22/08/2026Tagi: AlpyDolomityMarmoladaWspinanie górskie lato

Via del cinquantenario FISI (Gogna), Punta Rocca (Marmolada)

Wycena: VII+   Wycena uzupełniająca: 6b+   Asekuracja: R2   Długość [m]: 1140   Wyciągi: 29   Czas [h]: 13   Wystawa: S   Ocena: 7/10   Komentarz:    

Pod koniec obozu pogoda komplikuje nieco plany i po przymusowym wspinaniu w skałach pozostają tylko dwa dni okienka, postanawiamy więc wykorzystać je na najważniejszą drogę jaką mieliśmy z Kubą na celowniku czy Tempi Moderni (6c/7a 1155m) na Marmoladzie. Linia ta uchodzi za jedną z najwspanialszych wspinaczek w całych Alpach, słynie zarówno z pięknych pasaży w kapitalnej skale jak i odważnych wyjść nad stare haki (R4). Pomysł podchwytują też Agnieszka z Bartkiem ale mimo obaw czy nie spowoduje to komplikacji spokojnie puszczamy ich przodem – zakładamy że nawet jak wystartujemy w ścianę o 11-tej to zdążymy z przejściem 14 z 28 wyciągów by dotrzeć przed zmrokiem do noclegu na Środkowych Półkach.

I tak po niespiesznym śniadaniu na campie (przypominam że obóz odbywa się w Malga Ciapela czyli pod samą Marmoladą) podchodzimy na kawę do Schroniska Falier, a następnie do podstawy ściany opadającej na południe z grani Punta Rocca. Niestety okazuje się, że początkowy, kluczowy wyciąg Tempi Moderni dopiero podsycha po nocnym deszczu i nasi znajomi nie są w stanie uporać się z nim w pierwszych próbach. Gdy o 13-tej nadal nie możemy zacząć drogi, a pierwszy zespół nie rezygnuje z klasycznych prób, pozostaje przenieść się na cel rezerwowy – Drogę Gogny, znaną również pod nazwą Via del cinquantenario F.I.S.I. (6b+ 1140m OS). Na pierwszych wyciągach ze smutkiem zerkamy na piękną linię obok (i wspinających się znajomych bo Bartek w końcu poradził sobie z cruxem) i pocieszamy się, że u nas też będzie fajnie, dodatkowo dla Kuby to pierwsza wizyta na „Srebrnej Ścianie” (dla mnie trzecia) więc sama wizja jej przejścia daje już dość motywacji.

Po pokonaniu dwóch łatwych (3+) wyciągów wyprowadzających na półki stajemy pod czarnym kominem otwierającym dalszą część drogi. Jak to na Marmoladzie bywa wyciąg wyceniany na VI/VI+ nie daje się nudzić aczkolwiek zaskakuje dobra asekuracja – potwierdzi się zresztą, że Droga Gogny jest jedną z najbardziej komfortowych pod tym względem na ścianie (R2) choć oczywiście na całej długości nie brakuje dłuższych wyjść nad wpinki. Po wyjściu z trudności warto skorzystać ze stanowiska zaznaczonego na schemacie, do tego z foto-topo wybierając prawy wariant czeka bowiem czujne mocno-piątkowe wspinanie płytowym zacięciem.

Kolejne kilka wyciągów prowadzi Kuba – na początek ładne i niebanalne V+ w gładkiej skale, następnie dwa lepiej urzeźbione wyciągi (V) wzdłuż zacięć, w prawo i w lewo. Wyżej w białych płytach można się nieco pogubić – jest mniej haków a teren bardzo podobny. Po pokonaniu czwórkowego odcinka do góry i w prawo, na kolejnym jest kilka opcji – jakkolwiek idąc z odchyleniem w prawo (V/V+) dojdziemy do wyraźnej rampy. Prowadzi ona łatwo (II) w lewo aż do miejsca, w którym odbić musimy płytami wprost do charakterystycznej nyży pod pasem przewieszek. Ponownie prowadząc długo zastanawiam się którą stroną dojść do tego miejsca – na szczęście nie daję zwieść się hakowi po lewej (prowadzi donikąd) i zgodnie z foto topo idę skośnie w prawo (V) – początkowo bez asekuracji, po kilku metrach jednak trafiając na haka od którego już ewidentnie do nyży.

Kolejny odcinek jest bardzo ciekawy, choć niestety początkowo kruchy – przechodzimy w prawo do rysy i wspinamy się nią wprost do góry (mocne V), po czym w odpowiednim miejscu przewijamy się na płytę po prawej i trawersujemy dobre 15 metrów pod głęboki komin. Ponieważ obok niego spływa sobie rzeczka możemy nawodnić się do woli i uzupełnić trochę zapasu wody na kolację i śniadanie po czym ruszamy dalej – za komin zabiera się tym razem Kuba. Zgodnie z przewidywaniami wspinanie na nim jest dość wymagające jak na VI+, do zimna i wilgoci dochodzi bardzo krucha miejscami skała, a poza kilkoma hakami (jeden z nich wyciągam palcami) dołożone przeloty nie są zbyt pewne więc raczej nie wolno spadać, do tego trzeba przedłużać by na 50m nie przesztywnić liny.

Ze stanowiska po tym wyciągu pozostaje tylko łatwy odcinek (w prawo i do góry) wyprowadzający na Środkowe Półki – dobry moment bo akurat robi się ciemno. Aga z Bartkiem trochę pogubili się na kilku wyciągach Tempi ale dotarli już na miejsce i zajęli miejsce w jednej z przytulnych nyż których na półkach nie brakuje. Noc spędzamy więc w czwórkę dość wygodnie – na miejscu są „stałe” karimaty, a zamknięta przestrzeń daje osłonę przed wiatrem. Rankiem po śniadaniu razem trawersujemy półkami w lewo, nasze drogi w górną część ściany startują bowiem tuż obok siebie.

Pierwszy z górnych odcinków Drogi Gogny jest jednocześnie kluczowym dla całej drogi – po aktualizacji wycen w przewodniku widniej przy nim 6b+, czy też bardziej odpowiadające górskiej wycenie VII+ (oryginalne VI+ to oczywiście niezłe jaja). Po długiej rozgrzewce zabieram się za prowadzenie ciesząc się, że w końcu mamy jakiś ładny wyciąg 😉 – faktycznie okazuje się świetny i z dobrą asekuracją (haki w trudnościach), po szóstkowej rysce crux to nieoczywiste przewinięcie przez okapik. Co ciekawe po wyjściu z trudności nie trafiam na stan tam gdzie być powinien, a na półce kilkanaście metrów wyżej. Po tym pięknym pasażu dalej czeka jednak rozczarowanie – do przejścia mamy ok. 120 metrów trójkową rynną, doprowadzającą do filara, wzdłuż którego będziemy wspinać się dalej aż do szczytu. To samo czeka zresztą znajomych – po przejściu pierwszego górnego wyciągu Tempi (również VII+) zrezygnowali bowiem z dalszego wspinania na tej drodze i postanowili iść za nami...

Po przejściu na drugą stronę filara przez chwilę zastanawiamy się czy jesteśmy w dobrym miejscu – nie ma żadnych haków ani tutaj, ani powyżej. Trzymamy się jednak foto-topo i po przejściu kruchego kominka (III+) na kolejnym wyciągu Kuba ufnie przewija się „w ciemno” z powrotem w prawo gładką płytą (V+) i idzie do góry, po chwili meldując stanowisko – jest więc ok. Wyżej wspinanie robi się już bardziej logiczne i ewidentne oraz pojawia się więcej haków – idziemy dwa wyciągi (V+, V) wzdłuż pęknięć w filarze i łatwiej (IV) do siodełka pod górnym, bardziej stromym spiętrzeniem filara. Kolejny odcinek jest już więc bardziej powietrzny i całkiem ciekawy, prowadzi wzdłuż rys i płytkich zacięć (V+) do wiszącego stanowiska pod okapem.

Kolejne wyciągi są ciekawe wspinaczkowo ale mają sporo mikro-kruszyzny, małe kostki co chwila wypadają nam spod rąk lub nóg więc trzeba cały czas kontrolować trzy punkty podparcia! Sprawy nie ułatwia pośpiech jaki musimy sobie narzucić by zdążyć na ostatnią kolejkę (16:30) po leniwym porannym starcie, dodatkowo po piętach depcze nam drugi zespół. Po trzech dość podobnych wyciągach (solidne i trzymające VI+ do VII-) na dwóch ostatnich skała robi się wreszcie lepsza – biały wapień z dziurami przypomina mi wreszcie to czego doświadczałem w przeszłości na innych tutejszych drogach. Po szybkim przejściu tych nadal niebanalnych (VI i V+ z przymrużeniem oka) wyciągów teren się kładzie i dodatkowa długość liny wyprowadza nas na zwieńczenie filara.

Ze stanowiska zlokalizowanego na jego skraju robimy 50-metrowy zjazd w kierunku północno-zachodnim (można też zejść terenem ok. II) i biegniemy (a z nami druga ekipa) w kierunku górnej stacji kolejki. Pośpiech wynika raz z faktu, że nie zabraliśmy raczków do zejścia lodowcem, dwa że cała trójka moich towarzyszy musi być następnego dnia w pracy! Udaje się z 15-minutowym zapasem i niewiele później jesteśmy już na parkingu pod kolejką, gdzie czeka na nas z samochodem Ania by oszczędzić nam dodatkowego 15-minutowego spaceru na camping. Po chwili więc znajomi mogą pakować się w podróż do Polski, ja natomiast udaję się z partnerką na pizzę i już myślę gdzie by ją tu jutro zabrać na wspinanie 😊.

Podsumowując Droga Gogny nieco rozczarowała – mimo kilku fajnych pasaży jest na niej zbyt dużo łatwych i kruchych wyciągów by zbliżyła się urodą np. do trzymającej klasę drogi Vinatzera, o trudniejszych klasykach nie wspominając. Z drugiej strony biorąc pod uwagę realną możliwość jednodniowego przejścia, logiczną linię oraz dobrą jak na tutejsze standardy asekurację nie ma się co dziwić jej popularności i może ona być celem samym w sobie lub np. ciekawą alternatywą dla całościowo łatwiejszego Don Quichota. Dodatkowo swoje zrobiła też wysoko postawiona poprzeczka oczekiwań jakie mieliśmy wobec Tempi Moderni, więc już po czasie wspomnienia z drogi są lepsze – no i jak wspominałem samo przejście po raz kolejny tej wyjątkowej ściany cieszy!