24/08/2026Tagi: AlpyDolomityPiz CiavazesWspinanie górskie lato

Doctor Scintilla, Piz Ciavazes

Wycena: VII-   Wycena uzupełniająca: 6a+/6b   Asekuracja: S2   Długość [m]: 320   Wyciągi: 10   Czas [h]: 4   Wystawa: NW   Ocena: 8/10   Komentarz:    

Po zakończeniu obozu zostajemy jeszcze na chwilę z Anią w Dolomitach. Po dwóch dniach wspinania na Marmoladzie i porannym pakowaniu brakuje nieco spręża i skóry, ponieważ jednak kolejnego dnia ma padać to żal byłoby nie zrobić chociaż jakieś łatwiejszej drogi. Z mojej listy polecanych dróg (TUTAJ) wyciągamy jedną z najciekawszych obitych wielowyciągowych szóstek w Dolomitach, Doctor Scintilla (6a+ 320m) na płytowym murze Piz Ciavazes zlokalizowanym z północno-zachodniej strony masywu, na lewo od Czwartej Turni Selli. Linia faktycznie okazuje się mega przyjemna – estetyczna, lita, rozmaita oraz logiczna wspinaczkowo i dobrze obita, do tego z pięknymi widokami. W skrócie świetny „plaisir climb”, który polecić można jako cel sam w sobie dla osób operujących w tych trudnościach, czy też na luźniejszy dzień dla mocniejszych wspinaczy.

Podchodzimy z Przełęczy Sella – po półgodzinnym spacerze łąkami w kierunku Trzeciej i Czwartej Turni oraz trawersem od nich w lewo docieramy pod sektor w którym zlokalizowany jest Doctor Scintilla. Na starcie drogi znajduje się tabliczka z napisem, a jej dalszą linię wyznaczają bolty – rozmieszczone na tyle gęsto że do wspinania wystarczają ekspresy oraz 2-4 średnie friendy do dokładania, konieczne jednak tylko na przedostatnim wyciągu. Wystawa sprzyja późnemu startowi – my zaczynamy dopiero przed 14-tą, co trochę niepokoi biorąc pod uwagę prognozowany opad wczesnym wieczorem ale w razie potrzeby z drogi wycofać można się właściwie w każdym miejscu.

Zaczynamy od razu od kluczowego odcinka (6a+, 6b w niektórych materiałach) – po łatwym fragmencie bez stałej asekuracji oraz hakiem powyżej docieramy do półki, nad którą czeka dobrze obita ścianka z cruxem . Ania nie odczytuje niestety dobrze sekwencji i po zjeździe puszcza mnie przodem – od drugiego wyciągu przejmuje już jednak prowadzenie na większość pozostaje części drogi. Po pokonaniu ładnego zacięcia (5c) na drugim wyciągu na trzecim czeka nas łatwiejszy teren (4a) wyprowadzający pod piękne płyty. Czwarty odcinek (5c) prowadzi nimi aż 55 metrów, pod koniec omijając przewieszenie. Na piątym (6a) czeka piękny pionowy fragment z okapikiem po drodze, szósty (5c) to ponownie świetnie urzeźbione strome płyty.

Wyżej czeka mały przerywnik w postaci terenu 4a wyprowadzającego skośnie w prawo pod kolejne trudności. Wyciąg ósmy (5b) to ciekawe wspinanie filarem w prawo i do góry – pod ostatnie trudne spiętrzenie, na które Ania puszcza mnie przodem by przejść jak najszybciej przed zbliżającym się opadem. Po efektownym przewieszonym początku (6a) wychodzimy w łatwiejszy teren, gdzie autorzy postanowili zafundować powtarzającym małą przygodę umieszczając spity co jakieś 10 metrów 😊. Dzięki temu, że skała jest jednak bardzo lita, a formacje dość intuicyjne (idziemy po prostu wzdłuż pęknięć do góry) nie powinno sprawić to nikomu problemu, dodatkowo w razie potrzeby łatwo dołożyć własny sprzęt. Po dotarciu do wyraźnej nyży pod przewieszkami trawersujemy mocno w prawo i docieramy do stanowiska.

Do wyjścia ze ściany i dotarcia do ścieżki zejściowej prowadzącej do ferraty czeka dodatkowe 30 metrów (IV), decydując się na zjazdy robimy to z tego miejsca – dwa z nich są mało komfortowe bo prowadzą diagonalnie łatwym terenem więc mimo wszystko polecam zabrać buty. Na szczęście na zjazdach nic niespodziewanego nam się nie przytrafia – inaczej kompletnie by nas przemoczyło, gdy docieramy do samochodu rozpętuje się bowiem ulewa. Przeciąga się ona też zgodnie z zapowiedziami na kolejny dzień – dobrze było więc znieść trochę dyskomfortu i wspinać się trzeci dzień z rzędu by zrobić tą fajną drogę z partnerką. A przed nami jeszcze jedna przygoda – wspinanie na Cimie Ovest.