pokonujemy jeszcze czujny fragment w połogu i przechodzimy w lewo do stanowiska (dwa ringi jak na każdym). Drugi wyciąg (VIII) przypada w prowadzeniu mi – na 15 metrowej ściance trudności stanowi bulder w jej dolnej części, który jest znacznie łatwiejszy niż w zeszłym roku gdy było mokro 😉. Wyżej jeszcze kilka metrów fajnego wspinania po dobrych chwytach i wyjście na półkę stanowiskową.
Trzeci, kluczowy odcinek (IX-) jest świetny– zaczynamy od łatwiejszego lawirowania między półkami, po czym wchodzimy w przewieszoną strefę. Tutaj czeka techniczne wspinanie po odciągach i krawądkach z cruxem w górnej części (nie zdradzam by nie psuć OS-a). Po wyjściu z trudności do stanowiska pozostaje jeszcze ok. 15 metrów technicznego wspinania obłym filarkiem. Całość już rok temu na mokro wydawała nam się nieco łatwiejsza niż wskazuje wycena, oczywiście odnosząc się do słowackich wycen – kluczowy wyciąg Stargate, który nie puścił nas tydzień wcześniej wydawał nam się bardziej wymagający choć daje mu się max VIII+/IX- (oryg. VIII!). Tym razem na sucho Bartek przechodzi wyciąg klasycznie już przy pierwszym podejściu, mi udaje się w drugiej próbie – z góry bowiem założyliśmy że odcinek jest tak fajny że obaj chcemy go poprowadzić.
Czwarty wyciąg (VII+) ma dla odmiany bardziej górski charakter – wspinamy się wzdłuż rys i zacięć, w których do uzupełnienia przydaje się własny sprzęt. Porosty sprawiają, że trzeba się nieco mocniej trzymać, jest jednak zaskakująco lito i atrakcyjnie wspinaczkowo. By było po równo ostatni wyciąg (VIII) prowadzi Bartek – podobnie jak na pierwszej ósemce i tutaj czeka jeden bulderowy odcinek, bardziej chyba wymagający niż poprzednio lecz również komfortowo obity. Po wyjściu z przewieszonej ścianki teren się kładzie – kierujemy się skośnie w prawo do porośniętego zacięcia z rysą i kilkoma ruchomymi blokami, gdzie wskazana jest zmożona uwaga i dołożenie własnych przelotów. Ostatnie stanowisko jest wspólne z wytyczoną rok wcześniej (2024) drogą Nadhera zelena. Mając jeszcze sporo czasu do wieczora postanawiamy obejrzeć ją ze zjazdu i zrzucić linę na kluczową 50-metrową płytę. Obaj wędkujemy ten niesamowity wyciąg, crux za IX-/IX pod sam koniec nie puszcza jednak nawet w ten sposób, nie ma więc żadnych szans na spróbowanie prowadzenia tego dnia – może kiedyś będzie jeszcze okazja.














